Zakup Wędki
Ostatnio niejednokrotnie poruszano temat chłamu, jaki jest wciskany nam przez sprzedawców. Wielokrotnie mówiliśmy jak się ustrzec, na co zwrócić uwagę itd. Przypomniało mi się pewne zdarzenie, jakie miało miejsce przy zakupie wędziska.
Zanim podam miejsce i czas zdarzenia chcę podać tę jakże pouczającą historię. Pan Antoni wraz z synem Włodkiem mieli dokonać zakupu wędziska. Wędzisko było przeznaczone dla Włodka. Wybrali się w dzień, w którym Pan Antoni nieopodal sklepu miał załatwić pewną sprawę. Przed sklepem Antoni stwierdził, iżby syn wszedł i powybierał sobie, a on w tym czasie załatwi tę swoją sprawę.
Włodek wszedł do sklepu i wyłuszczył sprzedawcy co potrzebuje, a mianowicie chciał stać się posiadaczem dobrego wędziska płociowego. Wędzisko miało być długości około 3,50m. Sprzedawca podał wędzisko. Włodek rozłożył sprzęt i zaczął przymiarki. No tak czy akcja jest taka jak potrzeba, jak ugięcie, jak się trzyma w ręku itp. Jakoś zupełnie mu nie pasowało to, co oferował sprzedawca. Delektowanie się wędziskiem jakiś czas trwało, a sprzedawca, pomimo iż klient był młodzieńcem, wykazywał dziwną cierpliwość. Wydawać się by mogło, że to niby taki jest uprzejmy wobec klienta. I choć Włodek nie bardzo akceptował oferowany sprzęt, sprzedawca również dziwnie nie proponował innego towaru.
Trwało to dobre dwadzieścia minut i w tym czasie Antoni zdążył załatwić już sprawy i wrócił do syna do sklepu wędkarskiego. Od drzwi kłaniając się, sprzedawca przywitał żarliwie wchodzącego Antoniego i gdy zorientował się, że ów podchodzi do młodzieńca, począł powoli milknąć i na twarzy dostał pomału wypieków. Antoni zapytał syna jak tam, czy kij mu się podoba i widząc skwaszoną minę, sam wziął kij do ręki. Machnął, potrząsnął i zwrócił się do sprzedawcy - no miało to być wędzisko, a nie bat do oganiania much z konia. Sprzedawca zmieszany zaczął tłumaczyć, że to niby wina chłopaka (pomocnik sprzedawcy, praktykant), że może poprzestawiał coś w regałach i prosi o cierpliwość, że niby zaraz coś przyniesie odpowiedniego, żeby nie wychodzić, że wszystko będzie dobrze i pan Antoni na pewno będzie zadowolony.
Znosił wędziska z zaplecza szybciej niż Antoni mógł je przetestować. Ojciec z synem przeglądali próbowali i wreszcie zaakceptowali któreś z kolei. Antoni kazał spakować i wyjął portfel. Zapłacił, wziął wędkę i sprzedawca podbiegł do drzwi i w ukłonie je otwierał, zapewniając, że więcej takich pomyłek nie będzie i polecał się na przyszłość. Zdawał sobie całkowicie sprawę, że gdyby pan Antoni opowiedział ów incydent znajomym wędkarzom, sklepikarz straciłby klientów.
Spytacie, w którym to sklepie tak się kłaniają i szanują klientów, miarkując na własne straty? Zauważcie jednak, że cały proceder sklepikarza z próbą wciśnięcia kiepskiego towaru, wygląda podobnie jak w sporej ilości sklepów. Klient się nie zna na sprzęcie, to mu można wcisnąć, niech kupuje co mu się daje i znika. Ileż to razy spotkaliśmy się z wciskaniem na siłę towaru wątpliwej jakości. Reklamy właśnie służą ułatwieniu zadania sprzedawcom. Nie jeden z nas doświadczył, jak pod wpływem reklamy kupował towar w przekonaniu o jego dobrej jakości, a był całkiem przeciętny, by nie powiedzieć badziewie. Sprzedawca tylko zapewniał i się uśmiechał, a my jak do miodu, prosto pakowaliśmy się w pułapkę.
Otóż na koniec winien jestem wyjaśnienie gdzie i kiedy dokonano opisanego zakupu. Były to lata trzydzieste ub. stulecia, w jednym z żydowskich sklepów warszawskich. Antoni był znany sprzedawcom, był wędkarzem, któremu nie można było i nie należało wciskać ciemnoty, bo jej nie kupił. Znał się na sprzęcie. Jeżeli wchodził do sklepu z zamiarem kupna, to wystarczyło dać mu dobry i właściwy sprzęt by transakcja się udała. Próba wciskania barachła, mogła się zakończyć utratą klienta.
No i wiarygodność moich słów. Przecież mówię o czasach odległych. Włodek to mój Ojciec, który opowiedział mi tę historię, dla przestrogi. Zdarzenie odległe w czasie, a jakże aktualne do dziś. Metody prawie się nie zmieniły, no może poza kłanianiem się sprzedawcy od drzwi.
Bolesław "Wędkoholik" Michalski
– Komentarze –
Dopisz swój komentarz