| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |


Strona Główna



Rybiografia



Łowiska



Siedliska Ryb



Metody i Techniki



Karpiowanie



Sprzęciarsko



Przysmaczanie



Przepisy Prawa



Ratujmy Ryby



Opowiadania



Bibliografia



Kuchnia



Foto Galeria



Batymetria



Forum



Kontaktowalnia



Księga Gości



Lake Fishing Club



Linki Wędkarskie



Linkownia




Kuchnia Rybna

Znasz smakowite potrawy z ryb? Możesz się tym podzielić z innymi. Napisz do nas, a zamieścimy przepis na stronie.


Przysmacz Rybkom

Masz wypróbowane prze- pisy zanęt, czy przynęt i chciałbyś podzielić się tym z innymi? Napisz do nas, a my je opublikujemy tu na stronie.


Łowiska Jeziorowe

Jeśli znasz ciekawe ło- wiska i zechcesz się tym podzielić z nami, prześlij opis, a opublikujemy.


Sprzętowo

To nowy dział zawierający opinie, recenzje i pomysły związane ze sprzętem wędkarskim. < więcej >


Linkownia

W linkowni możesz zna- leźć ciekawe i darmowe programy wędkarskie.
< więcej >



Zimny wiatr  

W środę miałem pracować krótko, lekko i wyjechać najpóźniej o czternastej. Niestety, jak to w życiu bywa, miałem półtoragodzinne opóźnienie. Jest niezła pogoda, choć wiatr spory. Mam nadzieję, że pod wieczór ucichnie. Na łowisko dojeżdżam po siedemnastej. Szykuję wszystko jak ostatnim razem i o dziewiętnastej mam już rozpostarte stanowisko, mogę wygodnie usiąść na krzesełku i popatrzeć na wodę.

Czas biegnie, a wiatr niewiele ustaje. To nie zapowiada nic dobrego. W końcu zawył sygnalizator i mam pierwszy kontakt z rybą. Krótkie drgania na drugim końcu żyłki mówią, że duży być nie może, ale jest rybka. Nagle kij gwałtownie cofa się do tyłu, a żyłka flaczeje. Zszedł z haka. To nic - myślę sobie - grunt, że biorą. Ale brania są nazbyt rzadkie. Ryba jakby była syta i jakby tylko z łakomstwa próbowała poskubać coś na deser. Do nocy nie udaje mi się zaciąć już żadnej, a jeszcze tracę przypon na kamieniach.

Nadal mam nadzieję na nocne połowy. Ale do pierwszej nie wydarza się nic takiego. Zestaw stoi spokojnie, a sygnalizator milczy jak zaklęty. Niebo rozgwieżdżone, tylko gdzieniegdzie chmurki na południowej stronie, zza których jakby wstydliwie spogląda księżyc, nieudacznie próbując się w nich skryć. Wiatr jednak nie ustaje i do tego jest zimny, żeby nie powiedzieć lodowaty. Zakładam kolejne ciuchy na siebie i dalej czuję przejmujące zimno. W końcu poddaję się, zwijam zestaw i pozostawiając go na podpórkach, ochoczo siadam do samochodu. Włączam silnik i po chwili dmuchawa tłoczy ciepłe powietrze. Zasypiam smacznie w nagrzanym pojeździe.

Budzę się o świtaniu i znów próbuję swych sił. Powoli słońce i wiatr rozpędza lekką mgiełkę i robi się coraz cieplej. Jednak niebo zasnuwa się chmurami.

Jaki będzie ten czwartkowy dzień, co przyniesie? Czy ryby będą brały? No i czy ten zimny wiatr się uspokoi? Gdy tak sobie rozmyślam, mam branie. Choroba, zerwał się zestaw. Robię następny i po chwili powtórka, ale tym razem tracę nie tylko przypon, ale i ciężarki wraz ze sprężyną. Wchodzą w kamienie i rwą cwaniaczki zestaw za zestawem. W końcu, po czwartym zerwanym zestawie, odkładam wędzisko na pomost i zaczynam się zastanawiać. Tak dalej być nie może, bo stracę wszystkie zapasy haczyków, sprężyn, ciężarków i innych akcesoriów, nie mówiąc już o 40 m zapasie żyłki na przypony.

Dumając tak na krzesełku, spoglądam na jezioro i zauważam, że chmury jakoś rozwiał wiatr i powoli robi się ładna pogoda.

No tak, ale dumał, nie dumał, co z tymi zestawami? Zauważam, że trzy na cztery pękają dosłownie w tym samym miejscu. Wyjmuję miniaturowe szkło powiększające i oglądam resztki pękniętego węzła. Nosi na sobie wyraźne ślady obtarcia. Sprawa jasna, tylko jak się pozbyć tej uciążliwości. Postanawiam założyć szerszy ciężarek i mniejszą sprężynę zanętową. To powinno zapewnić odbijanie się zestawu od kamieni, a jednocześnie szybszą wędrówkę zestawu w górę, co pozwoli na uniknięcie kontaktu przynajmniej z częścią głazów. Jeszcze tylko trzeba coś wymyślić z węzłem. Teraz był to typowy węzeł pętelkowy stosowany do przyponów. Zapewnia on szybką wymianę uszkodzonego przyponu, ale będąc za daleko ciężarka, jest narażony na obtarcia. Trzeba to zmienić. Żyłkę przyponu wiążę bezpośrednio do krętlika.

Co wymyśliłem to i uczyniłem, a zestaw ląduje ponownie na łagodnym, ale kamienistym zboczu podwodnej górki. Po chwili mam branie. Siedzi. W trakcie holu znów próbuje wejść w kamienie, ale tym razem jestem górą i po chwili mam cwaniaczka w podbieraku. Zaczynam przemawiać do leżącej i mlaskającej ryby - pokaż zęby, ile tam masz haczyków; no, twoje szczęście, że tylko ten jeden, to zaraz pójdziesz do wody, to nie ty mi zabrałaś te stągiewki.

Po kolejnych dwóch karpikach - ot, takich tam sobie, nic szczególnego, ale zawsze miło jak biorą - postanawiam sam coś przekąsić. Chyba zasłużyłem. Znalazłem przecież skuteczny sposób na kamieniste dno, no i rybki już chyba co nieco podkarmione, bo zrobiły sobie przerwę. Spotykam Zbyszka Zaczka (właściciel łowiska) i oczywiście schodzi godzinka rozmów dwóch zakapiorów wędkarskich przygód. Jeszcze dwa piwka zimne pakuję do lodówki i udaję się na stanowisko, bo mam przeczucie, że rybki mnie wzywają.

No i przeczucie mnie nie myli. Niemal od razu po wywiezieniu zestawu mam branie. Nawet nie zdążyłem ustawić naprężenia żyłki i włączyć brzęczyka, kiedy usłyszałem przyjemny dla ucha warkot wolnego biegu. I znów mam kontakt. Ciągnie całkiem ostro jak na takiego podrostka. To pierwszy dziś sazan.

Za chwilę kolejne branie i karpik, taki ze 2,5 kg, a potem znów przerwa. Słabo żerują, ale dalej mam nadzieję, bo powoli wiatr jakby cichnie. Mam go dosyć, bo rozhuśtuje fale i buja wędziskiem na podpórkach, a co za tym idzie rusza zestawem. Falowanie wody powoduje zresztą taką senność po pewnym czasie, że kładę się na dechach pomostu z uchem w pobliżu sygnalizatora i ucinam półtoragodzinną drzemkę. Pomost jest pontonowy, więc czuję się jak na hamaku. Pewnie pospałbym tak i do wieczora, gdyby powietrza nie przeszył ten potworny pisk brzęczyka. Podrywam się i biegiem na zdrętwiałych nogach do wędziska, mało się nie wywrócę. Ale gdy poczułem z drugiej strony przyjemny drgający opór, wszystkie bóle kości po leżakowaniu na deskach pomostu mijają jak ręką odjął. Jest walka, choć niewątpliwie mam przewagę, bo rybka nie jest tą, na którą oczekuję bez skutku od wczoraj. Jeszcze tylko na pożegnanie każę jej przyprowadzić dziadka, a najlepiej od razu z babcią i ryba znika w toni jeziora. Myślę sobie - ale jestem zachłanny, czyż nie wystarczyłby sam dziadek albo babcia, od raz obojga mi się zachciewa.

 

Niestety nie ma na razie ani babci, ani dziadka. Znów skończyła się kolejna fala brań. Postanawiam rozrobić zanętę i trochę podnęcić. Zanęta gotowa, jeszcze tylko kluchy proteinowe do środka łodzi i wywożę wszystko na górkę. Przy okazji zmieniam świetlik w bojce i wracam. O ósmej zaczynają się brania i wyciągam kolejne dwa karpie. Powoli zaczyna zachodzić słońce i wiatr jakby cichnie. We mnie wstępują nowe nadzieje. Jest cieplej niż poprzedniego wieczora. Może tej nocy siądzie coś konkretnego, co podejmie ze mną walkę jak równy z równym do bólu mięśni?

Ale, niestety, brania ustają wraz z przyjściem godziny dziesiątej. Znów niebo się rozgwieżdża, robi się przenikliwe zimno i tylko gdzieniegdzie coś pluśnie w wodzie. Po północy zwijam się do znów do samochodu, by przyciąć do świtu komara. Ale świt wita mnie paskudnie wietrzną i pochmurną pogodą i rozwiewa wszelkie nadzieje. Mam rację, mija godzina ósma i nawet nie trąci.

To już koniec tej wyprawy. Zwijam sprzęt i tylko jeszcze spożywam ostatni przed drogą posiłek i ruszam do domu. W sumie, choć nie było dużego karpia, to gdyby nie to przejmujące zimno panujące w nocy, byłoby całkiem fajnie. W końcu posiedziałem prawie dwie doby nad wodą i złowiłem dziesięć karpików, takich w przedziale dwa do trzech i pół kilo. Może to nie rewelacja, ale zawsze coś się działo mimo paskudnego wiatru. Jak przestanie wiać, znów się wybiorę na spotkanie z moimi misiaczkami i mam nadzieję, że będą to te misiaczki prosiaczki.

Bolesław "Wędkoholik" Michalski


– Komentarze –


Dopisz swój komentarz
w razie potrzeby możesz skorzystać z pomocy i objaśnień

autor :
email :
Wpisz komentarz:


Jeżeli chcesz zrezygnować, jeszcze możesz.

Każdy ponosi odpowiedzialność za treść umieszczanych przez siebie komentarzy. Zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarzy sprzecznych z ideą wędkarstwa, działających na jego szkodę, niezgodnych z prawem oraz wulgarnych. Natomiast mile są widziane wpisy o tematyce wędkarskiej.

>>GÓRA<<


Wędkoholik
POLECA









Ratujmy Szczupaka

Na adres redakcji Wędkarstwa Jeziorowego wpłynął komunikat Salmo Fishing Clubu. Zamieś- ciłem go w części poświęconej ratowaniu tego gatunku. Przeczytaj- cie i skontaktujcie się z SFC. Nie bądźcie obojętni na sprawę


Ratujmy Ryby

W polskich wodach w zas- traszającym tempie maleje rybostan. Niektóre gatunki są poważnie zagrożone. Przyczyn jest wiele. I choć ryby głosu nie mają, czas najwyższy by przemówiły naszym wędkarskim dzia- łaniem. Nie bądźmy obo- jętni na sprawę.


Karpiowanie

W związku z narasta- jącym zainteresowaniem wędkarstwem karpiowym, założyliśmy niezależny portal Karpiowanie. Serdecznie zapraszamy do uczestnictwa w życiu portalu o karpiowaniu.


Nowości na stronie

Jeśli chcesz zobaczyć co nowego ukazało się na stronie, zajrzyj tu.


Lake Fishing Club

We wrześniu powstał kole- żeński klub wędkarski. Wspólne wędkowanie i wymiana doświadczeń to nasz cel. < więcej >


Dziś mamy
Copyright © 2003  Bolesław"Wędkoholik" Michalski