| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |


Strona Główna



Rybiografia



Łowiska



Siedliska Ryb



Metody i Techniki



Karpiowanie



Sprzęciarsko



Przysmaczanie



Przepisy Prawa



Ratujmy Ryby



Opowiadania



Bibliografia



Kuchnia



Foto Galeria



Batymetria



Forum



Kontaktowalnia



Księga Gości



Lake Fishing Club



Linki Wędkarskie



Linkownia




Kuchnia Rybna

Znasz smakowite potrawy z ryb? Możesz się tym podzielić z innymi. Napisz do nas, a zamieścimy przepis na stronie.


Przysmacz Rybkom

Masz wypróbowane prze- pisy zanęt, czy przynęt i chciałbyś podzielić się tym z innymi? Napisz do nas, a my je opublikujemy tu na stronie.


Łowiska Jeziorowe

Jeśli znasz ciekawe ło- wiska i zechcesz się tym podzielić z nami, prześlij opis, a opublikujemy.


Sprzętowo

To nowy dział zawierający opinie, recenzje i pomysły związane ze sprzętem wędkarskim. < więcej >


Linkownia

W linkowni możesz zna- leźć ciekawe i darmowe programy wędkarskie.
< więcej >



Moja Rodzinna Rybiografia  

Trochę o tradycjach i historii    

Nasze wędkarskie tradycje rodzinne sięgają odległych czasów, bo gdzieś początków XX wieku. Wówczas trudno było mówić o jakimś zorganizowanym wędkarstwie w Polsce. Reguły wędkarskie były raczej przekazywane wzajemnie przez wędkarzy i należały raczej do formy ustnego przekazu moralnych postępowań i wiedzy wędkarskiej niż do zapisanych przepisów i zasad. Książek było jak na lekarstwo, a czasopism w ogóle nie było. Towarzystwa wędkarskie należały do rzadkości, a samo wędkarstwo nie było jeszcze w społeczeństwie traktowane poważnie jako hobby i nie miało nic wspólnego z rekreacją na skalę masową. Wędkarstwo było pasją nielicznej grupy ludzi.

W owych czasach wędkarstwem zaraził się mój Dziadek. Jako mieszkaniec Warszawy wędkował na wodach znajdujących się w granicach miasta i w jego pobliżu. Z przekazów rodzinnych wiem, że między innymi swe przygody wędkarskie i spotkania z rybami przeżywał w Pomiechówku, Czerwińsku, Kazuniu, na Jeziorach Góra, Dziekanowskim, Kamionkowskim, Wilanowskim, Czerniakowskim, Powsinkowskim i na fortach na Woli. Do spotkań z bracią wędkarską najczęściej dochodziło przypadkowo nad wodą. Nie było wówczas jeszcze żadnych towarzystw wędkarskich w stolicy. Praktycznie dopiero na przełomie lat dwudziestych i trzydziestych zaczęły powstawać towarzystwa wędkarskie. W stolicy powstało wówczas Warszawskie Towarzystwo Wędkarskie, którego jednym z założycieli był mój Dziadek - Antoni Michalski.

W tym czasie mój Ojciec Włodzimierz był już aktywnym i przesiąkniętym nałogiem wędkarstwa dzieckiem. Jeździł z Dziadkiem na wędkarskie wyprawy na w/w łowiska. Wzrastał w otoczeniu wielkiego poszanowania i uwielbienia przyrody. Wędkowanie było sposobem na życie, pełne spotkań i umiejętności współżycia z otaczającą dziką wówczas przyrodą. Nawet wymienione warszawskie wody wyglądały zupełnie inaczej. Dla przykładu podam, że jeziorko Kamionkowskie sięgało pod mur zakładów wysoką skarpą, a bulwaru nie było. Panowały w nim głębie od 7 do 11m.

Takim pamiętam je jeszcze ja, a z opowiadań Ojca pamiętam również, że na Kamionkowskim łowił z Dziadkiem karpie od 15 kilo wzwyż. Za sprawą mych przodków padały wspaniałe, nierzadko 3kg liny na Jeziorze Góra, na fosie fortów i Jeziorze Czerniakowskim i Powsinkowskim. Na Wilanowskim i Czerniakowskim łapali piękne szczupaki i sumy.Dziadek zmarł bezpośrednio po zakończeniu działań wojennych.

Po wojnie Ojciec był już w pełni ukształtowanym wędkarzem o zdrowym kręgosłupie moralnym i sporym zasobie wiedzy kunsztu wędkarskiego. Ojciec pozostał w szeregach Warszawskiego Towarzystwa Wędkarskiego. Po sławetnym dobrowolnym, ale bezalternatywnym wcieleniu WTW do nowej organizacji utworzonej przez komunistycznych działaczy według poleceń polit biura "naszej partii", stał się członkiem PZW.

Warszawskie Towarzystwo Wędkarskie zostało wcielone do PZW jako tzw. warszawska jedynka. Na początku koło tworzyli byli członkowie WTW i ich koledzy. Pozbawieni jednak wszelkiej praktycznej władzy decyzyjnej i finansowej, spadli na margines działań PZW, a później koła, jako sobie tylko znana grupa wędkarzy.

Pamiętam jeszcze spotkania kolegów Ojca, ich wspólne rozmowy pełne serdeczności, wędkarskich wspomnień i opowieści. Dziś już pewnie niewielu żyje pamiętających czasy przynależności do WTW. Jednak pamiętam również dzień mojego egzaminu na Kartę Wędkarską. Mimo, że egzaminatorów i Ojca łączyły przyjacielskie stosunki, to napociłem się strasznie, bo musiałem wypaść jak najlepiej, a rgzaminatorzy byli surowi, tak samo jak w stosunku do każdego innego. Ojciec też się spocił, bo nie mógł być pewny decyzji komisji. Uff naszczęście byłem dobrze przygotowany i nie zawiodłem "Staruszka".

Bolesław "Wędkoholik" Michalski

Moja Rybiografia    

Ja wychowywałem się w czasach PZW, ale mogę powiedzieć, że całe uwielbienie dla wędkarstwa zaszczepił mi Ojciec. On też nauczył mnie szacunku dla ryb, poszanowania przyrody i umiejętności jej obserwacji. Dał mi podwaliny, a następnie pełnię wiedzy kunsztu wędkarskiego. I choć dziś nadal z chęcią i zadowoleniem wciąż poznaję nowe możliwości i techniki wędkowania, to mojemu Ojcu zawdzięczam cały dzisiejszy entuzjazm, zapał i umiejętność łowiecką. Można powiedzieć, że po rodzinie, wędkarstwo stało się dla mnie wszystkim, co wypełnia moje życie. Każdą chwilę wolną poświęcam, w ten, czy inny sposób, wędkarskiemu hobby.

Moje kontakty z wędkarstwem zaczęły się bardzo wcześnie. Od czasu narodzin rodzice zabierali mnie zawsze ze sobą na wszelkie wyjazdy na łono natury. Gdy miałem 1,5 roku już uczestniczyłem w wojażach wędkarskich. Wprawdzie wówczas to tylko w nosiłkach u Ojca na plecach, ale ponoć już wówczas żywo interesowałem się wędkarstwem. Gdy zarzucany przez Ojca zestaw wędrował przed moimi oczami ożywałem. Siłą rzeczy miałem spławik na żyłce i przynętę na haczyku przed sobą. Machałem rękoma chcąc złapać żyłkę z zestawem. Ponoć mocno się koncentrowałem i nie mogąc złapać denerwowałem. Siedząc z Mamą na kocu lubiłem pogrzebać w wędkarskim plecaczku i bawić się spławikami z kory topolowej oraz blachami wahadłowymi, oczywiście pozbawionymi kotwiczek. Lubiłem patrzeć jak Ojciec łowi rybki, choć z pewnością niewiele jeszcze z tego rozumiałem. Ale widać było od razu czym skorupka za młodu nasiąka.

Wzrastając wyszedłem z nosiłek i począłem czynić próby naśladowania moich przodków. Musiało to wyglądać komicznie dla otoczenia. Pomimo, iż wędzisko było skrócone o jeden skład, trzymając je przed sobą odchylałem się do tyłu by utrzymać równowagę. Miałem zaledwie trzy lata, gdy po raz pierwszy trzymałem takie trochę ponad dwu metrowe wędzisko. Był to prosty zestaw ze spławikiem z piórka, przywiązany do szczytowej przelotki wędziska. Mimo, że była to skrócona wędka, to jednak bambusowa i wymagała dużo samozaparcia by dźwigać ją przez dłuższy czas.

Potem przyszedł czas na naukę wiązania zestawów. Podobno pierwej nauczyłem się wiązać haczyki niż sznurowadła w butach. Pierwszą swoją osobistą wędeczkę otrzymałem od rodziców w wieku sześciu lat jako prezent na święta Wielkanocne. Już wtedy widać było, iż hobby wędkarskie pochłonie mnie na całe życie. Radości z otrzymanej wędki nie było końca. Łowiłem nią długo i pewnie gdyby mi jej nie skradziono, zajmowała by dziś honorowe miejsce na półce. Do dziś bardzo lubię dostawać prezenty w postaci choćby maleńkich cacek wędkarskich. Teraz mogłem już chodzić na ryby ze swoim własnym sprzętem. W miarę jak wzrastałem przybywało sprzętu. I mogę śmiało powiedzieć, że w wieku 10 lat całkiem niezgorzej radziłem sobie nie tylko ze spławikówką, ale z gruntówką i spinningiem. Tak już wówczas miałem swój spinning z klejonki, którym spinniguję do dziś.

Jeżdżąc z Ojcem i bratem na ryby powoli wsiąkałem w wędkarskie zajęcie do reszty. Najbardziej lubię łowić leszcze, karpie i liny, a z drapieżników szczupaki i okonie. Czasem łowię również płotki i uklejki, a także zasadzam się na węgorze i jeziorowe tęczaki. Z biegiem lat coraz bardziej fascynowały mnie jeziora. Bardzo lubię mgłę na jeziorze o poranku i wschodzące słońce rozpraszające to białe mleko. Lubię również cichnące wieczory z piękną krwisto zachodzącą tarczą słońca. Szczęśliwy jestem, gdy mogę oglądać jeziorowe trzciny i przemykające przez nie ptactwo. Na dodatek można upajać się do upadłego przepięknymi dywanami podwodnej roślinności. Spokój tafli wody działa na mnie kojąco, uspakaja mnie i ładuje moje akumulatory. Bardzo dużo przyjemności sprawia mi pływanie łodzią i odkrywanie coraz to nowych zatoczek. Wówczas zabieram ze sobą spinning i wypoczywając czynnie poznaję również ukształtowanie dna. Czasem tracę parę godzin oglądając podwodną roślinność i przemykające w niej ryby.

Pokochałem jeziora i wędkarstwo jeziorowe stało się moją pasją można rzec pochłaniającą mnie bez reszty. W tym miejscu muszę wspomnieć, że jako niespełna dwudziestoletni młodzieniec nabyłem książkę Tadeusza Andrzejczyka "Wędkarstwo Jeziorowe". Książka ta była wówczas wybitną pozycją i klasykiem w tej dziedzinie na naszym rynku. Pomimo, iż byłem już ukształtowanym wędkarzem wywarła na mnie spore wrażenie i przyczyniła się do rozwoju mojej wiedzy wędkarskiej i całkowitej fascynacji jeziorami. Zawarte spostrzeżenia i rady w tej publikacji są aktualne do dziś, a wprowadzane kolejne wznowienia były poszerzane o dalszą wiedzę. Do dziś mam to pierwsze wydanie i z niecierpliwością czekam na to które ma się ukazać. Na pewno wpływ na moje umiłowanie do wędkarstwa jeziorowego miała ta książka.

Ćwiczyłem swój kunszt wędkarski na jeziorach przez te moje lata, jednocześnie podziwiając piękno przyrody. Woda obdarowywała mnie swoim rybim bogactwem i ani się obejrzałem, a tu moja wędkarska przygoda zbliżyła się do półwiecza. I choć nie złowiłem nadzwyczajnych okazów, zawsze wracałem z wędkowania zadowolony i pełen energii do życia. Powiedzcie jak w takiej sytuacji można nie popaść w wędkarski nałóg. Tak też zostałem wędkoholikiem i pewnie będę nim do końca życia.

Czym dla mnie jest wędkarstwo    

To co czuję w sobie, a co każe mi istnieć w tej przepięknej krainie z naturą, tego słowami nie umiem wyrazić, bo i mój słownik, i cały nawet zasób słownictwa naszego na nic się zdaje.

Wędkarstwo jest tak jakby wiecznie żywy, przepiękny, kolorowy kwiat na łące. Płatki jego przepięknymi jeziorami się wydają, a łodyżki jakby jakimiś rzeczkami płynącymi. Listki niczym łąki i lasy nad tymi wodami się rozpościerające. I ten zapach kwiecia przyciąga do siebie, szepcząc niczym ptaszki na wiosnę.

I człowiek już wytrzymać nie jest w stanie, pakuje się i jedzie na tych kwiatów wezwanie. Tam wśród tego kwiecia przysiądzie, wędkę w jego płatki zanurzy i marzy oraz wypoczywa i o szarej rzeczywistości zapomina.

I rybka błyśnie niczym promyk słońca odbity i radość, gdy promyk złapany choć przez chwilę me serce ogrzewa. I tak upojony w tej kwieciej oprawie zostałbym tam po kres swój i nie wracał.

Ale gdy już obowiązki wzywają i z przymusu znów wracam, to już w drodze powrotnej o tych kwiatach myślę, marzę i następną do nich wyprawę planuję. I tak naładowanym łatwiej mi iść przez życie i piękniejsze jest ono i weselsze i więcej w nim wiary i nadziei.

Dlatego nie wyobrażam sobie, abym mógł bez wędkarstwa żyć i funkcjonować. Pochłonęło mnie ono bez reszty i do końca życia. Fascynacja moja wędkarstwem jest tak wielka, że przylgnął do mnie pseudonim Wędkoholik.

Bolesław "Wędkoholik" Michalski

A jak moje hobby widzi małżonka    

Kiedy poznałam mojego Bolka, był jeszcze całkiem normalny. Przez lata obserwuję jak się zmieniał. Teraz już nie można powiedzieć, że wszystko z nim w porządku. Nie, nie siada w fotelu i nie ginie za gazetami, ale w oczach widać tylko spławiki, woblery itd.

Jak widzę tą iskrę w jego źrenicach to już wiem, że wyjazd na ryby murowany. Tylko gdzie tym razem pojedzie? I znów się zaczyna. Jak małe dziecko wyjmuje te wszystkie swoje zabawki i zaczyna rozkładać. Wszędzie tego pełno. Teraz to już nawet pokoju mu nie starcza, kuchnię też okupuje. Cały stół mam w pudłach haczyków błystek albo innych kolorowych bajerów.

Trudno go zrozumieć, po co mu tyle tego. To już nie jest sklep tylko hurtownia. Kiedy tak siedzi w tej menażerii to zapomina o bożym świecie. Byle tylko jeszcze papierosy były to już wszystko. Zapomina o jedzeniu, upływającym czasie, który się zupełnie nie liczy. Jakby tego było mało to jeszcze łazienkę zajmuje - wyważa spławiki. Później wszędzie pełno wody na podłodze, której całkiem nie dostrzega. On jest w innym świecie. Już nic nie mówię, ale co ja się z nim mam?

W trzech szafach zajmują miejsce jego cacka, a i pawlacz już jego i na dwóch szafach też sporo tego. Ostatnio zajął miejsce już pod szafą, bo jak twierdzi tam mu nikt nic nie ruszy i nie uszkodzi. I tak nic mu nikt nie rusza. To powoli staje się obłędem.

Dobrze, jak jest zima, ale latem to jeszcze dochodzi gotowanie. Muszę pomóc przyrządzać te kluchy, kulki i inne wynalazki. No, ale lepiej pomagać niż później tydzień sprzątać po jego samodzielnym gotowaniu. Byłabym zapomniała, w lodówce też urzęduje - robale feee w niej trzyma. Dobrze, że mam sporo szafek to jakoś mieszczę te puszki kukurydzy, psie i kocie przysmaki i torby świństw na ryby - podobno na karpie.

Jak się szykuje to już wolę iść do sklepu i mu kupić co tam potrzebuje niż patrzeć na to małe dziecko w krainie marzeń. Czasem to jego szykowanie trwa kilka godzin i kończy się późno w nocy. Ja już dawno śpię gdy on jeszcze buszuje po mieszkaniu. Tematy o rybach, nawet tych smażonych, omijać trzeba z daleka dużym łukiem. Jak podchwyci to już koniec. Zawsze kończy się o wędkach kołowrotkach itd.

Czasem zastanawiam się, o czym on śni, bo jakoś nigdy nie pamięta - o dziewczynach (może o mnie), czy znów o wędkowaniu. Do sklepów z nim nie chodzę. Raz poszłam to nie dosyć, że swój portfel opustoszył, to i mój się stał chudszy. Po co on tyle tych haczyków, żyłek błystek kupuje? I tak wszystko wcześniej czy później urwie.

Najgorzej, gdy wyjeżdża. Budzik wszystkich na równe nogi stawia. No cóż wstaję z nim w nocy zrobić mu kanapki i spakować wszystko, co głód może zaspokoić, bo sam na pewno by zapomniał. Szkoda mi żeby głodował, albo jadł później jakieś paskudy w przydrożnym barze.

Pamiętam o piwie. Albo jest i je ładuję, albo w turystycznej lodówce musi być trochę miejsca, to po drodze puszkami je zapełni. Zimą zamiast piwa trzeba zapakować rum. Zastanawiam się tylko jak on może razem z tymi kanapkami trzymać te robale? No a kiedy pakuje samochód to po głowie mi chodzi pytanie, czy aby dla niego starczy miejsca? Wynosi i wynosi i końca nie ma.

Gdy przyjeżdża jeszcze gorzej. Czasem trzeba mu pomóc, bo tak jest wykończony, że zasypia na stojąco. Nigdy nie zrozumiem, na czym polegał ten jego wypoczynek. Trzeba dopilnować by jak najszybciej wylądował w łóżku, żeby tylko nie usiadł i nie zasnął w fotelu. Zasypia wtedy jak niemowlę w jednej minucie.

Kiedy tak śpi z uśmiechem na twarzy, to już wiem, o czym śni. O tych jeziorach, o tych szuwarach i perkozach, łabędziach i o sobie z wędką nad wodą. Mam pewność, że rano wstanie rześki wypoczęty i w dobrym humorze.

Gdy mi dziękuje za moją pomoc i wyrozumiałość, to wiem już, dlaczego znoszę te jego wariactwa z wędką. Po prostu kocham swojego Wędkoholika, bo jakbym mogła inaczej z nim wytrzymać.

Anna Michalska


Niektóre Dokumenty

Karta Wędkarska Dziadka z czasów okupacji

Legitymacja Członkowska WTW Dziadka z czasów wojny

Legitymacja Członkowska WTW Ojca

Zaproszenie na ostatnie Walne WTW na którym nastąpiło sławetne wcielenie do PZW

Bolesław "Wędkoholik" Michalski

>>GÓRA<<


Wędkoholik
POLECA









Ratujmy Szczupaka

Na adres redakcji Wędkarstwa Jeziorowego wpłynął komunikat Salmo Fishing Clubu. Zamieś- ciłem go w części poświęconej ratowaniu tego gatunku. Przeczytaj- cie i skontaktujcie się z SFC. Nie bądźcie obojętni na sprawę


Ratujmy Ryby

W polskich wodach w zas- traszającym tempie maleje rybostan. Niektóre gatunki są poważnie zagrożone. Przyczyn jest wiele. I choć ryby głosu nie mają, czas najwyższy by przemówiły naszym wędkarskim dzia- łaniem. Nie bądźmy obo- jętni na sprawę.


Karpiowanie

W zwišzku z narasta- jšcym zainteresowaniem wędkarstwem karpiowym, założyliœmy niezależny portal Karpiowanie. Serdecznie zapraszamy do uczestnictwa w życiu portalu o karpiowaniu.


Nowości na stronie

Jeśli chcesz zobaczyć co nowego ukazało się na stronie, zajrzyj tu.


Lake Fishing Club

We wrześniu powstał kole- żeński klub wędkarski. Wspólne wędkowanie i wymiana doświadczeń to nasz cel. < więcej >


Dziś mamy
Copyright © 2003  Bolesław"Wędkoholik" Michalski