|
|
Kuchnia
Rybna
Znasz smakowite potrawy z ryb? Możesz się tym podzielić
z innymi. Napisz do nas, a zamieścimy przepis na stronie.

Przysmacz
Rybkom
Masz wypróbowane prze- pisy zanęt, czy przynęt i chciałbyś
podzielić się tym z innymi? Napisz do nas, a my je opublikujemy tu na stronie.

Łowiska
Jeziorowe
Jeśli znasz ciekawe ło- wiska i zechcesz się tym podzielić z nami, prześlij opis, a
opublikujemy.

Sprzętowo
To nowy dział zawierający opinie, recenzje i pomysły związane ze sprzętem wędkarskim.
< więcej >
Linkownia
W linkowni możesz zna- leźć ciekawe i darmowe programy wędkarskie.
< więcej >
| |
 |
Ratujmy Nasze Ryby
Jezior mamy więcej niż niejedno państwo europejskie. Rzek też nie brakuje. Tylko ryb w nich jakoś w ostatnim dziesięcioleciu drastycznie ubyło. W niektórych wodach jest prawdziwa tragedia. Część gatunków jest zagrożona, a niedawno były pospolitymi rybami naszych wód. Nawet tak pospolite uklejki watahami pływające przy powierzchni jakoś dziwnie zniknęły. Niektóre wody wyglądają jak pustynie. Obraz jest przerażający. Nikt jakoś nie troszczy się o rybostan w Polsce, bo co kogo obchodzi jakaś tam rybka. A tym czasem gatunków zagrożonych przetrwaniem przybywa i niedługo może się okazać, że i te uklejki a nawet krąpie znajdą się w czerwonej księdze. Trzeba koniecznie zastanowić się nad przyczynami tego stanu rzeczy i zacząć konkretnie coś robić. To w nas wędkarzach jak mi się wydaje drzemie najwięcej wrażliwości i to właśnie my jesteśmy wstanie a nawet powinniśmy dać propozycje zmian w przepisach, jak również wskazać kierunki działań by uratować sytuację. Obserwacji mamy sporo.
Materiałów naukowych też nie brakuje. Czas więc przynajmniej zastanowić się nad przyczynami i wyciągnąć wnioski dla ratowania tego co zostało i wyszukania dróg naprawy rzeczy, które są zepsute.
Wędkarstwo jest bardzo pięknym hobby. Łączy się z przyjemnością obcowania z przyrodą oraz dużymi emocjami i przeżyciami, no i co tu ukrywać, pozwala zaspakajać rządzę myśliwego, jaka w każdym z nas drzemie, ale także, o czym nie wolno nam zapominać, również łączy się z ingerencją w środowisko. No właśnie, jak to jest z tą ingerencją i jakie są jej oblicza, które my jako wędkarze stwarzamy? Czy wędkarstwo w Polsce na dziś przyczynia się do niszczenia środowiska, czy też nie? W jakim stopniu jesteśmy winni powstałej sytuacji? Na ile i my wędkarze jesteśmy winni tak drastycznemu spadkowi populacji wielu gatunków ryb? Spróbujmy się nad tym zastanowić.
Wbrew pozorom nasza ingerencja jest bardzo duża. Korzystamy z zasobów środowiska naturalnego i stanowimy potężną grupę ludzi. Jest nas czynnie wędkujących w Polsce około 2,5 mln. Zastanówmy się, jaką ilość pozyskujemy ryb rocznie. Przeciętny wędkarz mający zdroworozsądkowe podejście stwierdzi, że jest to w skali roku pewnie około 10 kg. Są tacy, co nic nie biorą, ale są i tacy, którzy zabierają znacznie więcej niż te 10kg., a i mamy łowiących tak od czasu do czasu, którzy też coś zabierają. Średnio jest to ponad 15 kg. Dużo to, czy mało? Jeśli przemnożyć to przez ilość wędkujących to stwarza to całkiem dużą liczbę około 40 tyś. ton. Jeśli szacuje się roczne wszystkie odłowy śródlądowe w Polsce na poziomie około 55 tyś. ton ryb, to już mamy obraz, jaką skalą ingerencji w środowisko jest wędkarstwo. Zdaję sobie sprawę, iż wiele osób stanowczo zaprzeczy tym szacunkom i stwierdzi, że to jest niemożliwe. Pragnę tu zauważyć, że mniej więcej na tym poziomie kształtują się statystyki innych krajów. Niektórzy twierdzą nawet, że obraz przedstawia się jeszcze bardziej niekorzystnie dla nas wędkarzy, niż to tu ująłem. Ja jednak odróżniam, tę część ludzi wędkujących, która pod płaszczykiem wędkowania dopuszcza się kłusownictwa. Ale kłusują również rybacy i ludzie kompletnie nie związani z zawodowym rybactwem, czyniąc to z różnych pobudek. Jeśli tak traktować sprawy to spokojnie można by dodać kolejne 30 tyś. ton odłowionych ryb, i tu zgodzę się całkowicie z innymi danymi, że 1/3 w tym stanowi odłów pseudo wędkarzy. Jeśli przyjąć te dane do zbliżonych prawdzie, to uzyskujemy wyniki, że na wędkę rocznie pozbawiamy życia około 50 tyś. ton ryb, dalsze 5 tyś. ton stanowią odnotowywane odłowy rybackie, a pozostałe 20 tyś. ton, to kłusownicze pozyskiwanie ryb wliczając w to kłusowanie rybaków. Część z nas może powiedzieć, że w ogóle nie bierze ryb stosując zasadę no kill, ale nie zmienia to sytuacji, bo doskonale zdajemy sobie sprawę, iż z kolei jest znaczna grupa ludzi,
która bierze do wora wszystko jak leci, co prawnie jest dozwolone, a co gorsza traktują to jako zadość uczynienie za poniesione nakłady na wędkarstwo. To są godni pożałowania mięsiarze, którzy już dawno powinni opuścić szeregi wędkarskie, bo wędkarstwo to hobby, nie mające nic wspólnego z takim podejściem do naszych milusińskich.
Ale czy takie statystyki obrazują już skalę naszego udziału w wyrybianiu wód? Myślę, że nie. Należy zdać sobie również sprawę z tego, że jedne gatunki są dla nas wyjątkowo atrakcyjne, gdy inne średnio, a jeszcze inne wręcz nie stanowią żadnej atrakcyjności wędkarskiej. Do najbardziej atrakcyjnych wędkarsko ryb należą drapieżniki i to one przede wszystkim jako pierwsze stają się zagrożone, choć nie tylko. W konsekwencji braku drapieżnika w wodzie, następuje poważne zachwianie równowagi. Zwiększają się zakwity glonów, ryby chorują i karłowacieją w skutek przerostu liczebności i nadmiernej konkurencji pokarmowej. Przy braku drapieżników, stajemy wobec sytuacji przestawienia naszych łowieckich apetytów na kolejne atrakcyjne gatunki ryb jak lin czy leszcz. Ale nie tylko takie grzechy mamy na sumieniu. Zaczynamy intensywnie zarybiać wody gatunkami przynoszącymi wprawdzie dużo emocji z walki, ale są to gatunki, które powinny znajdować swe miejsce tylko w
hodowlach lub w ograniczonym zakresie tylko w zamkniętych wodach, o niedużych rozmiarach. Mam tu na myśli karpia i amura. I niech nikt nie zaprzecza, bo wystarczy spojrzeć w statystyki zarybień choćby PZW, żeby się przekonać, że w niektórych przypadkach nawet 80% nakładów na zarybianie idzie właśnie na te gatunki. Czy to jest zdrowa polityka gospodarowania wodami? Nawet laik z pewnością zaprzeczy.
Patrząc na te statystyki widać wyraźnie jak wiele zależy od nas samych wędkarzy. Dlatego uważam, że to na nas spada zarówno moralny jak i uzasadniony faktami obowiązek zadbania o rybostan w naszych wodach. Wielu z nas szuka przyczyny na innej płaszczyźnie, twierdząc, że przecież kiedyś też się łowiło i przepisy były jeszcze bardziej liberalne niż dziś, a ryb było w brud. Otóż mają po części rację, bo przyroda potrafi się znakomicie bronić i do pewnego momentu niby wszystko jest w porządku i nie zauważamy zmian. Jednak po przekroczeniu pewnej bariery, jaką jest czas i wielkość presji, następuje załamanie równowagi i zauważamy zmiany postępujące zazwyczaj w drastyczny sposób. Ryby złowione trzydzieści lat temu i wywiezione do gara, to też przyczynek do dzisiejszej smutnej rzeczywistości. Przy czym należy zauważyć, że to dopiero w latach siedemdziesiątych nastąpiła motoryzacja w Polsce, umożliwiająca częstsze wyjazdy na ryby, a przez to zwiększającą się presję. Aczkolwiek zdania są tu podzielone.
Nie chcę tu składać całego zła, jakie się stało w naszym kraju, tylko i wyłącznie na barki wędkarzy, ale chcę wszystkim uprzytomnić skalę naszego udziału w postępującej degradacji akwenów. Jest rzeczą oczywistą, że na obecną zasobność naszych wód składa się wiele czynników. Między innymi przemysł powodujący kwaśne deszcze, zrzut ścieków, regulacje rzek, wycinanie lasów i wiele innych. Jednak jasnym się staje, że to my wędkarze musimy wołać na ratunek rybom. Powinniśmy zrobić wszystko, co leży w naszej mocy, by akweny były znów bogate w ryby, jak to było kiedyś. Można by rzec - to zarybiajmy odpowiednio, a lada moment będziemy mieli znów raj w naszych wodach. Tak tylko czy samo zarybianie traktowane wprost wystarczy? Czy jest to tak proste i oczywiste? Otóż wydaje mi się, że nie. Nasze wody są tak wyrybione, a w szczególności jeziora, że już proste posunięcia nie wystarczą.
Zacznę od tych mniej zależnych od nas (pojedynczych wędkarzy), a mianowicie przyczyn zależnych od urbanizacji i uprzemysłowienia. Przez swą działalność człowiek ograniczył możliwości samorozrodcze ryb przez zatrucie środowiska zarówno wprowadzając zanieczyszczenia do wód jak i w powietrze, osuszanie terenów, wycinanie lasów, regulacje rzek w tym także stawianie zapór.
Wyziewy kominowe są przyczyną kwaśnych deszczy mających wpływ na ph wody. Zmiana w kierunku kwaśnego jej odczynu prowadzi do osłabienia wylęgu, a w skrajnych przypadkach do obumierania całej zapłodnionej złożonej przez ryby ikry. Podobne znaczenie mają ścieki przemysłowe, które dodatkowo w znaczny sposób przyczyniają się do wprowadzania metali ciężkich i związków trujących, co także prowadzi do obumierania ikry, ale również do zatruć śmiertelnych ryb dorosłych oraz spadku zdolności reproduktorskiej i powstawaniu mutacji. Ścieki bytowe, to poza wprowadzaniem trucizn, przede wszystkim wprowadzanie do wód związków biogennych, powodujących zakwity glonów i prowadzące do gwałtownego zubożania wody w tlen. To również śmierć dla ryb, narybku i ikry. Z tego wynika, że bez skutecznych oczyszczalni ścieków i filtrów spalin się nie obejdzie.
Można się pokusić w tym miejscu o dalsze rozważania i zastanowić nad tym, jak to się przedstawia nad jeziorami, które jak wiemy są najbardziej narażone na ubytki rybostanu i jednocześnie mają znacznie mniejszą zdolność do samooczyszczania. Tu też można zauważyć gwałtowny wzrost biogenów w wodzie. A skąd one się tam biorą? Pominę jeziora, przy których położone są miasta, bo tu odpowiedź jest prosta. Nad jeziorami mamy istny wysyp domków letniskowych pojawiających się jak grzyby po deszczu. Przecież nie ulega wątpliwości, że w takiej lokalizacji usytuowane są dacze rodzin wędkarzy, co najmniej w 80% przypadków. No i co się dzieje z odchodami tych ludzi. Śmiem twierdzić, że są w końcowym efekcie walone do wody. Szamba najczęściej są nieszczelne, a czasem o zgrozo wręcz zdrenowane, by odprowadzić nieczystości do gleby, a tam wraz z wodami podskórnymi do jezior. I dziwić może fakt, że tych ludzi często stać na luksusowe wyposażenie domków, często
przewyższających metrażem prawdziwe wielkomiejskie domostwa, a nie stać na wybudowanie mini oczyszczalni, bądź szczelnego szamba. Bijmy się w piersi, bo czyż jest inaczej? To powinno ulec diametralnej zmianie o 1800 i to zależy wyłącznie od naszych działań.
W skutek nieprzemyślanej gospodarki melioracji osuszającej znaczne tereny, wycięciu znacznych połaci lasów, regulacji rzek zamieniając je w rowy, spowodowaliśmy znaczne obniżenie wód gruntowych, co pociągnęło za sobą likwidację wielu miejsc tarłowych. Ponad to regulacja rzek zlikwidowała naturalne kryjówki ryb i miejsca rozrodu oraz żerowania. Zapory nie posiadające prawidłowych przepławek, uniemożliwiając dotarcie na tarliska ryb wędrownych, to kolejna przyczyna zagrożenia gatunków. Ciągłe huśtawki stanów wody za zaporą i w zbiorniku, powodują brak możliwości skutecznego złożenia ikry przez ryby. Ikra i wylęg obumierają wysychając po spadku poziomu wody.
Regulacje i melioracje doprowadziły do szybkiego spływu wód opadowych, powodując szybkie osuszenie terenów tarliskowych na wiosnę, co powoduje spadek drastyczny skutecznego rozrodu. Naturalizacja rzek połączona z zalesianiem terenów lasami mieszanymi i likwidacja szkodliwych melioracji z całą pewnością poprawiłyby stosunki wodne w Polsce. Uważam, że poprawa w zakresie spowolnienia spływu i odpływu wody deszczowej oraz rezygnacja z osuszania terenów, spowodowałyby ponowne podniesienie się poziomu wód, co przy jednoczesnym zadbaniu gospodarzy akwenów o przywrócenie pierwotnego stanu przybrzeżnych rejonów w jeziorach, przyniosłoby zwiększenie miejsc tarłowych, a to wpłynie na zwiększenie liczebności rybostanu. Likwidacja skutków bezmyślnych melioracji dla terenów wokół jezior, zwiększyłaby na pewno ilość stanowisk bytowych i rozrodu. Szczególnie dla gatunków zagrożonych jest to bardzo ważne. I nie są to czcze słowa. Melioracje wykonane w okresie
świetlanej twórczości były i są w ogóle nie zadbane i nie konserwowane, powodujące nie tylko osuszenie terenów i obniżanie poziomu wód, ale przez wiele lat nanoszące piach zasypały czasami całe zatoki jezior. Ulegały likwidacji całe zatoki będące ostojami ryb wielu gatunków i olbrzymimi terenami tarliskowymi.
Oczywiście opisałem tu w sposób bardzo skrótowy problemy natury urbanistycznej i zarazem głupoty w ingerowaniu w środowisko naturalne, ale skłania nas to wędkarzy do bicia na alarm. Rządy począwszy od gmin przez powiaty i województwa po władze centralne, muszą przyjąć jako konieczność i priorytet w działaniach ochrony środowiska nie tylko budowanie rezerwatów, ostoi zwierzyn, czy parków krajobrazowych i narodowych, ale muszą włączyć aktywnie do swych programów, budowę oczyszczalni, filtrów, budowę przepławek, zająć się naturalizacją rzek oraz tam gdzie można przywrócić tereny bagienne likwidując melioracyjne osuszanie tych areałów. Nacisk w tym kierunku ma szansę powodzenia tym bardziej, że po wstąpieniu do unii mamy olbrzymie możliwości pozyskania środków na konkretne projekty rozwiązań ochrony środowiska. I tu musimy dopingować każdy w swoim miejscu zamieszkania o takie działania władz, które pozwolą przywrócić równowagę biologiczną, lub naprawić
to, co zostało spaskudzone. Wprawdzie jako jednostki nie wiele możemy, ale ciągłe trąbienie o tych sprawach, musi przynieść w efekcie dotarcie tych problemów do głów rządzących. Należy ich zainteresować tymi problemami wskazując, że nakłady na poprawę stanu rzeczy się opłacają, bo rybne rzeki i jeziora mogą przyciągnąć turystów. W wielu krajach dostrzeżono te możliwości zdobywania finansów i robi się tam wszystko dla zachowania przyrody w jak najlepszym stanie.
Kolejnym czynnikiem, który ma wpływ na stan zasobności naszych wód w ryby, to kłusownictwo. Jest za dużo pobłażliwości i bezradności władz w ściganiu i karaniu tych przestępców. Ciągle daje się słyszeć utyskiwania, że państwo jest biedne i za mało ma ludzi do ścigania tego procederu. Tymczasem prawda jest taka, że hordy wyspecjalizowanych band ograbiają wody z ryb na skalę przemysłową i są bezkarne. Do tego rząd planuje zmniejszenie służb mundurowych do ścigania tego przestępstwa. Nie wiem jak innym, ale mnie nasuwa to przypuszczenia, że rządzący są uwikłani sami w konszachty z gangami kłusowniczymi i na rękę im propagowanie przeświadczenia o bezradności. Bo skoro bezustannie wyłażą na światło dzienne kolejne afery prominentnych polityków tego kraju, a jednocześnie widać samą niemożność w sprawie, to jak to odbierać?
Patrząc na rzeczywistość dalej, to pobłażliwość jest bardzo duża. Jeśli ktoś zabije kilka zajęcy czy saren i zostanie złapany, to grozi mu wyrok. Natomiast, jeśli zostaje złapany kłusol ryb na gorącym uczynku, to rozpatruje się to w kategoriach - "czego od niego chcieć, złowił parę rybek i cóż wielkiego się stało." Traktuje się to jako małą szkodliwość społeczną, czyli coś, co w polskim prawie już dawno powinno przestać istnieć. Dochodzi do sytuacji, w której przestępcy posuwają się do tego, że bez obaw strzelają jak do kaczek do mundurowych funkcjonariuszy, a Ci praktycznie dysponując zerowym sprzętem, są bezradni. Oczywiście to skrajny przykład, ale jakże wymowny. To musi się skończyć. Jak tego dokonać? Postarałem się przemyśleć ten problem i opisać, według mnie zarówno możliwości i metody wyjścia z tego pata. Refleksje i przemyślenia zawarłem < tutej >
Jednak sama likwidacja zagrożeń urbanistycznych, przemysłowych i kłusownictwa, choć są niezbędnymi, sprawy nie załatwi. Należy szukać kolejnych dróg rozwiązań mających polepszyć sytuację w naszych wodach. Wyrybienie jezior jest straszne. Niby lepiej jest w rzekach, ale wydaje mi się, że jest to efekt nie lepszej sytuacji, a ciągłego migrowania ryb bez ograniczeń i szybkie w miarę uzupełnianie w miejscach wyrybienia, ale również i fakt trudnej dostępności w wielu miejscach dla pozyskujących ryby na skalę przemysłową, zarówno przez rybaków jak i kłusowników. Również dla wędkarzy wiele miejsc jest prawie niedostępnych i omijanych. Jednak nie łudźmy się, że rzek nie można wyrybić na amen. Nie można sprawdzić, prawidłowości pozyskiwanych ilości złowionych ryb przez rybaków, bo odłowy kontrolne, czy sprawdzanie zasobności przy użyciu echosondy nie zda egzaminu ( brak możliwości sprawdzenia, które ryby są mieszkańcami zabytymi danego rejonu, a które
napłynęły zajmując niszę odłowionych). Dlatego moje zdanie jest w tej kwestii jednoznaczne. Na rzekach zabroniłbym jakiejkolwiek działalności rybackiej. Rzeki winny być państwowe i oddawane tylko na niektórych odcinkach, jedynie pod opiekę towarzystw wędkarskich, które prowadziłyby ścisły rejestr połowów wędkarskich i zarybień. O wysokości odpłatności tu się nie wypowiadam, ale uważam, że na odcinkach należących do państwa powinny być sprzedawane licencje, a powstały w ten sposób dochód w całości przeznaczany na cele zarybieniowe i badawcze w tej szeroko rozumianej dziedzinie. Jest to do zrobienia i przykładów podobnych rozwiązań na świecie można znaleźć bez trudu.
Jeśli chodzi o jeziora, to choć w Polsce mamy ich sporo, wcale nie oznacza, że możemy z nich czerpać nieograniczone profity. Tu każda dotychczasowa "planowa gospodarka rybacka" kończyła się tragicznie. Przyczyny są proste - łatwo wysieciować, a nowe nie napłyną z prądem rzeki. Dla rybactwa powinny być przeznaczone tylko niektóre jeziora i to nie całymi grupami sąsiadującymi ze sobą o areale przekraczającym kilka tysięcy hektarów. Staje się jasne, że nie stać na dzierżawę na małych areałach wodnych byłoby duże przedsiębiorstwo, a jedynie małe prywatne zespoły. Giganty, w postaci osławionych Szwaderek, nie miałyby tu, czego szukać. Jeśli małe, pewnie najczęściej rodzinne firmy rybackie, lepiej dbające o dany akwen, bo byłby żywicielem konkretnych ludzi na przestrzeni wielu lat. Ale do tego trzeba zmienić podział jezior na znacznie mniejsze obręby rybackie. Praktyka pokazała, że olbrzymie molochy, bez względu na to czy są to przedsiębiorstwa
rybackie czy zakłady rybackie PZW, nie potrafią dostatecznie doglądać tych wód, a i sami ich pracownicy kłusują. Zarybienia winny być wykonywane pod kontrolą ichtiologów i urzędników choćby strażników PSR. Wiele jezior powinno być wolne od połowów rybackich, a wędkowanie możliwe po wykupieniu licencji. Opłaty z licencji winny być przeznaczane na zarybienia i związane z tym badania.
Moje przemyślenia pozostałyby w próżni i raczej takie rozwiązania byłyby niedorzeczne, gdyby nie opis skutecznych metod, choć z całą pewnością surowych i bezwzględnych, zwalczania kłusownictwa. Zakładam, że musi to iść w parze, w przeciwnym wypadku całość wolnych od dzierżaw jezior padłaby łupem kłusoli. Jednak należy zauważyć, że obecnie dzierżawione jeziora przez duże przedsiębiorstwa rybackie, a tak jest w większości przypadków, są ogołocone z ryb przez ich pracowników, którzy również dopuszczają się kłusowniczego procederu na równi z różnej maści gangami. Jest to na tyle nagminne, że stało się niemal normą.
W końcu doszedłem do przepisów. Otóż dobrze się stało, że od rybaków żądać się będzie operatów i ktoś to w ogóle ma kontrolować. Drugie to fakt, że w ogóle na dziś żadne organy państwowe nie są przygotowane na kontrolne czynności, w stosunku do dzierżawców bądź właścicieli nad faktycznym przebiegiem gospodarowania. Na łamach jednego z portali zauważono kilka ważnych spraw. Otóż jednym z kryteriów rozpatrywania wniosków będą zarybienia. Ryby jak przedmioty w czambuł dla wszystkich wód dostały jednakową punktację. I tu wysoko notuje się ryby łososiowate i np. brzanę, a szczupak, o którego byt z resztą walczy wielu wędkarzy, jest stosunkowo nisko punktowany. I choć trudno sobie wyobrazić, by np. ktoś zaproponował zarybianie brzaną jezior mazurskich, to całkiem realną staje się wygrana w przetargu, o jezioro dość zeutrofizowane, po wpisaniu zarybień takiej wody trocią jeziorową. Bo nie bardzo chce mi się wierzyć, że o przetargach będą decydować ludzie,
zawsze mający choćby mydlane o tym pojęcie. Jak do tego dodać, że ze wszech stron dochodzą niepokojące głosy o przetargach pod stołem, to krew się burzy.
Ponad to każdy deklaruje zarybianie. A skąd oni wezmą te ryby do zarybień? Przecież możliwości naszych instytutów i zakładów parających się rozmnażaniem i wychowem narybku są ograniczone. Odnoszę wrażenie, że na dzień dzisiejszy całe te przetargi mające odbyć się w 2005 roku i cała oprawa techniczna mająca towarzyszyć efektom poprawy, to fikcja oparta na pobożnych życzeniach, a wszystko wejdzie w życie na zasadzie żywiołu. Znów zamiast naszych wód, wygraną będzie kupa cwaniaków. Jeśli mam rację, to źle to wróży naszym wodom. Należy zauważyć, że opłakany stan naszych wód, a właściwie ryb, jest spowodowany zbyt intensywnym niekontrolowanym odłowom, w tym również wędkarskim. Wszystko wskazuje na to, że dalej żadnej kontroli nie będzie i dalej nie da się bronić naszych ryb od pazernych łobuzów, którzy zamienią w pustynie resztki naszych wód. Oni są gotowi odłowić te wody do ostatniej żaby i ślimaka, jeśli tylko przyniesie to zysk.
Uważam, że przed oddaniem w dzierżawę wody, należałoby przeprowadzić kontrolę, w jakim faktycznie stanie się znajduje. Zarybienia powinny być kontrolowane i to nie tylko za biurkiem papiery, ale bezpośrednią obecnością inspektora na miejscu zdarzenia. No i chyba najważniejsze. Nikt w zasadzie nie poniesie odpowiedzialności karnej za złe gospodarowanie. Nasze prawo przewidziało tylko możliwość rozwiązania umowy z dzierżawcą. Uważam z całą stanowczością to podkreślając, iż przed prywatyzacją powinno się uregulować sprawy ponoszenia odpowiedzialności za czyny i stworzyć służby kontrolne i w pełni zorganizować służby ścigające kłusowników, bo dzisiejsze PSR jest za małe i z pustą kasą.
Dlatego jestem zdecydowanym przeciwnikiem prywatyzowania wszystkiego co jest mokre do ostatniej kałuży i przed wprowadzeniem odpowiednich służb na odpowiednim poziomie, bo to jak sądzę nie przyniesie pożądanych skutków polepszenia stanu naszych wód. Oddać w dzierżawę to, co faktycznie przyniesie pozytywne efekty, będąc w prywatnych rękach, a to co nie ma szans objąć prywatny bądź przedsiębiorstwo, zostawić w rękach państwa. Jest oczywistym, że może być nie stać na objęcie dużych jezior, małych prywatnych przedsiębiorców, ale również tak duże może się jednak samo, pojedynczo nie opłacać dużemu przedsiębiorcy. Oczywiście jeszcze raz powtarzam, że sprawa działań anty kłusowniczych musi być zdecydowana, a nie jak obecnie na wysokości niemożności i niedowładu kompletnego.
Pozyskiwanie ryb musi być ograniczone i myślę, że dla wędkarza miłośnika tych pięknych stworzeń nie powinno to stanowić problemu. Najlepszy układ panuje wtedy, jeśli ilość zabieranych ryb jest zrównoważona możliwościami odradzania się zasobów samoistnie, bez konieczności jego uzupełniania przez zarybianie. Obecnie spustoszenie niektórych wód jest tak duże, że powinniśmy zaprzestać w ogóle pozyskiwania ryb, przez co najmniej dziesięć lat, by poprawa w naszych wodach była dostrzegalna. Czy to możliwe? Chyba na wszystkich wodach nie, ale z całą pewnością na wielu z nich to już konieczność. Jednak myślę, że na większości wystarczyłyby restrykcyjne przepisy odnoszące się do pozyskiwania ryb, połączone z zarybieniami i znacznie obostrzonymi przepisami chroniącymi poszczególne gatunki.
Jeśli chodzi o ograniczenia w pozyskiwaniu ryb, to uważam, że są dwie drogi, obie znakomicie nadające się do wykorzystania. Jedna ogranicza ilość pobieranej ryby danego gatunku w danym czasie, a druga polega na wprowadzeniu C&R w najbardziej łownym terminie dla danego gatunku. Można oczywiście połączyć obie te techniki ograniczeń, co daje najefektywniejsze rezultaty. Wielu żachnie się, że C&R, to praktycznie dodatkowy okres ochronny. Otóż nie, bo w okresie ochronnym nie wolno łowić danego gatunku, a przy zastosowaniu C&R wolno łowić tylko nie wolno brać. Może ktoś powiedzieć, iż jest to to samo. Nie, bo w okresie ochronnym nie nastawiamy się na łowienie danego gatunku, choć może on stać się przypadkowym przyłowem.
Inną metodą już stosowaną na niektórych łowiskach jest ograniczenie w pewnych okresach technik, które powodują duże prawdopodobieństwo złowienia gatunku chronionego. Nie powiem bym był zwolennikiem takiego zakazu na każdej wodzie, a jedynie tam gdzie faktycznie zachodzi taka słuszna potrzeba.
W obecnych warunkach potrzebne są zarybienia niektórymi gatunkami, bo inaczej po prostu może dojść do wymarcia gatunku w danej wodzie. Zarybienia odbywać powinny się oczywiście sensownie, a nie na żywioł bez przemyślenia. Przy czym w pierwszej kolejności zwróciłbym uwagę, na rzetelne stosowanie przepisu o uzyskiwaniu zgody na wprowadzanie do wód gatunków obcych środowisku. Bo nie może być tak, że amury, tołpygi i inne obce pływają w naszych wodach, wywołując zmiany często bardzo szkodliwe dla środowiska i dzieje się to bez żadnego zezwolenia połączonego z analizą stanu wody i możliwości adaptacyjnych oraz sprawdzenia wpływu na późniejszy stan danego środowiska. Wpuszczenie pelugi wywołało wręcz nie odwracalne szkody w populacji sieji. Nawet takie gatunki jak karp czy tęczak winny być puszczane po otrzymaniu zgody. Jest to dokładnie napisane w art.3 ustawy o rybactwie śródlądowym. Osobiście rozszerzyłbym ten zapis o inne obce gatunki zwierząt i
roślin.
Zarybienia powinny stanowić wspomożenie naturalnych procesów, a nie być panaceum na postępujące wyrybienia i presję ludzką na danym gatunku. Nic nie zastąpi naturalnego rozrodu. Bowiem naturalny rozród zapewnia genetyczną różnorodność, dając w efekcie większe szanse na przeżycie w chwili ataku chorób, czy zmian środowiskowych, jakie cały czas zachodzą, nawet bez ingerencji człowieka. Jeśli już zarybiamy, to najlepiej, jeśli materiał zarybieniowy pochodzi z tego samego źródła środowiskowego, a tarlaki pobierane są z kilku różnych miejsc danej wody. To właśnie zapewnia, że w wodzie nie będą same niemal identyczne osobniki. Tu duże pole do popisu mają genetycy i ichtiolodzy, a więc widzę potrzebę współpracy ośrodków naukowych z ośrodkami zarybieniowymi. Z tego co się orientuję, ta współpraca jest coraz większa i dająca coraz lepsze rezultaty. Przy dużym wyrybieniu i chęci obsadzenia wody drapieżnikami, musimy pamiętać, o zarybieniach gatunkami
stanowiącymi potencjalny dla nich pokarm. W końcu zarybienie musi się odbywać w odpowiedni sposób. To nie może być wywalenie ryb w jednym miejscu. Muszą być wpuszczone w sposób zapewniający znaczne rozproszenie w miejscach najbardziej pozwalających szybkie znalezienie sobie kryjówki przez te ryby, które w końcu znajdą się w nowym środowisku zupełnie obcym w ich życiu. I choć naturalne środowisko jest najbardziej wskazane, to należy się liczyć, że ryba sztucznie wyhodowana, będzie miała na początku problemy przystosowawcze i przeżyje szok.
I w końcu niezmiernie ważną sprawą jest ustalenie okresów i wymiarów ochronnych. Najlepiej byłoby, gdybyśmy dla danego akwenu mogli indywidualnie ustalić te obydwie sprawy, jednak na dzień dzisiejszy trudne byłoby to do osiągnięcia. Chociaż regionalizacja tego jest koniecznością i jak myślę możliwą do pokonania. Dlaczego tą potrzebę tak uwypuklam? Chodzi tu o fakt, iż w różnych warunkach środowiskowych następuje różny wzrost ryb i dojrzewanie do rozrodu, a przecież te ograniczenia ochronne winny być wprowadzane ściśle o te przesłanki.
Okres ochronny winien być połączony z okresem przypadającego tarła z wyprzedzeniem na tyle dużym by ryby nie były męczone walką z wędkarzem, czy rybakiem przed tarłem, a siły swe mogły w pełni spożytkować na tarle. Następnie powinno się dać rybie odpocząć po godach by nabrały sił, co zwiększa szanse ich przeżywalności, gdy złowione wypuszczamy darowując życie. U niektórych gatunków (np. u sandacza) powinno się wydłużyć okres ochronny, o czas opieki na potomstwem. Jest to myślę oczywiste, zważywszy, że narybek pozbawiony opieki niechybnie zginie. Z uwagi na fakt sporych różnic temperaturowych w naszym kraju w okresie przedwiośnia i wiosennym, należałoby zróżnicować również daty okresu ochronnego dla poszczególnych gatunków w zależności od regionu kraju. Na pewno na Suwalszczyźnie należałoby wydłużyć okresy ochronne w porównaniu do wód np. w Lubelskim czy Zielonogórskim. Nie stawiam tu kropki nad "i", ale chodzi o zasadę.
No i w końcu sprawa wymiarów ochronnych. Obecnie ustala się z reguły tak wymiar ochronny, aby ryby danego gatunku mogły choć raz lub dwa odbyć tarło. Oznacza to, że dany gatunek ma dolny wymiar ochronny i dalej już może być odławiany. Powoduje to zmniejszenie ilości dużych osobników i tych, które mają predyspozycje genetyczne takimi się stać. Zwiększa się szansa osobników wolno rosnących i osiągających małe wymiary, co prowadzi do zubożenia gatunku w osobniki szybko rosnące i mogące osiągać duże rozmiary, a z reguły właśnie te są najsilniejszymi egzemplarzami. Przy dużej presji eliminuje się tą część populacji, która jest najbardziej efektywna rozrodczo jako jednostka. Przed takimi efektami wynikającymi z ochrony gatunku, raczej wolelibyśmy się ustrzec.
W wielu krajach stosuje się, a i u nas wielu znawców przychyla się i preferuje wymiar widełkowy. Taki wymiar chroni ryby o największej zdolności rozrodczej. Nie chronione są młode roczniki i okazy, które uzyskały już bardzo duże wymiary i w populacji jako najstarsze zajmują niewielki % ilościowy. Takie regulacje prawne możliwe są w krajach o dużej kulturze wędkarskiej, gdzie istnieje szacunek do ryb, a maleństwa wypuszcza się z powrotem. Jak to wygląda u nas, wiemy z autopsji. Błyskawicznie mięsiarze odławialiby masowo egzemplarze poniżej wymiaru. W związku z tym chcąc zachować dół piramidy danego gatunku, decydujący później o wielkości populacji dorosłych egzemplarzy, jak również o odradzaniu się następnych pokoleń, w co najmniej takiej samej ilości, musimy utrzymać również dolny wymiar ochronny. Oznacza to, że oprócz wymiaru widełkowego potrzebny jest dodatkowo wymiar, obowiązujący obecnie, chroniący ryby, które nie odbyły tarła. Wymiar widełkowy
jest uwalniany, gdy zdecydowana większość ryb danego gatunku osiąga wiek, od którego spada ich płodność. Innym kryterium dla wymiarów widełkowych jest ilość lat, w jakich ryby osiągają największą zdolność reprodukcyjną. U nas bardzo rozpowszechnił się jeszcze jeden sposób ochrony reproduktorów. Wielu wędkarzy jest zwolennikiem stosowania maksymalnego wymiaru. Czyli po dolnym wymiarze ochronnym, zastosowanie górnego wymiaru wymiaru rozciągającego sie już bez ograniczeń do maksymalnego wymiaru ryb. Pytanie, jakie w tej sytuacji należałoby sobie zadać, to jaki zostawić obszar pomiędzy dolnym wymiarem, a wymiarem dolnym widełkowym lub maksymalnym?
Otóż wydaje mi się, że podstawą staje się zastanowienie, czy mamy możliwości zarybić materiałem, który będzie zwolniony od ochrony pomiędzy wymiarami ochronnymi i czy chcemy intensywnie takimi rybami zarybiać, czy też wolimy zarybiać narybkiem, który jest zdecydowanie tańszy w hodowli. Po drugie należy się zastanowić jak długi będzie okres ochronny, czy krótki, sprowadzający się tylko do uszanowania tarła, czy też mocno wydłużony, dający zdecydowanie większe szanse na przeżycie rybom niechronionym wymiarem. Kolejnym aspektem jest szybkość wzrostu ryb danego gatunku. Jeśli ryby rosną 20 cm rocznie to inaczej ten wolny przedział będzie wyglądał, a zupełnie inaczej jak przyrost roczny będzie się kształtował 2 do 3 cm. No i również możemy brać pod uwagę, w jakich ilościach pozwolimy pozyskiwać ryby i na ile dany gatunek jest zagrożony. Gdy się rozważy te kryteria, to dopiero można mówić o obszarze uwolnionego wymiaru z pod ochrony.
Jak widzimy, to szybkość wzrostu ryb danego gatunku, okres ochronny, wymiary ochronne i limity odłowu, są ze sobą bardzo ściśle związane i zależne od gatunku i jego zagrożenia. Dlatego dalsze rozważania nad tym, proponuję toczyć przy omawianiu konkretnych zagrożonych gatunków ryb. Osobiście do najbardziej zagrożonych gatunków ryb jeziorowych zaliczam wymienione poniżej. Pewnie, gdy te same gatunki żyją w rzece, kryteria rozważań będą te same lub bardzo zbliżone. Sukcesywnie będę omawiał poszczególne z nich zamieszczając swoje propozycje. Jako pierwszym zająłem się szczupakiem, gdyż ostatnio bardzo głośno o ratowaniu tego gatunku. Ponadto zamieszczam możliwość przesłania mi opinii do omawianego tu tematu. Najciekawsze opublikuję poniżej.
Bolesław "Wędkoholik" Michalski
– Komentarze –
Dopisz swój komentarz
 | autor - Lukawit napisał: Jestem wędkarzem i mieszkam koło Włocławka. Od kilku lat interesuje się wędkarstwem karpiowym, śledząc dostępną mi literaturę, staram się szlifować wciąż to nowe nowinki karpiowe, ale wiem, że wiele mi jeszcze brakuje nawet samych podstaw... Jestem i będę zawsze zwolennikiem wypuszczania tych pięknych i jakże tajemniczych ryb, ale nie tylko one zasłużyły na to!!! Darujcie życie każdej rybie!! Będzie ich więcej i każdy będzie mógł sobie wtedy połowić i mieć satysfakcję, że wygrał i przechytrzył ją..., a darowanie życia jest cudowne... sam kiedyś zabierałem te piękne stworzenia, ale pewnego razu powiedziałem dosyć!!!
Pozdrawiam wszystkich maniaków karpiowania!!! i innych metod połowu sportowego.
Lukawit
Feb 23 2005 9:25 pm 212.77.101.1 | 
|
 | autor - nieznana napisał: musimy pomuc ratować ryby to nie są nasze zabawki !!!!!!!!!!!!!!
mówie wam ja łowię ryby i się znam
August 5, 2005 4:38 pm 83.27.58.40 | 
|
 | autor - Michał napisał: Popieram wasze starania w zakresie ochrony wód i ryb.Wędkować zaczołem jak miałem 7 lat a teraz mam 25 mieszkam nad wisłą i musze przyznać że czystość wody w wiśle niejest zadowalająca,bardzo lubie wędkować lubie ryby i przyrode,mam nadzieje że wasze starania przyniosą rezultat.Pozdrawiam Michał.
January 12, 2006 8:38 pm 195.225.36.15 | 
|
 | autor - Maciek napisał: Myślę, że największym zagrożeniem dla wędkarstwa w Polsce jest złe funkcjonowanie PZW. Dlaczego? Jeżeli ktoś posiada np. kartę wędkarską czy jest członkiem PZW wie, ile trzeba wydać pieniędzy, aby móc sobie powędkować. Za te pieniądze możnaby odnowić nie tylko wodostan w kraju, ale i za granicą. Gdzie jednak są te pieniądze? Ano idą na funkcjonowanie tysięcy siedzib kółek czy okręgów wędkarskich. Ponadto system prawny nie odstrasza kłusowników(kary są śmieszne). Doskonałym przykładem do naśladowania w zakresie gospodarki wodnej i zasobami rybnymi są Stany Zjednoczone. Opłaty za wędkowanie są tam relatywnie niskie(w Polse \'na rok\' - ok.150-200 zł , a w USA jest to kilkanaście do kilkudziesięciu dolarów).
Ponadto kłusownicy są licznie wychwytywani i kary są wysokie. Dzięki temu nie ma tam \
April 6, 2006 12:22 pm 80.54.108.4 | 
|
 | autor - ArekWłocławek napisał: Ja mam co jeść. Wszystkie złowione ryby wypuszczam od razu i nie męcze ich żadnymi siatami które tylko kaleczą ryby (chyba że masz firmową siate z wyższej półki)
April 10, 2006 7:43 pm 83.19.144.186 | 
|
 | autor - poli napisał: ja jestem zwolennikim łowienia na przystawke i przpływankę, mialem nawet swoje fajne miejsca na kóre chodziłem od dziecka ale odkąd powstała oczyszczalnia ścieków cieko na odległosci 300 metrów nie mozna usiedziec bo jest tki smród i jeszcze te ścieki i osad który jest na kamieniach nawet uklejki nie mozna zlapać. Chodziłem do naszej oczyszczalni i prosiłem żeby z tym coś zrobili ale oni to olewaja nawet im nie przeszkadza że latem ludzie się kąpią a ablic ostrzegawczych nie ma. Nie wiem gdzie mam interweniować żal mi sanu i ryb bo coraz ich mniej.
April 11, 2006 3:49 pm 83.18.50.235 | 
|
 | autor - Bolek vel Wędkoholik napisał: Możesz zgłosić się do Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska.
April 13, 2006 10:33 am 212.76.33.69 | 
|
 | autor - reeebok napisał: Zgadzam sie z Arkiem mam co jesc pozatym wystarczy fotka zlpanej ryby i do wody!!!
June 7, 2006 11:45 am 80.53.240.50 | 
|
 | autor - michał napisał: Popieram wasze starania w zakresie ochrony wód i ryb.Wędkować zaczołem jak miałem 7 lat a teraz mam 11mieszkam nad wisłą i musze przyznać że czystość wody w wiśle niejest zadowalająca,bardzo lubie wędkować lubie ryby i przyrode,mam nadzieje że wasze starania przyniosą rezultat.Pozdrawiam Michał.Myślę, że największym zagrożeniem dla wędkarstwa w Polsce jest złe funkcjonowanie PZW. Dlaczego? Jeżeli ktoś posiada np. kartę wędkarską czy jest członkiem PZW wie, ile trzeba wydać pieniędzy, aby móc sobie powędkować. Za te pieniądze możnaby odnowić nie tylko wodostan w kraju, ale i za granicą. Gdzie jednak są te pieniądze? Ano idą na funkcjonowanie tysięcy siedzib kółek czy okręgów wędkarskich. Ponadto system prawny nie odstrasza kłusowników(kary są śmieszne). Doskonałym przykładem do naśladowania w zakresie gospodarki wodnej i zasobami rybnymi są Stany Zjednoczone. Opłaty za wędkowanie są tam relatywnie niskie(w Polse \\\'na rok\\\' - ok.150-200 zł , a w USA jest to kilkanaście do kilkudziesięciu dolarów). Ponadto kłusownicy są licznie wychwytywani i kary są wys e. Dzięki temu nie ma tam \\
Jestem wędkarzem i mieszkam koło Rogożnie. Od kilku lat interesuje się wędkarstwem karpiowym, śledząc dostępną mi literaturę, staram się szlifować wciąż to nowe nowinki karpiowe, ale wiem, że wiele mi jeszcze brakuje nawet samych podstaw... Jestem i będę zawsze zwolennikiem wypuszczania tych pięknych i jakże tajemniczych ryb, ale nie tylko one zasłużyły na to!!! Darujcie życie każdej rybie!! Będzie ich więcej i każdy będzie mógł sobie wtedy połowić i mieć satysfakcję, że wygrał i przechytrzył ją..., a darowanie życia jest cudowne... sam kiedyś zabierałem te piękne stworzenia, ale pewnego razu powiedziałem dosyć!!! Pozdrawiam wszystkich maniaków karpiowania!!! i innych metod połowu sportowego. Lukawit
June 8, 2006 9:52 pm 83.23.221.164 | 
|
 | autor - fullimit napisał: witam.miło patrzeć na słowa w protescie pisane a myslałem że nie ma noramlnych ludzi co mówią NO KILL !! widze bratnie dusze. lukawit może pogadmy więcej temat KARP odezwij się na email. pozdrawiam płotczanin
October 18, 2006 1:45 am 213.158.197.65 | 
|
 | autor - wkurzony wędkarz napisał: Znalazłem w internecie nowe pomysły \"nawiedzonych poławiaczy\" szczupaków. Chcą wprowadzenia nowych wymiarów ochronnych szczupaka (do 50cm i od 75 cm) Jak wędkuję 45 lat większych głupot nie słyszałem. OK. Niech wprowadzą na niektórych jeziorach,ale ten wymiar ma obowiązywać wszystkich!!! I wędkarzy i rybaków zawodowych!!! Choć ten przepis łatwo ominąć -jako połowy \"kontrolne\" dla kolesiów. Z tego co zauważyłem,ci \"nawiedzeni\"to są ludzie żyjący z wędkarstwa na NASZ koszt- redakcji GAZET WĘDKARSKICH i firm sponsorujących ten rodzaj sportu,producentów sprzętu wędkarskiego ,zanęt,ubiorów... Napewno znajdą się i tacy co przyklasną tym głupim pomysłom,bo łowić nie potrafią lub nie umieją. Innego tłumaczenia nie widzę! To co ciągnie większość nad wodę z kijem to złapanie OKAZA. Może to dziś będzie ten dzień??? Może ten rzut??? Redaktorki i pseudodziałacze mają przy sobie aparaty,kamery,to sobie zarejestrują wyciągnięte sztuki i z tego żyją,za to im płacą. Zresztą takie kilkudniowe wyprawy to nic tylko wypuszczać. Co mają zrobić chłopki na jeziorach Mazurskich czy Pomorskich??? Czy ktokolwiek wypuści metrową sztukę, jak może to być ta pierwsza i jedyna w życiu,a jeszcze gromadka dzieci czeka na tą rybkę !!! Niektórzy z nich (ci prawdziwi wędkarze ,z\" Warsiawy\") to zawodnicy robiący pogrom na zawodach wędkarskich,niszczący rybkę dla wyższych SPORTOWYCH celów. Jak pojadę na sponsorowaną wyprawę wędkarską np. do Kazachstanu czy Alaskę-napewno wypuszczę wszystko co złapię. Pozostaną tylko zdjęcia,filmy i wspomnienia!!! Zastanówcie się drodzy pseudodziałacze co planujecie .Jeszcze jedna okazja PSR-yb,wlepiać mandaty,a społecznym strażnikom(choć w większości jesteście nimi)być jak zwykle\" nienaruszalnym\". Znamy to z praktyki. Czekam na gromy od WAS nawiedzieni pseudowędkarze i pseudodziałacze. Dla mnie szczupak to jest powyżej 1m. Mniejsze to szczupaczki!!! Po co tworzyć martwe głupie przepisy??? Złowię dużego szczupaka i go wypuszczę? NIE,NIE,NIE !!! A chcąc usmażyć na grillu rybkę czy uwędzić,to będę szedł do sklepu i taką samą na wielkość będę kupywał złowioną przez rybaków? A dla Was rada. Chcecie machać wędą,to zapraszam na łąkę i tam rzucajcie blachą. Przynajmniej rybkom nie będziecie szkodzić-kaleczyć pyski, uszkadzać śluz i łuski. Pogromca duuuuuużych szczupaków i smakosz rybki.
January 26, 2007 4:58 pm 83.9.55.148 | 
|
 | autor - Bolek vel Wędkoholik napisał: Wkurzony wędkarzu - ulżyłeś sobie i tyle. Nikt nie odwzajemni się tobie tymi gromami. Co ma Warszawa do jakichś tam zawodów? Ja Jestem z Warszawy i jakoś nie rajcują mnie zawody. Nie jestem redaktorem i żadnym reklamodawczykiem. Jednak jednoznacznie stwierdzam, że Twoje podejście do sprawy nie jest odosobnione, a przez to nie można wprowadzić żadnych przepisów ochronnych dla ryb. Wykazałeś się wyjątkową nieznajomością wiedzy o egzystencji i zagrożeniach ryb. Jak przeczytasz to co napisałeś i zechcesz poczytać dokładnie co na tym portalu jest o szczupaku, to moze (choć to wątpliwe) dotrze coś do Ciebie z prawdy. Narazie skwituję to jednym zdaniem - Wykazałeś się niewiedzą, wyjątkową pazernością, egoizmem, próżnością i tym wszystkim co przypisałeś innym ludziom.
January 26, 2007 6:36 pm 62.121.110.8 | 
|
 | autor - szymbz napisał: Witam,
a jak autor i inni komentatorzy traktują kormorana, jednocześnie pisząc peany na cześć drapieżników w wodzie? Moje osobiste dośiwadczenie i przekonanie jest takie, że w ekosystemach zaniedbanych i zeutrofizowanych, z nadmiarem drobnych, nieatrakcyjnych wedkarsko ryb, ptaki te są niezwykle pożyteczne. Także podnosząc jakość wód zmniejszając presję ryb na zooplankton, eliminując osobniki mniejsze, słabsze, chore i zapasożycone.
Pozdrawiam
Szymon
www.kuling.org.pl
February 1, 2007 11:34 pm 81.190.98.20 | 
|
 | autor - Bolek vel Wędkoholik napisał: No mógłbym oczywiście dyskutować w tym temacie, gdybym się dowiedział, co masz na myśli mówiąc ekosystemy zaniedbane. To pojęcie, które może być rozumiane w różnoraki sposób. Proszę o doprecyzowanie. No i jak w oczach ornitologa przedstawia się klasyfikacja ryb nieatrakcyjnych wędkarsko. Co według ciebie jest atrakcyjne, a co nie. Jeżeli uściślisz te pojęcia by było precyzyjnie wiadomo o czym mówimy, to wówczas mogę pokusić się o odpowiedź.
February 2, 2007 7:28 am 62.121.110.8 | 
|
 | autor - szymbz napisał: Hej,
tak żeby maksymalnie uprościć:
1. zaniedbany - to akwen użytkowany teraz lub w przeszłości ale nie zarybiany lub zarybiany źle (żeby nie dyskutować nad wpływem kormorany na węgorza i inne zarybienia - bo to jest dość skomplikowane)
2. zeutrofizowany to chyba jasne. Wykluczamy górskie oligotroficzne cieki i jeziora (też wykazana \"szkodliwość\" kormoranów)
zostaje cała reszta jezior, zalewy przymorskie, rzeki od krainy leszcza w dół.
3. gatunki nieatrakcyjne wędkarsko - czyli te dominujące w diecie kormoranów jak Polska długa i szeroka:
jazgarz, płoć, leszcz, okoń, inne drobne karpiowate, a wszystko w przeciętnym rozmiarze 9-13 cm.
Pozdrawiam
Szymon
February 2, 2007 4:51 pm 81.190.98.20 | 
|
 | autor - Bolek vel Wędkoholik napisał: Sprawa nie jest tak prosta i z górki jak ją stawiasz. A co powiesz o sielawie? Ona przecież głównie żywi się zooplanktonem. Leszcz, okoń i drobiazg karpiowaty to ryby dla ciebie o małym znaczeniu wędkarskim. To doskonały pokarm dla Kormoranów i niepotrzebny drobiazg dla wędkarza. No to kuriozalne stwierdzenia.. Gdyby nie ten drobiazg to nie byłoby tych dużych i dbałość o narybek, jest jak najbardziej w kręgu zainteresowań wędkarza. Próbujesz wywołać temat, by odnieść swój triumf że oto ci wspaniali wędkarze, którzy chcieliby wytępienia kormoranów. Jesteś w błędzie i to szalonym. Po pierwsze powinieneś wiedzieć, ze kormoran wędruje z miejsca na miejsce po całej Europie w miejscach występowania. Rzecz w tym, że ostatnio kormoran plemi się nadmiernie, bo nie ma naturalnego wroga Nie tylko żywi się drobiazgiem, ale również kaleczy duże leszcze i to w niektórych miejscach tragicznie w skutkach. Nie wiem dlaczego nie pytasz o perkozy? Przecież to też ptaki, które żywią się drobiazgiem. Bo jest równowaga biologiczna. A kormoran nie jest w równowadze. Jest pod ścisłą ochroną, a nie ma drapieżników mogących regulować ich populację. I tu jest pies pogrzebany. Skoro tak to są dwa wyjścia. Albo wprowadzić gatunki które były naturalnymi drapieżnikami mogącymi eliminować słabe sztuki i ograniczać populację w sposób naturalny, albo robić kontrolowane odstrzały. Eutrofizacja jezior nie jest wynikiem braku kormorana i nie ma on większego wpływu na jej eliminację, bo jak sam stwierdziłeś poluje zarówno na rybie spokojnego zeru jak i na narybku drapieżników. Nie będę tu poruszał przyczyn eutrofizacji, bo cząstkowo omówiłem je w artykule, ale żadne kormorany, odłowy kontrolne, gwałtowne chwilowe zarybienia drapieżnikiem nie pomogą, jeśli nie zlikwiduje się źródeł szybkiej eutrofizacji. Nie mam nic przeciw kormoranom, ale ich nadmierny rozwój populacyjny nie przyczynia się do likwidacji eutrofizacji. Nadmierny rozwój powoduje skutki ujemne w postaci pokaleczonych ryb, uschniętych masowo drzew. Wszystko musi mieć swoje miejsce ograniczenia i przywileje ochronne. Nie dam się wciągnąć w dyskusję którą próbujesz tu ciągnąć. Na przyrodę nie można patrzeć jednokierunkowo, ale kompleksowo. Nie można patrzeć na jedno zjawisko jako coś zbawiennego, a inne nie dostrzegać. Podobna sytuacja co kormorana w Polsce, grozi nam z bobrami. Nie myślenie jednokierunkowe o jednym wybranym gatunku, którym się fascynujesz, a myślenie o całych ekosystemach i życiu z nim związanym może przynieść pożytek. Mam nadzieję, ze jasno wyraziłem swój punkt widzenia.
Pozdrawiam i życzę zdroworozsądkowego myślenia.
February 2, 2007 5:57 pm 62.121.110.8 | 
|
 | autor - Szymon napisał: Hej,
co do faktów: w Europie odstrzeliwuje się rocznie ok. 30-50.000 kormoranów. Z tego w Polsce legalnie kilka tysięcy. Nie przesadzałbym z ta ochroną.
teraz jestem zdziwiony jak pisząc peany pochwalne o roli drapieżników w wodzie, odmawiasz tej roli ptakom, tylko dlatego, że sa ptakami. Przecież szczupak też oprócz drobiazgu zjada narybek innych drapieżników. Dlaczego odmawiasz na kormoranowi pozytywnej roli, jaka przyznajesz innym drapieżnikom? a przypisujesz mu tylko negatywne, które pomijasz chwaląc szczupaka. Bo szczupaka możesz złowić i zjeść? To wbrew pozorom jest sensowny argument, ale sam apelujesz o szersze spojrzenie, a wybierasz o kormoranie tylko negatywne fakty - np. o \"nadmiernym\"kaleczeniu ryb, gdy tymczasem kaleczenie ryb w naturalnych zbiornikach to mit. To dzieje się głównie na stawach (i potokach górskich), gdzie nie ma innych ofiar niż duże ryby - tam kaleczenie sięga 100% napotkanych. W jeziorach kormoranom nie opłaca się w ogóle gonić zdobyczy, której nie zjedzą - więc zjawisko to jest realtywnie rzadkie, choc jest, to własnie ma charakter mityczny, przesadzony. Z sielawą nie wiem o co chodzi. Sielawa tylko wyjątkowo jest pokarmem kormorana. Za to zooplanktonożerna stynka b. często. W ramach szerszego spojrzenia na drzewa pomyśl ile dzięki kormoranom żyje owadów rozkładającego się drewna, tak znienawidzonych i tepionych przez leśników. Pozdrawiam.
February 3, 2007 12:58 am 81.190.98.20 | 
|
 | autor - Bolek vel Wędkoholik napisał: Ja stwierdzam, że udział ptactwa w likwidacji nadmiernej eutrofizacji jest mały. Poza tym nie wprowadzisz na dany teren ilości ptaków, by mogły gwałtownie poprawić sytucję w wodzie. Na wodach naturalnych kormorany atakują ryby na tarle, a to już nie drobiazg. Inne ptactwo omija takie miejsca. Poza tym to co twierdzę, to to, że do likwidacji eutrofizacji nie chodzi o chwolowe polepszanie sytuacji, a o liwidację przyczyn. No i mam poważne wątpliwości co do odstrzelonych rocznie kormoranów. To mi pachnie myszką. Bardzo trudno dostać w Polsce pozwolenie na odstrzał i niesłyszałem o tym, a za to słyszałem, ze nie docierają zadne argumenty do urzędników by wydali pozwolenie. Sielaw była przykładem zooplanktonożercy.
February 3, 2007 3:21 am 62.121.110.8 | 
|
 | autor - Szymon napisał: Hej,
w samej Francji w roku 2005 wydano zezwolenia na odstrzał ok. 30.000 zimujących kormoranów.Trudno oszacować ile naprawdę odstrzelono, gdyz raporty na poziomie 25.000 uważa się za przesadzone - niewkorzystanie jednak limitu skutkuje zmniejszeniem go w przyszłości i stąd rybacy są skłonni zawyżać dane. Nie pisałbym gdybym nie wiedział. Zaś co do kormorana i roli w ekosystemie to przecież podałem ścisłe ograniczenie o jakich jeziorach mówimy. Wpuszczanie do takich wód drapieżników uznane byłoby za niezbędny i konieczny zabieg, a pojawienie się kormoranów już korzystne nie jest. Tego nie mogę własne pojąć, piszesz fajne artykuły, bardzo szeroko obejmujesz ekosystem, a porzyznanie kormoranom pozytywnej roli drapieżców (ale one drapieżnikami są! ze wszelkimi tego konsekwencjami) - jest dla Ciebie nie do przyjęcia. Tak jakby takie \"ustępstwo\" było uznaniem jednocześnie, że nie są szkodnikami w ogóle - ani na stawach ani na górskich potokach etc. Co zaś do skali - uważam, że np. wyjadanie 700t jazgarza z Zalewu Wiślanego rocznie i wysrywanie kilkunastu ton biogenów do lasu na Mierzei - to jest jednak efekt mierzalny w skali ekosystemu Zalewu. Oczywiście niewystarczający, ale zawsze. Pozdrawiam.
February 3, 2007 2:20 pm 81.190.98.20 | 
|
 | autor - Bolek vel Wędkoholik napisał: Nie chodzi o to, że kormoran nie ma roli anty etrofizacyjnej przez wyjadanie ryb zooplanktonożernych. Rzecz w tym, że nie mozna tego przyjąć jako metody, bo jest to ptak migrujący i nie da się nim zasiedlić nad jakąś wodą i jego działanie jest małe w porównaniu dodrapieżników takich jak szczupak, sandacz, sum czy nawet okoń. Chodzi o mozliwości wykorzystania drapieżników do działań anty etrofizacyjnych. Jest to ten sam poziom jakby chciał wykorzystywać w tym celu perkoza. Nikt nie chce wyniszczyć perkozów, nikt nie chce wyniszczyć kormorana, ale nie jesteśmy wstanie wykorzystać ich w sztucznych zabiegach. I po raz któryś powtarzam, ze nie problem w tym czy innym drapieżniku, a problem w likwidacji przyczyn nadmiernej eutrofizacji. A że kormoran również wyrządza szkody na wodach naturalnych, to jest raczej bezsporne. I nie ma co tu polemizować. Rzecz w tym by nie rozrosła się populacja do wymiaru, gdy szkody przewyższą pożytki. Niestety ostatnio na wielu obszarach zaczyna kormoran stwarzać poważne problemy, choć takich sytuacji jeszcze jest niedużo. Jednak populacja kormorana gwałtownie wzrasta wskutek braku naturalnego wroga.
February 3, 2007 5:41 pm 62.121.110.8 | 
|
 | autor - szymbz napisał: no w manipulacjach nie da się ptaków wykorzystać, to jasne, bo one same wiedza co dla nich dobre
kormoran nigdy nie miał naturalnyuch wrogów stąd jego populacja wzrasta, bo zwiększa się podaż pokarmu.
Nie wiem natomiast co masz na myśli pisząc \"szkoda\" w odniesieniu do wód naturalnych. Chodzi Ci o szkody w gospodarce czy przyrodnicze. Trudno mi się zgodzić, by w takich wodach o jakich zacząłem dyskusję można było mówić o szkodach. Pozdrawiam i dzieki za odpowiedzi.
February 3, 2007 11:50 pm 81.190.98.20 | 
|
 | autor - Bolek vel Wędkoholik napisał: Umówiliśmy się, że mówimy o przyrodzie. Szkody w przyrodzie. Potrafią choćby zniszczyć roślinność całych wysp na jeziorach. I nie jest to pojedyncze drzewo, a cała roślinność. Kormoran miał naturalnych wrogów: drapieżne ptaki, żmija i węże, kotowate. Regulacja populacji to nie tylko redukcja dorosłych osobników, ale również gniazda. Myślę, że mówimy nieco innymi językami i niedostrzegasz pewnych elementów.
February 4, 2007 6:43 am 62.121.110.8 | 
|
 | autor - Szymon napisał: akurat mam zupełnie odmienne od Twojego zdanie., co do tego kto ile dostrzega. Zadałem pytanie, czy w pewnych okolicznościach kormoran może pełnić pozytywną rolę drapieżnika w ekosystemie jeziora. A Ty mi piszesz o kotach i wężach. To może czy nie? Wtedy możnaby się zastanowić, czy straty w drzewostanie są mniejsze czy większe od korzyści w jeziorze. Ale rozumiem, że korzyści żadnych nigdy nie ma?
February 4, 2007 2:46 pm 81.190.98.20 | 
|
 | autor - Bolek vel Wędkoholik napisał: Tak moze pełnić pozytywną rolę tylko ona jest znikoma do skali potrzeb - takie są polskie realia. Straty w dzrzewostanie krzewach i ściółce są daleko większe niż jakiekolwiek korzyści z roli jaką pełnią drapieżniki w ekosystemie. Według mnie perkoz znacznie lepiej spełnia rolę o którą ci tak bardzo chodzi. Poza tym popularne mewy też nie powodują usychania masowego drzew krzewów i roślinności ściółkowej po gniazdowaniu. Nie ma niepotrzebnych gatunków w przyrodzie. Każdy spełnia swoją rolę, ale nadmierny przerost populacji zawsze prowadzi do zaburzeń. Nie próbuj naciągać swoich teorii o zbawiennej roli kormorana w przyrodzie, dla własnych jakiś tam celów. Każdy gatunek powinien być zachowany, ale nie mozna przeceniać jednego dopasowując jakieś teorie o zbawiennych korzyściach, skoro ich nikt nie widzi, a przynajmniej ja tak uważam. I nie piszę o jakiś tam kotach i wężach, tylko o zwięrzętach będacych kiedyś i mogących być naturalnym wrogiem, a co za tym idzie regulatorem populacji kormorana. Zdaje sobie sprawę do czego dążysz, ale ode mnie potwierdzenia dla swoich teorii nie otrzymasz. Są zbyt odległe od rzeczywistości. Myślę, ze ta dyskusja jest jałowa, bo ja już wszystko powiedziałem, a Ty koniecznie chcesz usłyszeć o zbawiennej roli kormorana w środowisku, by uzyskać potwierdzenie dla swoich wymyślonych teorii.
February 4, 2007 6:29 pm 62.121.110.8 | 
|
 | autor - Szymon napisał: Widzisz, problem w tym, że nigdy nie było takiej presji na lęgowe ptaki na tych ziemiach, jak obecnie przy obecności norki amerykańskiej. Kormoranów zaś nigdy nie było tak dużo jak przy stworzeniu im tak wydajnej stołówki - przez dożyźnienie wód i usunięcie konkurentów (gł. szczupaka). Zupełenie nie zgadzam się z tym, że kolonie kormoranów stanowią problem przyrodniczy w odniesieniu do jakiegoś spłachetka lasu (największa kolonia w Kątach Rybackich - 100ha to mniej niż 3% lasów na samej Mierzei Wiślanej. Lasów często zdegradowanych itd. Tymczasem kormoran, w przeciwieństwie do perkoza wynoosi biogeny poza wodę. I to niebagatelne ilości, kolonia w Kątach - porównywalne ze zrzutem biogenów małego miasta. Izraelski Urząd ds Wody, instytucja o niebagatelnej władzy i mająca środki do badań niezbędnych do prawidłowej oceny skutków swoich decyzji i zmian w otoczeniu na zaopatrzenie kraju w wodę i jej jakość, jednoznacznie uznał, że obecność 40.000 zimujących nad Jez. Galilejskim kormoranów POZYTYWNIE (gł. spadek ilości fitoplanktonu) wpłynęła na jakość wody w tym największym rezerwuarze wody Izraela.Tymczasem często strata drzewostanu to tylko cena drewna przy zrywce zupełnej, ktoś wtedy dba o poszycie? 1000 kormoranów odpowiada 2-3000 dojrzałych szczupaków w jeziorze. Czasem chciałoby się pomarzyć jak fajnie by było gdyby tyle ich było... Pozdrawiam.
February 4, 2007 8:23 pm 81.190.98.20 | 
|
 | autor - Bolek vel Wędkoholik napisał: Właśnie pokazałeś myślenie naszych mądrali z ... Kormoran wynosi biogeny z wody i co, a kto je tam w nadmiarze wali? Dla mnie to myślenie od zadu. Uważam, że wpierw powinno się nie walić tych biogenów, a potem nie kombinować ile ich z wody kormoran wyniesie. I to nas różni. Poza tym Izrael to nie Polska. To unas zakładają gniazda godowe i u nas niszczą drzewostany. Nastranie za każdym razem na inne drzewo nie przynosi szkody, ale wciąż na kilka przez stado to już klęska. Całe wyspy i całe nabrzeża są obrazem sterczących usłych drzew i krzewów, a ziemia wyglada jakby była zalana białą mazią. Niech Żydki nie będą takie cwane. Dalej to że brakuje szczupaka w wodzie, to nie jest wina niczyja inna jak człowieka. Chciałbym żebyś obejrzał sobie wody jakie były 30 lat temu. białorybu było postokroć więcej niż obecnie, a autoktoni z nad wód łowili płotki na szpilki dowiązane do nici. Jakoś wtedy nikt nie mówił o zbawiennej roli kormorana. Po prostu wody jeszcze dawały sobie radę z biogenami, ale ciągłe przeciążanie doprowadziło do tego co mamy dziś. Dziś na dnie jezior silawowych zalega gnijący muł i mamy kompletny brak tlenu, co uniemożliwia wzrost ryb. Czy uważasz, że jak się z wody pozbędziesz białorybu to załatwisz broblem biogenów? Właśnie takie głupie myślenie doprowadza do tragedii. Ktoś właśnie o takim ptasim mózgu nabił ludziom do głowy o zbawiennej roli pozbywania się biogenów przez odłów białorybu. To są środki zaradcze na pięć minut. Dopóki nie zatrzyma się spływu do wód biogenów przez skanalizowane cieki (szybki spływ wód opadowych), odprowadzania ścieków różnej maści i bezmyślnego nawożenia, wycinania lasów bez pojęcia, odłowów bez ładu i składu ogałacających wody i zacznie się zarybiania zgodnego z potrzebami danego ekosystemu, to kormorany nic tu nie pomogą. Naczytałeś się jakiś banialuków głoszonych przez komunistycznych znawców i do tego jeszcze chcesz dopakować teorię o zbawiennej roli kormorana na usuwanie biogenów. Co Tu mi opowiadasz o poszyciu na wyrębie rodem z konsomołu? Widziałeś lub słyszałeś o prawdziwej gospodarce leśnej i prawidłowych wyrebach? Zaraz się dowiem, ze te uschłe drzewa po kormoranach to siedlisko robactwa, które jest stołówką dla dzięcioła i będzie to kolejny przykład zbawiennej roli kormorana, na wzrost zagrożonych gatunków dzięcioła. Futrzaki amerykańskie powinno się wybijać do nogi, bo to obcy gatunek wyniszczający środowisko, a ty dajesz że wskutek żmiejszenia sktecznych lęgów kormoran jest cacy bo zastępuje ptactwo wodne. Mniej wiecej tak to wychodzi, choć pewnie nie zdajesz sobie z tego sprawy. Człowiek zdegradował środowisko, a ty wykorzystujesz do niecnych swoich teorii dla ochrony bezwzględnej kormorana, wciskając tu jakieś zbawiennie brzmiące teorie i szukasz poklasku. Nie bedzie poklasku. Takie teorie na rzecz pojedynczych gatunków są gwoździem do trumny ekosystemów. eutrofizacja to nie problem białorybu jako takiego i nie kormorana zasługa w oczyszczaniu wód. Nawet jeśli kormorany wyłowią wszystkie ryby to nie zatrzymają eutrofizacji. To nie takiego nam myślenia potrzeba. Uważasz, ze jak kormorany wyłowią ryby i wyniosą biogeny na ląd to one przy dzisiejszym zmeliorowaniu nie wrócą za pięć minut z powrotem? A moze uważasz że jak kormoran wyniesie te biogeny to już srać można spokojnie do wód i wszystko cacy? Nie mam nic przeciwko kormoranom i nawet uważam, ze to piekne ptaszysko, ale dajmy mu spokój i nie doszukujmy się jakiś tam przedziwnych argumentów, tylko na potrzeby wydawania zakazu odstrzału nadmiaru populacji. Kormoran nie mając obecnie naturalnego wroga i zmniejszoną konkurencję wzrasta w swej liczebności do potężnych rozmiarów grożących zachwianiem równowagi również wśród gatunków innych ptaków. Nie mozna patrzeć na z klapkami na oczach. Myślę, ze to nie jest forum ornitologiczne i czas już skończyć ten wykład o zbawiennych skutkach dla przyrody jaką czyni kormoran.
February 4, 2007 11:10 pm 62.121.110.8 | 
|
 | autor - Szymon napisał: no i luz. kormorany nie wyjedza całego białorybu, bo z analiz brytyjczyków i holendrów wyszło, że wyżerają do 3% rocznej produkcji. Przykro mi, że z jednej mojej tezy, o pozytywnej roli kormoranów jako drapieżników w pewnych (acz niestety licznych u nas) typach wód, wykułeś tyle twierdzeń, wymysłów itd. No ale widocznie chciałeś sobie podyskutować ze swoimi poglądami a nie ze mną. Jasne, że żeby powstrzymać eutrofizację, to trzeba zmienić rolnictwo i sposoby przemysłowego i komounalnego korzystania z wody. Ale nie o tym chciałem dyskutować, co łatwo wyczytasz z moich wpisów, bez uciekania do ogólnej \"ornitologicznej\" ideologii. Najwyraźniej postulowane przez Ciebie \"szerokie spojrzenie na problem\" to zwykłe unikanie konkretnych odpowiedzi. Pozdrawiam.
February 5, 2007 8:48 pm 81.190.98.20 | 
|
 | autor - gabriel napisał: jestem wedkarzem z warmii i mazur dokładnie z ostródy jak tak piszecie o ratowaniu ryb to unas jest takie kłusownictwo że jest okres ochronny na ryby a rybacy łapią je i sprzedają na lewo i nic im nie można zrobić na jednym jeziorze potrafią łapać pieć razy w roku to niedość że oni łapią to jeszcze kłusowniki, a straż wszystko wie ale nic nie robi bo część kłusowników znają a jak się dzwoni to mówią że nie mają czasu, a to się dzieje wszystko na O.T.W.i dlatego nie jestem już człon,kiem koła OTW od czterech lat dałem sobie z nimi spokój,teraz jestem w PZW i tam niema takich problemów sami kotrolójemy jeziora nie pozwalamy żeby kłusownicy zabierali nam ryby , i dziwie się ostródzkim władzom że nic nie robią z tym a chcą żeby ostróda była turystyczna ale jak jak niema ryb. A jeszcze na szelogu dużym jak się neci dwa tygodnie za leszczem i się jednego dnia połapie to na drugi dzień są jusz kłusole i rybacy i miejsce jest jusz puste .i rzeby ratować nasze ryby to by musieli wedkarze się zjednoczyć i stym zrobić porzodek.,niewiem morze ktoś się wkońcu tym zaiteresuje.
March 24, 2007 9:54 pm 89.228.71.27 | 
|
 | autor - Krzysztof napisał: Na wstępie: jestem po paru drinkach więc nie będę oceniał żadnej wypowiedzi rozmówców i opinii autora. Chcę podzielić się obserwacjami jakie zrobiłem przez parę lat na jednym z mazurskich jezior.
Otóz: w 2004r woda zaczęła robic się zielona, było to na przełomie lipiec/sierpień, przerażony, że ktoś lub coś spowodowało zniszczenie akwenu, wydałem kupe kasy na badania. Wyobraź sobie: wkladasz rękę do wody i palców nie widac.
Cały 2005r przyjeżdzali mądrzy w temacie i badali, swoją drogą, ja woziłem wodę do badania.
Na moje szczęście okazało się, że to rybie gówno (przepraszam), nadmiar białej ryby. Zadnych ścieków, bo to jeziora śródleśne. Poprostu - brak drapieżnika. w 2005 wiosną wpuściłem 10000 szt szczupaka, wcześniej też był wpuszczany w ilościach przekraczajacych wymogi Agencji Własności Rolnej i zdrowego rozsądku. Nadmienię, że okonia jest pod dostatkiem i powinienem dopłacać wędkarzom za łowienie. Trafiają się sztuki gadajace jeszcze po niemiecku. Mimo tak wielkiej ilości drapieżników w mojej wodzie jest za dużo białej (drobnej) ryby. Dowaliłem jeszcze w ubieglym roku jesienią sandacza. 400 szt (po ok 15dkg/szt) na 10ha wody, no i oczywiście szczupaka. Na dokładkę sumy, bo te wpuszczone kilka lat temu przyjęły się i teraz mają po 10kg.
Więcej na: http://www.piaszczynski.com
Pozdrawiam
Krzysztof
April 16, 2007 12:41 am 83.9.53.217 | 
|
 | autor - Kefals napisał: Kolejny artykuł \"płacz dziecka nad rozlanym mlekiem, wszystko co powyzej jest jakąś prawdą, jednak konkluzja nasuwa mnie się taka: \"walka z wiatrakami\", \"prawda po polsku\" no i g... prawda. Drogi rozwalone, rowy i rzeczki zarośnięte, lasy i przydroża pełne śmieci i gałęzi ze ściętych drzew, rzeki i jeziora zaniedbane (bo dostępne dla wszystkich, czyli niczyje więc syfimy, brudzimy, nikt o to nie dba i nie szanuje)- tacy jesteśmy!. Artykuł o ochronie ryb przy kuchni ze złowioną rybą ma się tak jak kupa przy obiedzie.
Poza tym instytucje, na które płacimy te pieprzone składki członkowskie i inne podatki (nie małe- coraz wyższe) mają chyba gdzieś jakieś tam ryby w rzekach czy jeziorach o pielęgnacji środowiska nie ma mowy- to styl kultury narodu, wychowanie, edukacja pokoleń- jednak każdy pilnuje swoich interesów.
Dodając do całości, wiedza jest potęgą, jednak nie da się objąć wszystkiego, ale pokazywanie i objaśnianie w szczegółach i pedanterii np połowu karpi ich biologii nie gwarantuje ich naturalnej ochrony- to tak jakby dawniej pokazać, jak zrobić łuk ale pożniej go nie użyć!
Pewne rzeczy lepiej by nie były dostępne dla wszystkich, no cóż Internet potęgą. Mówienie o kulturze połowów ryb w dobie konsumpcji w moim przekonaniu jest jak mówienie o sexie w terorii.
Pozdrawiam wszystkich za i przeciw. Jestem wędkującym nauczycielem.
June 15, 2007 9:37 am 81.168.239.66 | 
|
 | autor - eddie napisał: Nie wiem co jest powodem braku ryb w zbiornikach wodnych czy kusownictwo czy zanieczyszczanie czy cos jeszcze gorszego ale wim jedno zew trzeba z tym skonczyc!!! Takich ludzi jak kusownicy powinno sie srogo karac bo wedlug mnie jest to najgorszy ze sposobów połowu ryb i szczerze moge powidzeiec ze mnie to denerwuje. A zanieczyszczenia wód to tez jest jeden z glownych powodow sniecia ryb i ich brak w jeziorach lub zlewiskach. Dlatego powinno sie pilnwac co sie robi bo jest nieraz tak ze zapaleni wedkarze co przestrzegaja regulaminu tez kusuja zeby tylko nie przyszlo do glowy i tobie kusowac. Nie wiem co z tym zrobic jak sobie poradzic z takim problemem dla tego prosze o odpowiec kogo kolwiek na muj e mail. Pozdrawiam wszystkich wedkarzy.
June 25, 2007 3:26 pm 89.228.151.25 | 
|
 | autor - Ozi napisał: Bolesławie czy połów ryb bez karty wędkarskiej jest nielegalny na morzu bałtyckim np.:Gdy chce wyjść na plaże na nasze morze i chce połowić ryby bez karty czy to właśnie jest kłusownictwo na morzu?Proszę o odpowiedź.Pozdrawiam 
July 30, 2007 9:06 pm 84.40.187.166 | 
|
 | autor - Bolek vel Wędkoholik napisał: Karta Wędkarska jest dokumentem uprawniającym do połowu ryb na wodach śródlądowych. Jakie wymogi są w przepisach na wodach morskich nie wiem bo nigdy w morzu nie łowiłem. Najprościej będzie zadać to pytanie na forum w dziale do tego odnoszącym się. Specjalnie stworzono podforum dla wilków morskich, by też mieli swój kącik na tym portalu.
August 2, 2007 4:46 am 62.121.110.8 | 
|
 | autor - 11letnia Ola napisał: mam 11 lat kolega mi doradził rzebym łowiła ryby złowiłam w rzeca w lecie suma jak ręka dorosłego muj wujek mi mugł by załatwić kartę wędkarską ale z tym sumam było tak r=że mi kolega go pomugł wyciągnąć ŚWIETNA STRONICA nirema lebszej
November 8, 2007 3:51 pm 83.28.0.177 | 
|
 | autor - leszczyk napisał: Mam 10 lat łowie od 7 lat. Kocham ryby i chce by były w naszych wodach!! Cieszę się, że coraz więcej wędkarzy wypuszcza ryby z powrotem do wody. Ja również je wypuszczam, żal mi się robi gdy ktoś wkłada rybę do siatki i idzie z nią do domu. Ryb z dniem na dzień ubywa. Wziąłem udział w akcji pt. ,,Ratuj Szczupaka\" i myslę, że bardzo dobrze, że tak postapiłem.
November 27, 2007 4:11 pm 85.198.213.237 | 
|
 | autor - nieznany napisał: unas nad jęziorem stepa w kleczewie wielkopolska jest obok targowica kyura zatruwwa ryby zwłaszcza szczupaki a na wet niekturzy strarznicy bierom małe szczupaki nie wymiarowe np 15cm
April 2, 2008 10:34 am 78.159.74.2 | 
|
 | autor - HUBERT ŚWITOŃ napisał: JA TAM ZAWSZE WPUSZCZAM RYBY ! ! ! ! I ZAWSZE ROŚCINAM SIECI KŁUSOWNIKOM !!! I RYBY WYPUSZCZAM DO WODY !! ! ! !! RATUJMY NASZE RYBY BO TO NASZE ŻYCIE ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! ! 
April 8, 2008 2:25 pm 83.20.241.217 | 
|
 | autor - Sebulo napisał: Do: Bolek vel Wędkoholik
\"Natomiast całkowicie zgadzam się z Tobą, że mięsiarzom należy powiedzieć dziękujemy. Ograniczenia w zabieraniu \"mięsa z wody\" powinny być drastyczne. Do konsumpcji proszę bardzo, ale ryby pochodzące z hodowli i nie egzemplarze dorodne oraz okazy. Na dzień dzisiejszy olbrzymią ilość w zarybieniach stanowią karpie. I proszę takie sztuki do 2 kilo jak ktoś chce czemu nie. Tęczaki to samo. Zresztą one właśnie, w niektórych przypadkach spełniają rolę ochronną dla rodzimych pstrągów. Natomiast szczególnie cenne gatunki jakimi ogólnie są rodzime drapieżniki powinny być wypuszczane. Jeżeli już to można się zgodzić na pojedyncze sztuki rocznie, ale za dodatkową odpowiednią dopłatą wyliczoną według piramidy populacyjnej roczników by z nawiązką starczyło na pokrycie strat w wodzie. Tu akurat przepisy z myślistwa pasują jak ulał. Za odstrzał trzeba płacić poza dostaniem pozwolenia na polowanie, które odpowiednio kosztuje (Bolek vel Wędkoholik).\"
Do: Lukawit
\"Darujcie życie każdej rybie!! (Lukawit).\"
- bez przesady. Nie można \"przeginać\" w żadną stronę i ta zasada dotyczy każdego elementu życia!
Gdyby ekosystemy były nienaruszone przez człowieka to stan ryb byłby wysoki i w równowadze biol. Człowiek nie jest aż tak bardzo bezpośrednio winny (oprócz masówki) za zmniejszanie się liczebności ryb ale człowiek jest winny pośrednio - poprzez niszczenie środowiska naturalnego w pojęciu ogólnym. Zatem należy zadbać o całe środowisko naturalne, a ( jeśli chodzi o ryby) w szczególności o tereny przyległe do wód i same wody (w tym szczególnie eutrofizacja wód). Gdy (gdyby babcia miała wąsy....) sytuacja się poprawi łatwiej móżna zadbać o równowagę dynamiczna wód ze wsparciem oczywiście hodowlanym.
W zubożałym środowisku bez pomocy człowieka nie da rady zachować populacji żadnego gatunku zwierzęcia w liczebności takiej, ktora by nie wpływała niszcząco na proporcje gatunkowe w zespole organizmów. Sprawa kormoranów jest oczywista: jeśli stwierdzono przez dobrych naukowców (nie naukawców!), że ich populacja nie jest zagrożona, a ich stan liczebny jest za wysoki na danym terenie to odstrzały są potrzebne. Jednak nie można ufać w 100% naukowcom, którzy często chcąc stworzyć poważany i interesujący artykuł lub napisaćrozprawę np. habilitazcyjną naciągają swoje wyniki obserwacji umiejąc rozprawiać wybiórczo i sugestywnie.
Za pieniądze, które 2 miliony ludzi płaci co roku na składki członkowskie można wiele zrobić ku lepszemu.
pozdrawiam, Sebulo
April 24, 2008 8:40 pm 83.7.207.201 | 
|
 | autor - Sebulo napisał: (bez złośliwości tylko dla uświadomienia) a propos zabierania rybek: do przepisów zawartych w rozdziale \"KUCHNIA\" zawartych na Pana stronie (bardzo ciekawej) aż pasuje pojść na rybki a nie do supermarketu.
pozdrawiam, Sebulo
April 24, 2008 8:48 pm 83.7.207.201 | 
|
 | autor - Filip16 napisał: Ja również popieram ta akcje ratowania ryb. Uważam, że można złowione ryby brać do domu lecz w rozsądnych ilościach zamiast 5 wziąć 2. Malutkie ryby od razu wypuszczać. Lecz nie tylko te czynniki należy przestrzegać!!! Utrzymać w czystości stanowisko połowu. Wszystkie śmieci wyrzucać do kosza. W żadnym wypadku nie wrzucać do wody żadnych odpadków np. petów od papierosów. Również nie należy niszczyć naturalnego środowiska. Nie stosowanie się do takich norm może spowodować że łowienie ryb będzie nie możliwe lub możliwe na prywatnych łowiskach a co za tym idzie jedna zasiadka będzie nas więcej kosztowała. Więc warto zadbać o nasze polskie wody.
December 26, 2009 5:56 pm 78.8.127.152 | 
|
 | autor - NgSrRZruyZeUDXmJL napisał: j14cRB modxhtwchhwc, [url=http://eteeaonqfzqs.com/]eteeaonqfzqs[/url], [link=http://clxeuayrvplp.com/]clxeuayrvplp[/link], http://ktyzhaytyhhi.com/
January 24, 2010 4:11 pm 128.243.21.224 | 
|
 | autor - DAMIAN napisał: WITAM. wszystkich wedkarzy. mam pytanie jesli mowimy o ratowaniu srodowiska ryb. jeden pet wrzucony do wody to 1000l skarzonej wody co z tyego ze zamiast 5 ryb ktos weznie 2 jak przy lowieniu ich spali 2 paczki fajek i wrzuci pety do wody. osobiscie zabieram czasami ryby do domu zeby sobie przyzadzic i zjesc ale z umiarem. ZABIERAJCIE TYLE ILE POTRZEBUJECIE A NIE WSZYSTKO CO SIE NA HACZYK ZLAPALO !! POZDRAWIAM WSZYSTKICH
March 6, 2010 9:36 pm 79.184.30.202 | 
|
|
Każdy ponosi odpowiedzialność za treść umieszczanych przez siebie komentarzy. Zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarzy sprzecznych z ideą wędkarstwa, działających na jego szkodę, niezgodnych z prawem oraz wulgarnych. Natomiast mile są widziane wpisy o tematyce wędkarskiej.
>>GÓRA<<
|
 |
|
 Wędkoholik POLECA




Ratujmy Szczupaka
Na adres redakcji Wędkarstwa Jeziorowego wpłynął komunikat Salmo Fishing Clubu.
Zamieś- ciłem go w części poświęconej ratowaniu tego gatunku. Przeczytaj- cie i skontaktujcie się z SFC.
Nie bądźcie obojętni na sprawę

Ratujmy Ryby
W polskich wodach w zas- traszającym tempie maleje
rybostan. Niektóre gatunki są poważnie zagrożone. Przyczyn jest wiele. I choć ryby głosu nie mają, czas najwyższy by
przemówiły naszym wędkarskim dzia- łaniem. Nie bądźmy obo- jętni na sprawę.

Karpiowanie
W związku z narasta- jącym zainteresowaniem wędkarstwem
karpiowym, założyliśmy niezależny portal Karpiowanie.
Serdecznie zapraszamy do uczestnictwa w życiu portalu o karpiowaniu.

Nowości na stronie
Jeśli chcesz zobaczyć co nowego ukazało się na stronie,
zajrzyj tu.

Lake Fishing Club
We wrześniu powstał kole- żeński klub wędkarski.
Wspólne wędkowanie i wymiana doświadczeń to nasz cel. < więcej >
|
|
 |