Ratujmy Miętusa
Piękny, dość onegdaj popularny marmurek, stanął przed perspektywą jego zagłady w jeziorach. Nie stanowi większego znaczenia gospodarczego, choć jego mięso jest smaczne. Nie jest atrakcyjnym gatunkiem z punktu widzenia rybaków, a i wędkarze poławiają go rzadko, bo bierze najlepiej w zimne i dżdżyste dni i noce. Im paskudniejsza pogoda tym lepsze brania. Wszystko to powinno być sprzymierzeńcem tej ryby i wydawać by się mogło, że powinno mu się dobrze wieść, a przewrotnie jest inaczej. Co więc ma taki zły wpływ na jego żywot?
Przyczyn drastycznego zmniejszenia się populacji miętusa jest kilka. Do najważniejszych należą jak zwykle głupota ludzka, zmieniające się niekorzystnie warunki środowiska, zatrucie środowiska i drastyczne zmniejszenie się występowanie innych drapieżników, przede wszystkim szczupaka.
Głupota ludzka sprowadza się do kilku działań. Otóż miętus wyżera ikrę i z tego powodu stał się dla rybaków znienawidzonym gatunkiem, traktowanym jako chwast godny tylko tępienia. W niektórych jeziorach było tak aktywne tępienie szkodnika, że udało się to w pełni. Z tego powodu, że miętus nie stanowi gospodarczego znaczenia, a jednocześnie rybacy traktują go wyjątkowo nieprzyjaźnie, powinni mieć całkowity zakaz połowu tej ryby.
Miętus lubi zimną wodę z bijącymi źródłami na dnie, prowadząc żywot na żwirowo-kamienistym dnie z kryjówkami wśród głazów. Jest dobrym węchowcem i żarłocznym drapieżnikiem. Słabo znosi zatrucia wód i jest nieodporny na temperaturę. Występował nawet dość licznie w jeziorach nie koniecznie posiadających podwodne źródła, ale z zimną wodą w dolnych partiach. Znacznie postępująca eutrofizacja jezior wywołana przedostawaniem się do nich ścieków i związków nawozowych powoduje znaczne podgrzanie się wody i zmniejszenie jej natlenienia. Wpływ na eutrofizację ma również totalny brak szczupaka. Jednym zdaniem wpływ na zagładę miętusa ma zachwianie równowagi środowiska.
Działania muszą iść moim zdaniem wielofalowym torem. Musi być ograniczone bezmyślne sypanie nawozów, których ziemia nie może przyjąć i wody deszczowe skutecznie wypłukują do jezior. Należy zakładać oczyszczalnie ścieków, szczególnie szybko w ośrodkach wypoczynkowych i nad jeziornych domków działek letniskowych. Dziś to nie jest komfort, to konieczność i obowiązek. Wymówka o braku pieniędzy blednie jeśli ją porównać z kosztami postawienia takich obiektów. Jeśli ktoś stawia dacze za 50 czy 100 tysięcy, to niech nie opowiada, że nie stać go na oczyszczalnię za 4 tysiące zł.
Połączenie nakazu budowania oczyszczalni, rozsądnego nawożenia, przywrócenia równowagi rybostanu i relacji pomiędzy drapieżnikami, a białą rybą oraz dość rygorystyczne przepisy ochronne tego gatunku z podjęciem polityki zarybieniowej mogą uratować ten gatunek przed zagładą. To jedyny przedstawiciel dorszowatych żyjący w polskich wodach słodkowodnych i jest szczególnie narażony na niekorzystne zmiany w wodach jeziorowych.
Dziś ochrona tego gatunku sprowadza się do słusznego okresu ochronnego od grudnia do końca lutego i zbyt małym wymiarze ochronnym. Osobiście podniósłbym wymiar ochronny do 30cm i wprowadził limit do 1 szt. dziennie z ograniczeniem do 3 szt. rocznie.
Reasumując proponuję:
nakaz stawiania oczyszczalni ścieków
okres ochronny: wszędzie od 1 grudnia do końca lutego
wymiar ochronny w cm: 0 ÷ 30
limit: 1 szt. dziennie oraz nie więcej jak 3 szt. rocznie
połów na filety: zakaz stosowania kotwic
Mam nadzieję, że ta jakże ciekawa ryba zostanie uratowana dla przyszłych pokoleń.
Bolesław "Wędkoholik" Michalski
– Komentarze –
Dopisz swój komentarz