Ratujmy Lina
Lin to osobliwa ryba nazywana tłuściochem w aksamitnym ubranku, zamieszkująca stosunkowo płytkie wody z dnem mulistym, ale dość silnie porośniętym. Jest ostrożna i dość płochliwa, żeruje krótko najczęściej nad ranem i w porze wieczorowej, nie należąc do żarłoków. Mimo tego, że lin przebywa w trudno dostępnych zarośniętych partiach wody i jest rybą ostrożną w pobieraniu pokarmu, nie uniknął losu wielu atrakcyjnych gatunków ryb.
Lin ma smaczne mięso i znajduje wielu jego amatorów. Jest więc masowo poławiany przez rybaków i to szczególnie polują oni na większe sztuki, gdyż małe pochodzą ze stawowych hodowli i nie stanowią cenowej wartości. Również kłusownictwo stanowi tu problem. Wędkarze też rzadko wypuszczają duże egzemplarze. Potrafimy wypuścić ładnego karpia, ale nie potrafimy wypuścić ładnego lina. Jakoś tak po macoszemu je traktujemy. W efekcie populacja lina osiągającego wymiary powyżej pół kilograma zniknęła całkowicie z większości jezior, a tam gdzie on występuje jest poddany olbrzymiej presji wędkarskiej i rybackiej, co nieuchronnie prowadzi do wyniszczania okazów. W niektórych jeziorach widać efekty tego w sposób nader szokujący w postaci gwałtownego zmniejszenia się ilości w ogóle tego gatunku.
Wolny wzrost lina pozwala w szybkim tempie ogołocić akwen z dużych egzemplarzy. Wprawdzie można zarybiać wody tym gatunkiem, ale są to małe sztuki najczęściej ledwo wymiarowe lub wielkości palca. Zanim dorośnie zostaje przetrzebiony przez drapieżniki, a resztę dzieła dokonuje człowiek. I choć gatunek ten jako taki nie jest zagrożony bytem ze względu na sztuczne rozmnażanie i umiejętność hodowli stawowej, to jego zniknięcie do ilości szczątkowych w jeziorach jest całkiem już realne i w wielu miejscach już widoczne. Dodatkowym niesprzyjającym aspektem dla lina jest ciągłe zarybianie akwenów gatunkami będącymi pokarmowymi konkurentami lina. Mowa tu przede wszystkim o bezmyślnym wprowadzaniu do jezior typu linowo-szczupakowego, karpia i japońca (karaś srebrzysty). Całkowicie natomiast szkodliwe jest wpuszczanie do takich wód amura, który niszczy naturalne środowisko linów. To częsta polityka prowadzona na małych i dość porośniętych jeziorach. Należy tu zauważyć, iż jest to bezkarne łamanie i lekceważenie prawa przez właścicieli wód i uprawnionych do rybactwa, bowiem na wprowadzanie obcych gatunków do środowiska wodnego trzeba mieć zgodę ministra.
Tak więc głupota zarybieniowa, presja powodująca przełowienie naszych wód i beztroska wędkarzy przedkładających swój egoizm nad dobro rybostanu, mają znaczący wpływ na zagrożenie, a właściwie wyginięcie dużego lina. Odnoszę wrażenie, że gdyby nie płochliwość i ostrożność lina zniechęcająca wielu wędkarzy do jego łowienia, mielibyśmy dziś już całkowitą pustynię linową.
Uważam, że jakiekolwiek wprowadzanie dolnego wymiaru ochronnego to tylko uspokojenie sumień, a nie działania mające przynieść efektywne działania. Co z tego, że wprowadzimy ten wymiar jak w małym jeziorku wędkarze są w stanie w ciągu jednego roku ogołocić rybostan z dorosłych linów, a po dwóch latach zostaną już tylko podrostki. Potem następuje tylko zdziwienie - co się stało, bo rok temu łowiłem piękne liny, a w tym roku nie mogę złowić ani jednego? Nic się nie stało, po prostu nie ma już ładnych linów. To efekt przełowienia.
Lin wyraźnie wymaga naszego zastanowienia się i znacznie lepszej ochrony niż dotychczas. Ta ryba nie może występować tylko w hodowlanych wymiarach sztucznych stawów. To jedna z perełek naszego hobby i jedna z najpiękniejszych ryb naszych wód.
Jeśli chcemy takich linów w naszych wodach,
to musimy przedsięwziąć poważne kroki dla ich ochrony. Przede wszystkim należy ograniczyć zabieranie z wody dużych linów i w dużych ilościach. Powinniśmy również chronić lina w okresie ochronnym by w miarę możliwości jego populacja w jeziorach pochodziła z naturalnego tarła, co daje wiele pozytywów.
Osobiście zgadzam się z dolnym wymiarem ochronnym 25cm, co umożliwia linowi odbycie tarła. Jednak dopiero samica lina osiągająca 0,5kg składa sporo ikry (około 300tys. jaj). I tu wprowadziłbym wymiar ochronny dla zachowania tych egzemplarzy, jak również dla ratowania okazów. Czyli proponuję wymiar ochronny do 25cm i od 35cm. Jednocześnie ograniczyłbym limit ilościowy do dwóch linów dziennie.
Lin odbywa tarło w kilkukrotnych cyklach składania ikry. Składanie ikry odbywa się w czasie od połowy czerwca do końca lipca. Jestem za wyznaczeniem okresu ochronnego od 1 czerwca co dałoby czas i spokój w okresie przygotowań do tarła. Proponuję aby okres ochronny trwał do 10 sierpnia tak by po tarle trwającym do końca lipca, ryba mogła odpocząć. Te pierwsze dni sierpnia to okres intensywnego żerowania dla uzupełnienia straconych na tarle składników. Z tym również jest związana nadmierna konkurencja pokarmowa wywołana przez w/w gatunki. Dlatego bezwzględnie i bez najmniejszej pobłażliwości egzekwowałbym przepisy odnoszące się do zakazów zarybień obcymi gatunkami.
Co zaś tyczy się rybaków, to wprowadziłbym całkowity zakaz odłowu tej ryby. Nie ma uzasadnienia, dla wyniszczania jezior, gdy można lina uzyskiwać dla celów handlowych w stawach hodowlanych. Zarybienia wydają się pomocne, ale powinno się to odbywać przy udziale nie tylko ichtiologów, ale również instytutów genetyki ryb, tak aby narybek był rodzimego pochodzenia dla danego środowiska.
Wiem, że wielu to się nie spodoba, ale również wiem, iż wielu zdaje sobie sprawę z konieczności dość radykalnych działań. Musimy bowiem dać sobie odpowiedź, co uważamy za ważniejsze, dobro ryb, które tak kochamy, czy nasza zachłanność? Ja już odpowiedziałem sobie dawno i dla mnie takie ograniczenia nie stanowią problemu, a wręcz przeciwnie jestem gotów na większe rygory.
Reasumując proponuję:
okres ochronny: wszędzie od 1 czerwca do 10 sierpnia
wymiar ochronny w cm: 0 ÷ 25 i od 35—>max
limit: - 2 szt. dziennie
Mam nadzieję, że wielu przekonałem do swoich tez dotyczących ochrony lina i konieczności wprowadzenia tych ograniczeń.
Bolesław "Wędkoholik" Michalski
– Komentarze –
Dopisz swój komentarz