Rybi ból
Czy i jak ryby odczuwają ból? Na ile są realne i w jakim zakresie, cierpienia ryb w trakcie wędkowania? To pytania nurtujące wielu z nas.
Ponieważ sprawą bólu ryb interesowałem się w momencie wydania słynnego ukazu Kalinowskiego, to pozwoliłem sobie na parę słów w tym temacie. Przy dzisiejszym stanie wiedzy, trudności z nim mają również neurolodzy, a co dopiero ichtiolodzy. Trudno nam się oprzeć myśleniu, że inne kręgowce mogą inaczej odczuwać ból niż my, ludzie. Spróbuję rozważyć to zagadnienie na tyle, na ile moja skromna osoba coś tu może wnieść. Zajmę się jednak stroną techniczną, nie mającą wiele wspólnego z moralnością postępowania ze stworzeniami.
Najpierw chciałbym rozdzielić czucie od doznań bólowych. Czucie jest doznaniem nie zaliczanym do nieprzyjemnych, a w niektórych sytuacjach wręcz do pożądanie przyjemnych. Może również pełnić rolę ostrzegawczą i wywoływać stres, ale nie wywołuje bólu nawet u człowieka. Ból, rozumiany ludzkimi odczuciami, kojarzy się z nieprzyjemnym doznaniem psychicznym. Gdy mówimy o bólu, właśnie to doznanie mamy na myśli. Ból jednak ma dwa oblicza: jako uczucie zranienia, uszkodzenia ciała i jako emocjonalne, objawiające się nieprzyjemnym doznaniem psychicznym. To drugie nieprzyjemne oblicze bólu nie zawsze występuje nawet u ludzi. Czasami się skaleczymy i to nawet dość znacznie, a odczucia bólu w sferze jego nieprzyjemnego doznania nie ma. Jest natomiast odczuwanie zranienia, uszkodzenia tkanek. Drugim przykładem na podwójną złożoność bólu może być jego odczuwanie w momencie uderzenia młotkiem - gdy nie trafimy np. w gwóźdź, czy mesel. Najpierw odczuwamy przez krótką chwilę odczucie poranienia, a dopiero w moment później doznajemy nieprzyjemny aspekt tego zdarzenia, odczuwany psychicznie i nazywany potocznie bólem. Jednak reakcja organizmu następuje już w momencie pierwszego doznania i efektem jest cofnięcie dłoni.
Według moich obserwacji ryby nie odczuwają sfery emocjonalnej bólu. Na poparcie mojej tezy podam znane mi pięć przykładów.
Znajomy złowił szczupaka, który w gardle miał spory rdzewiejący hak. Po wyjęciu przynęty i haczyka rybę wypuszczono w pełnej kondycji.
Złowiłem szczupaka, który zerwał się koledze 15 min. wcześniej. W podniebieniu miał jego jiga. Postąpiono identycznie wypuszczając rybę.
Złowiłem karpia z żyłką w pysku. Rybę przeniesiono do olbrzymiego sadza klatki. Żył dalej w pełnej kondycji jeszcze kilka dni, po czym go uśmiercono i oprawiono. W żołądku miał haczyk.
Nad Bugiem złowiono szczupaka z czterema blachami w pysku. Obciął się na piątej.
Mój Ojciec w latach czterdziestych złowił w W-wie w Jeziorze Wilanowskim 2kg szczupaka, który na boku miał przetokę. Poza tym ryba nie wykazywała żadnych oznak chorobowych. Postanowił wziąć ją jednak ze sobą. Po wypatroszeniu okazało się, iż szczupak czyścił sobie poprzez przetokę żołądek. Tam był wbity już całkiem spróchniały hak.
Czy ktoś może sobie wyobrazić, aby w podobnej sytuacji śniadał człowiek. Właśnie emocjonalna sfera bólu, objawiająca się przykrym psychicznym doznaniem, uniemożliwiłaby normalne funkcjonowanie. Dlatego osobiście skłaniam się do twierdzenia, że ryby nie doznają emocjonalnej części bólu. A co w tej mierze mówią naukowcy? Tu niestety mogę się posłużyć tylko cytatami cudzych wypowiedzi. Obrońcy zwierząt powołują się w głównej mierze na raport Medwaya z 1980r. Czego on dotyczy? Cyt.
"sporządziło go kilku naukowców pracujących pod kierownictwem lorda Medwaya, a dotyczy on nie tylko wędkarstwa, ale również myślistwa. Raport ten nie dostarczył jednak dowodów, że ryby czują ból, zawiera tylko pewne przesłanki, że tak być może. Jego autorzy skupili się bowiem na substancjach związanych z przenoszeniem bodźców bólowych, które odkryto u ssaków i ryb, a także na podobieństwie dróg nerwowych przewodzących te bodźce."
Jednak raport nie mówi o wywoływaniu doznań psychicznych w tych bodźcach. Dalej w tej samej publikacji autor powołuje się na słowa neurobiologa prof. Jamesa D. Rose za publikacją z czasopisma In-Fisherman (12-01/1999-2000).
"Ból przejawia się na dwa sposoby: jako czucie i jako emocja. Pierwszy daje organizmowi informację, że jego tkanki zostały uszkodzone, drugi wywołuje cierpienie. ...U ryb i ludzi (a także innych kręgowców) bodźce bólowe docierają do rdzenia kręgowego i części mózgu zwanej rdzeniem przedłużonym. Właśnie tam rodzi się reakcja organizmu na zranienie lub inne uszkodzenie ciała. U ludzi jednak świadomość wrażeń, emocji, a także bólu zależy od tzw. kory nowej i ogromnie rozwiniętych półkul mózgowych, gdzie powstaje przykry emocjonalny aspekt bólu. U ryb, w przeciwieństwie do człowieka, półkule mózgowe są bardzo małe, a kory nowej brak im zupełnie. Mózg ryby jest więc zbyt mało rozwinięty, by mogła ona doświadczać bólu."
Cytaty tu zamieszczone pochodzą z artykułu Waldemara Borysa zamieszczonego w Wędkarzu Polskim (3/2002).
Do mnie bardzo przemawiająca jest argumentacja prof. Rose, którą w swej części tylko potwierdza, a nie zaprzecza jej raport Medwaya. Z dotychczas przytoczonych argumentów, jednoznacznie wynika, że ryby nie odczuwają bólu w części odczuwania psychicznych aspektów objawiających się z tego powodu cierpieniem. Tak więc wychodzi na to, że cała ta wrzawa wokół niesamowitych i niezliczonych cierpień doznawanych w trakcie zranienia ryby, jest burzą w szklance wody. Ale mimo to należy zdawać sobie sprawę, że wszyscy dowodzą, iż jednak ryby doznają tę część bólu, która pozwala na odczuwanie zranienia, uszkodzenia ciała jak również uczucie bycia na uwięzi i niemożności ucieczki. Na marginesie dodam, że korę nową posiadają ssaki i ptaki. Te z pewnością odczuwają nieprzyjemny psychiczny aspekt bólu.
Żywiec na początku rusza się na wszystkie możliwe strony, chcąc uciec w kryjówkę. Jednak już wkrótce zdaje sobie sprawę z sytuacji i pływa spokojnie, przemieszczając się niewiele. Ktoś może powiedzieć, że dzieje się tak wskutek zmęczenia. Ale tu mam jeszcze jeden argument. Najczęściej gdy zbliża się drapieżnik, żywiec staje jakby nieruchomo i tylko szybko porusza płetwami. Daje się to zaobserwować na spławiku. Staje nieruchomo. Dobry obserwator już wie, że za chwilę nastąpi atak drapieżcy. Żywiec po prostu zdaje sobie sprawę ze swojego położenia na uwięzi, bo odczuwa zarówno wbity haczyk jak i linkę ograniczającą jego wolność.
Należy sobie zdać sprawę, że ryba odczuwając zranienie i uwięź żyłki, doznaje stresu, a jej organizm wydziela spore ilości enzymów powodujących ucieczkę ryby oraz wyzwolenie w niej uruchomienie olbrzymich sił do walki o wolność i życie. Badania dowodzą iż długotrwały stres holowanej ryby może doprowadzić do ciężkich powikłań kończących się czasem śmiercią (niekoniecznie z powodu zakwasów). Naukowcy również twierdzą, że krótkotrwały stres wywołany szybkim holem jest w swym wymiarze równy przeżyciom ataku drapieżnika i walką o byt zakończoną powodzeniem.
Musimy przemóc w sobie i przyjąć wyniki badań za fakt, a za tym to, iż ryby nie odczuwają emocjonalnej części bólu wywołującej psychiczne doznawanie go w rozumieniu tych odczuć przez ludzi. Jest to taki sam fakt jak ten, że ryby słyszą linią boczną i pęcherzem pławnym i jest to słuch wspaniały, ale nie ma co szukać u nich uszu. Rozwinę myśl bólu. Robak brany na hak też odczuwa ból? Już słyszę śmiech. Tu wszyscy są wstanie zrozumieć i przyjąć odczuwanie uszkodzenia ciała bez doznań nieprzyjemnego aspektu bólu psychicznego.
Niemniej nie narażajmy ryb na niepotrzebne zranienia. Bierzmy pod uwagę, że są kręgowcami, a więc stworzeniami o dość wysokim stopniu rozwoju i na pewno odczucie zranienia nie należy dla nich do przyjemnych. Całość się sprowadza do moralności wędkarza, czy traktuje rybę jak martwe mięso, czy stworzenie godne szacunku i umiłowania, którego nie należy narażać na niepotrzebne stresy i męczarnie.
I choć chcąc być wędkarzem, przemagamy w sobie i godzimy się z poczuciem sadyzmu i egoizmu w imię własnych przyjemności i przyjemnych doznań, to jednocześnie nic nas nie upoważnia do złego traktowania tych stworzeń. Pamiętajmy, że ryba nie walczy dla przyjemności, a walczy w jej mniemaniu o przetrwanie, a to jest jeden z podstawowych nakazów życiowych. Od niego jest już tylko silniejszy nakaz reprodukcyjny, czyli rozmnażanie. Wywołany, więc stres u holowanego i odhaczanego zwierzęcia jest olbrzymi. Wyrywanie siłą haczyka z wnętrzności, lub pyska, kopanie po lądzie, rzucanie na lód żywego stworzenia, trzymanie żywcem bez wody, a nawet rzucanie jak niepotrzebnym śmieciem czy dyskiem wypuszczanych ryb i inne ich maltretowanie, jest przejawem okrucieństwa i barbarzyństwa nie mającego nic wspólnego z wędkarstwem.
Szanuj swego przeciwnika, bo ryba to też człowiek.
Bolesław "Wędkoholik" Michalski
– Komentarze –
Dopisz swój komentarz