| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |


Strona Główna



Rybiografia



Łowiska



Siedliska Ryb



Metody i Techniki



Karpiowanie



Sprzęciarsko



Przysmaczanie



Przepisy Prawa



Ratujmy Ryby



Opowiadania



Bibliografia



Kuchnia



Foto Galeria



Batymetria



Forum



Kontaktowalnia



Księga Gości



Lake Fishing Club



Linki Wędkarskie



Linkownia




Kuchnia Rybna

Znasz smakowite potrawy z ryb? Możesz się tym podzielić z innymi. Napisz do nas, a zamieścimy przepis na stronie.


Przysmacz Rybkom

Masz wypróbowane prze- pisy zanęt, czy przynęt i chciałbyś podzielić się tym z innymi? Napisz do nas, a my je opublikujemy tu na stronie.


Łowiska Jeziorowe

Jeśli znasz ciekawe ło- wiska i zechcesz się tym podzielić z nami, prześlij opis, a opublikujemy.


Sprzętowo

To nowy dział zawierający opinie, recenzje i pomysły związane ze sprzętem wędkarskim. < więcej >


Linkownia

W linkowni możesz zna- leźć ciekawe i darmowe programy wędkarskie.
< więcej >



Pluszne i Leszcze  

Zadzwonił telefon. Andrzej (mój znajomy) nadawał szybko: ‘Bolek szykuj graty, jedziemy nad Pluszne na leszcze i węgorki." W pierwszej chwili zastanawiam się, co mu odbiło. Ale on nawet nie chciał słyszeć sprzeciwu. Miejsce w leśniczówce było już zaklepane, no i jeszcze ktoś miał dojechać. Cóż było robić? Zagrzałem słuchawkę kilkoma telefonami, przesunąłem spotkania w robocie z powodu bardzo ważnych spraw służbowych, a synowi powierzyłem pieczę nad całością w pracy. Przegrzebałem pudło z zanętami, załadowałem tego różnych rodzajów chyba z 10 kg. Wędki do pokrowca, kołowrotki do torby, gorączkowo myślę, żeby czegoś nie zapomnieć. Torba z ciuchami (jak zwykle, na wszelki wypadek, spakowana) czekała w pogotowiu. Połowica chyba nie chciała mi psuć dobrego nastroju, bo bez słowa pojechała do sklepu po konserwy, no i oczywiście po płatki owsiane, kukurydzę, kaszę mannę itd. itp.

Wstałem w nocy i biegiem po samochód. Przyczepa na hak i podjazd pod dom. Graty do wozu, z piwnicy moja skorupka (łódka) na przyczepkę i już podjeżdżam pod klatkę kumpla. Następuje doładowanie jego sprzętu i ani się obejrzeliśmy jak byliśmy na szosie za W-wą.

Dojechaliśmy na miejsce i pierwsze co robimy, to rozpytujemy ludków jak te leszcze biorą. Miny nam posmutniały, oczy przygasły, możecie się domyślać jakie odpowiedzi uzyskaliśmy. W tej sytuacji już całkiem spokojnie rozpakowaliśmy całość majdanu i przystąpiliśmy do szykowania spławikówek i gruntówek. Co tu począć z tymi leszczami? Bez półlitra nie rozbierzesz. Wypiliśmy po sztakańcu i Andrzej w te słowa: ‘Bolek wymyśl coś, musimy pokazać reszcie, że przyjechali wędkarze, a nie harcerzyki."

Doszliśmy szybko do wniosku, iż jedyne co nas może uratować to dobra zanęta. Wystawiłem to co zabrałem. Czego tam nie było? Biszkopty, herbatniki, pierniki, jakieś przetwory kukurydziane, mączki, kaszki, różne spezi i inne. Po chwili miałem na kartce spisanych kilka mieszanek. Wybraliśmy co tworzymy i począłem mieszać. Dojechała reszta i od razu: ‘co to za zapachy, aż słodko w gardle się robi". A my nic tylko ręką jak chochlą mieszamy dalej i dzielimy na porcje.

W końcu znajdujemy się na tafli wody Plusznego. Pierwszy wdech zapachu jeziorowej wody - jak ja to uczucie lubię. Płyniemy na z góry obrane pozycje bojowe. Kijki mamy ze sobą raczej dla pozorów niż z wiarą. W końcu kotwiczę. Biorę do ręki płotkówkę, tak dla zabawy i wysądowania łowiska. Podsypuję blisko łodzi trochę tego śmierdzidła, cośmy umieszali i próbuję, jak na to zareaguje drobnica. Po 10 min. płotki ruszyły do boju tak ostro, że obaj nabraliśmy przekonania do tego badziewia z misek.

Po kilogramie do wody w paru porcjach i piękne wagglery lądują dwadzieścia metrów od łódek. Ale leszczy jakoś nie ma. Kolejny papierosek, a antenki spławików nawet nie drgną. W końcu sięgam po herbatę z termosu i... wylewam ją do łodzi. Właśnie widzę jak antena się unosi i spławik klasycznie się wykłada. Zacinam i pierwszy leszczyk podejmuje walkę. Do wieczora mamy już po kilka sztuk. Ryby odzyskują wolność, a my spływamy na kolację. Znowu śmieją nam się pysie. Na brzegu pytamy innych jak brały. Widzimy skrzywione miny, które mówią same za siebie.

Następnego ranka wstajemy jeszcze przed świtem. Grubo przed wschodem jesteśmy zakotwiczeni na swoich stanowiskach. Zarzucamy zestawy. Do wody wrzucamy po jednej spłaszczonej kulce. Długo nie czekaliśmy, spławiki podnosiły się i zanurzały to na jednej to na drugie wędce. Do śniadania mieliśmy już po parę łopat. Wypuszczaliśmy je, bo kto by tam chciał oprawiać i smażyć. To kompletna strata czasu. Cała frajda jest w łapaniu.

Andrzej dostał już kompletnej palmy. Tak był wyposzczony, że oprócz spławikówki wrzuca na pickerku robala tuż przy łodzi. W koszyku rzecz jasna nasze śmierdzidło. Woda lustro, więc szczytówka wskazuje brania, a nie bujanie łodzi. A tu zaczynają mu szczytówkę przyginać patelniaki. Zabawę ma przednią. Już nie ładuje koszyka tylko robal na haczyk i sru za burtę. W końcu słońce znalazło się nad głowami i czas popłynąć na obiad. Po obiedzie, do wieczora poświęciliśmy się węgorzom.

Mnie jednak ciągnęły leszcze i po dwóch wieczorach węgorzowych, zająłem się srebrnymi łopatami bez reszty. Po południu łapałem je z jednego z pomostów. Też brały, ku zdumieniu innych moczykijów. Sielanka trwała kilka dni. Wyraźnie pokazała, jak ważną rolę odegrała dobra zanęta. Choć nie były to olbrzymy, to całkiem nas usatysfakcjonowały. Na tle innych wyglądaliśmy przecież jak mistrzowie.

W ostatni dzień moczenia kiji postanawiamy wziąć po kilka leszczy. W południe spływamy i widzimy, że jedna z trzcin jakoś dziwnie sterczy, jak gdyby oderwana od dna. Podpływamy do niej i widzimy, że korzenie są w górze, a roślinę kotwiczy linka z kamieniem. Podpłynęliśmy do brzegu. Wyładowaliśmy sprzęt i popłynąłem z powrotem, a Andrzej stał na warcie obserwując jezioro. Zaczepiłem linkę do burty, odciąłem od kępy trzcin i nawróciłem z powrotem do brzegu. Wciągnęliśmy świeżutko postawiony sznur węgorzowy. Posprzątaliśmy po sobie, aby nie było śladu naszej działalności antykłusowniczej.

Spokojnie skrobiemy sobie rybki, a tu ni stąd ni zowąd podpływa facet ze spinnerkiem i ogląda swoją kępę zielska. Słyszymy jak ów klnie: ‘O ku...a" i zdziwiony nie może uwierzyć. Odległość od brzegu była tak mała, iż widać było zdziwienie - co to za ryba wzięła, że aż porwała cały sznur z żyłki 0,50.

Musieliśmy uciekać czym prędzej z nad wody, bo taki śmiech nas ogarnął, że trudno było się opanować. Taki to był koniec zwariowanej wędkarskiej wycieczki.

Bolesław "Wędkoholik" Michalski


– Komentarze –

autor - BartekP
napisał:
No i dobrze takiemu %^&$>/*&.Ja będąc przed rokiem pod Augustowem sciągnąlem calą sieć...... Chcialbym zobaczyć ich miny

October 1, 2005 10:23 am

212.76.37.156


autor - Tomasz z Kramska
napisał:
Dobrze tak draniowi, a polow rzeczywiscie okazaly Podoba mi sie pana ciete, acz bardzo inteligentne i fachowe pióro. Pozdrawiam i polamania!

August 13, 2006 2:42 am

84.40.223.49


autor - leszczomaniak
napisał:
A jaką zanęte pan używał jeśli można wiedzieć oczywiście?

August 31, 2006 9:06 pm

83.17.216.246


autor - Bolek vel Wędkoholik
napisał:
Dokładnie już nie pamiętam, ale był to Marcel zmieszany z Mosellą i kupa dodatków typu herbatnik mielony, wafel mielony, prażony arachid mielony, coco belge, copro melasa, puszysty biszkopt Kremkusa (już go nie ma na rynku) i aromaty tak mdlące, że zapachy Wedla są niczym. To tak ogólnie, bo przecież mieliśmy z czego wybierać i wszystkiego na pewno nie pamiętam. Ja na przynętę używałem ciasta z manny z aromatami. Przepis w ciastach i ziarnach.

September 1, 2006 8:53 am

212.76.33.77


autor - kairos
napisał:
Bardzo zabawna historia, zwłaszcza imponująca w rodzaje składników zanęta...musi Pan koniecznie opatentować jej formułę... dobrze także, że trochę dołożyliście tym kłusolom... Ja pochodzę z Warmii, proszę sobie wyobrazić, iż w tym roku z braciakiem na niewielkim jeziorku /największa szerokość jego jest w granicach 350-400m / ściągneliśmy tym gnojom sieć w wymiarze około 100-120 m. Jestem stusonkowo młodym pod względem stażu wędkarzem, i to co zobaczyłem było dla mnie szokiem... ciężko było to gówno ściągnąć, bo wszędzie było pełno cegieł poprzyczepianych...niestety nasza tzw. straż rybacka nie widzi tego typu problemów,...makabra pozdrawiam..

November 8, 2006 12:03 pm

145.237.48.198



Dopisz swój komentarz
w razie potrzeby możesz skorzystać z pomocy i objaśnień

autor :
email :
Wpisz komentarz:


Jeżeli chcesz zrezygnować, jeszcze możesz.

Każdy ponosi odpowiedzialność za treść umieszczanych przez siebie komentarzy. Zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarzy sprzecznych z ideą wędkarstwa, działających na jego szkodę, niezgodnych z prawem oraz wulgarnych. Natomiast mile są widziane wpisy o tematyce wędkarskiej.

>>GÓRA<<


Wędkoholik
POLECA









Ratujmy Szczupaka

Na adres redakcji Wędkarstwa Jeziorowego wpłynął komunikat Salmo Fishing Clubu. Zamieś- ciłem go w części poświęconej ratowaniu tego gatunku. Przeczytaj- cie i skontaktujcie się z SFC. Nie bądźcie obojętni na sprawę


Ratujmy Ryby

W polskich wodach w zas- traszającym tempie maleje rybostan. Niektóre gatunki są poważnie zagrożone. Przyczyn jest wiele. I choć ryby głosu nie mają, czas najwyższy by przemówiły naszym wędkarskim dzia- łaniem. Nie bądźmy obo- jętni na sprawę.


Karpiowanie

W związku z narasta- jącym zainteresowaniem wędkarstwem karpiowym, założyliśmy niezależny portal Karpiowanie. Serdecznie zapraszamy do uczestnictwa w życiu portalu o karpiowaniu.


Nowości na stronie

Jeśli chcesz zobaczyć co nowego ukazało się na stronie, zajrzyj tu.


Lake Fishing Club

We wrześniu powstał kole- żeński klub wędkarski. Wspólne wędkowanie i wymiana doświadczeń to nasz cel. < więcej >


Dziś mamy
Copyright © 2003  Bolesław"Wędkoholik" Michalski