Wieczór nad Oazą
Niedawno chorowałem i byłem praktycznie bez szans na jakiekolwiek wędkowanie. Osłabiony po chorobie nie miałem sił spakować się do samochodu, a co dopiero zanieść później rzeczy na łowisko. Ale od czego ma się prawdziwych kumpli. Jeden telefon i już Oazą zapachniało.
Michał podjechał pod dom. Mimo że sił we mnie nie było, serce rwało się już od kilku godzin nad wodę. Spakował wszystko do samochodu i zawiózł na OAZĘ. Zaniósł graty na upatrzone stanowisko i rozłożyliśmy wędziska.
Spokój cisza i tylko ptactwo rajcuje. Czasem da się słyszeć plusk ryb wyskakujących za owadami. Roślinność budzi się dopiero do życia i brak jeszcze liści grążeli na powierzchni lustra wody, ale znamy miejsce i wiemy gdzie dołek, a gdzie jest płycej.
Zbliżał się wieczór i słońce już zaszło. Specjalnie na efekty nie liczę, bo zmienił się wiatr i zrobiło się chłodno. Postanawiam, więc zrobić parę wieczornych fotek. Może trochę ciemne, ale jest już późno.
Jezioro zza przybrzeżnych krzaków i drzew.
Robi się całkiem ciemno.
Nasze już ledwo widoczne stanowisko
Zapadają ciemności, a na wodzie widoczny jest spławik ze świetlikiem
W końcu zapalamy lampę gazową, a w oddali widać już tylko kołyszący się świetlik na wodzie
Kolega Michał oświetlony lampą, wpatruje się w swój spławik.
W końcu o godzinie 0.30 robimy odwrót. Jak rzesz był mi potrzebny ten wyjazd. Przez chorobę, był to mój pierwszy pobyt w tym roku nad wodą. A zawdzięczam go właśnie Michałowi.
W przyszłości na pewno wrócimy nad to łowisko. Za dnia też jest tu pięknie.
Wydarzenie miało miejsce w połowie maja 2003r.
Bolesław "Wędkoholik" Michalski
– Komentarze –
Dopisz swój komentarz