|
|
Kuchnia
Rybna
Znasz smakowite potrawy z ryb? Możesz się tym podzielić
z innymi. Napisz do nas, a zamieścimy przepis na stronie.

Przysmacz
Rybkom
Masz wypróbowane prze- pisy zanęt, czy przynęt i chciałbyś
podzielić się tym z innymi? Napisz do nas, a my je opublikujemy tu na stronie.

Łowiska
Jeziorowe
Jeśli znasz ciekawe ło- wiska i zechcesz się tym podzielić z nami, prześlij opis, a
opublikujemy.

Sprzętowo
To nowy dział zawierający opinie, recenzje i pomysły związane ze sprzętem wędkarskim.
< więcej >
Linkownia
W linkowni możesz zna- leźć ciekawe i darmowe programy wędkarskie.
< więcej >
| |
 |
Nadeszła Odpowiedź z MinRolu
Niedawno Lake Fishing Club napisał list otwarty do Ministra Rolnictwa w sprawie degradacji naszych wód z zasobów rybnych. Właśnie nadeszła odpowiedź z Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. I choć odnoszę wrażenie, że odpowiedź to kolejny lobbing na rzecz rybactwa, żeby nie powiedzieć utyskiwanie na jego los, to jednak należy również dostrzec pozytywne strony zawarte w odpowiedzi. Zauważono problematykę tragedii naszych wód jako proces złożony i wymagający wielokierunkowych działań. Wiele z nich wychodzi z całą pewnością poza zakres ministerstwa, ale rząd mamy jeden, ponoć jednolity, zwarty i dobrze współpracujący międzyre- sortowo. Natomiast przykrą sprawą dla nas wędkarzy jest fakt, wytknięcia nam małego zaangażowania w sprawy ratowania zasobów ryb, szczególnie biorąc pod uwagę zaangażowanie się towarzystw wędkarskich. Po prze- czytaniu listu nie miałem najmniejszej wątpliwości kogo miał na myśli nasz adwersarz,
choć należy stwierdzić, że forma w jakiej to zostało podane jest bardzo delikatna. Wskazówka jest jednoznaczna co do oczekiwań jakie Ministerstwo ma w stosunku do nas wędkarzy. Kończę już to wprowadzenie i przedstawiam odpowiedź z Ministerstwa.
Bolesław "Wędkoholik" Michalski
Odpowiedź
  
Warszawa 2006. 08. 07
|
RZECZPOSPOLITA POLSKA
MINISTERSTWO ROLNICTWA
I ROZWOJU WSI
Podsekretarz Stanu
Sebastian Filipek Kaźmierczak
RYB/rś/WM/076/ 3560 /06
|

Panowie
Bolesław Michalski,
Karol Mańkowski,
Jacek Ziółkowski,
Jarosław Augustyniak,
Karol Pieńkowski,
Członkowie Lake Fishing Clubu
|
Odpowiadając na Panów list otwarty z dnia 13 lipca br., pragnę uprzejmie podziękować za zainteresowanie i troskę o gospodarowanie wodami i zasobami rybnymi. Zgadzam się z Panami, że bogactwo i dziedzictwo narodowe, jakimi są polskie wody i życie z nimi związane nie mogą być niszczone i degradowane. Z reguły większość społeczeństwa sądzi, że podstawową przyczyną zmniejszania się zasobów ryb w naszych wodach jest nieracjonalna gospodarka rybacka. W rzeczywistości podstawowych przyczyn zanikania zasobów rybnych w wodach śródlądowych należy raczej upatrywać poza rybactwem. Jak wskazują statystyki poziom połowów rybackich na przestrzeni ostatnich 30 lat stale i zdecydowanie zmniejsza się. Rybackie połowy ryb na początku lat 70-tych kształtowały się na poziomie ok. 15 tys. ton. Obecnie połowy ryb dokonywane przez rybactwo zawodowe sięgają zaledwie 3 tys. ton. Na trudności w pozyskaniu ryb, podobnie jak Panowie narzekają również zawodowi rybacy. W strukturze ryb poławianych przez rybaków zawodowych odnotowuje się drastyczny spadek połowu ryb cennych, takich jak szczupaków, sandaczy, węgorzy na rzecz ryb małocennych, takich jak krąpi, małych leszczy, drobnych płoci i okoni. Biorąc powyższe pod uwagę nie jestem przekonany, czy pogarszający się stan zasobów ryb jest powodowany nadmiernymi połowami sieciowymi i czy dalsze ograniczanie połowu ryb przez rybaków zawodowych przyniesie poprawę stanu zasobów ryb.
W liście otwartym skierowanym do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi wymieniacie Panowie wiele przyczyn takiego stanu rzeczy. I w wielu punktach przedstawionych w tym liście podzielam Panów stanowisko. Jednak pragnę poinformować Panów, że na wiele przyczyn wpływających na zły stan zasobów ryb w wodach, a w szczególności w jeziorach Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie ma wpływu.
Poruszacie Panowie sprawę wzrastającego kłusownictwa i zbyt małej obsady strażników Państwowej Straży Rybackiej. I faktycznie jest to prawdą. Jednak pragnę poinformować, że Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie ma wpływu na właściwy stan zatrudnienia strażników. Za stan zatrudnienia strażników, budżet i organizację Państwowych Straży Rybackich odpowiadają bezpośrednio wojewodowie. W Polsce obowiązuje zasada niezawisłości sądów, a Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi nie ma i nie może mieć wpływu na wydawane wyroki. W Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi podjęto prace nad zmianą ustawy o rybactwie śródlądowym. Należy spodziewać się, że znajdą się nowe bardziej skuteczne rozwiązania prawne, pozwalające przeciwdziałać procedurowi kłusownictwa i stosowania nieuchronnych i dotkliwych kar.
Odnośnie przełowienia jezior to pragnę również zauważyć, że w latach 50-tych w Polsce rejestrowano ok. 35 40 tys. wędkarzy. Obecnie można szacować, że jest ich ponad 2 miliony. Zdecydowanej zmianie uległ stosowany przez wędkarzy sprzęt wędkarski, co ma zasadnicze znaczenie na poziom eksploatacji ryb, a w szczególności ryb drapieżnych. W wyniku rozwoju motoryzacji wędkarze mają ułatwiony dostęp do wód. Poziom połowów sieciowych i wędkarskich w poszczególnych jeziorach powinien być ściśle reglamentowany, tak, aby w jeziorze zachować równowagę pomiędzy rocznikami i gatunkami ryb. Połowy ryb dokonywane, zarówno przez rybaków i wędkarzy w poszczególnych jeziorach oraz zarybianie powinny odbywać się pod ścisłym nadzorem ichtiologów. Ale nawet najlepszy ichtiolog nie będzie mógł sporządzić dla danego jeziora właściwego operatu rybackiego bez możliwości przeprowadzenia analizy wieloletniej, ścisłej i pełnej statystyki połowu ryb i to zarówno rybackiej jak i wędkarskiej. Wiele tu zależy od działalności organizacji wędkarskich. Organizacje wędkarskie zabiegają o stały wzrost ilości członków. A może chodzi tu o większe wpływy ze składek wędkarskich do związkowej kasy, a nie o ryby. To organizacje wędkarskie powinny uświadomić wędkarzy, że wprowadzenie obowiązku prowadzenia pełnej i rzetelnej rejestracji połowu ryb przyczyni się do poprawy rybności jezior. To na podstawie analizy tych zapisów będzie można podejmować właściwe decyzje, co do dalszych działań zmierzających do poprawy stanu zasobów ryb w jeziorach. Czasem też trzeba się będzie liczyć z potrzebą wprowadzenia poważnych ograniczeń w połowach ryb. Każdy wędkarz chciałby złapać na wędkę jak najwięcej ryb, a przeważnie dużego szczupaka, sandacza suma, węgorza. Niestety, każde jezioro ma swoją naturalną pojemność biologiczną. Ryb poszczególnych gatunków i ich roczników w jeziorze może być tylko tyle na ile pozwalają na to warunki fizyko-chemiczne, termiczne i biologiczne istniejące w danym jeziorze. W każdym jeziorze, w zależności od jego typu, położenia, pochodzenia, ukształtowania, chemizmu wody struktura gatunkowa ryb jest inna. Nie bez znaczenia dla poziomu rybności jezior jest to, ilu wędkarzy uprawia wędkarstwo w danym jeziorze.
W celu zapewnienia prowadzenia racjonalnej gospodarki rybackiej oraz ewidencji prowadzenia połowów rybackich i zarybiania wód Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi wydał stosowne przepisy. Zgodnie z nimi każdy uprawniony do rybactwa ma obowiązek prowadzenia odpowiedniej dokumentacji w tym zakresie. Natomiast żeby zachować bezstronną kontrolę wypełniania obowiązku prowadzenia racjonalnej gospodarki rybackiej ustawodawca powierzył ją zarządom województwa. Każdy zarząd województwa, co najmniej raz na trzy lata ma obowiązek przeprowadzić ocenę, czy uprawniony do rybactwa wypełnia nałożone na niego obowiązki.
Wyniki badania chemizmu wody w jeziorach, jakie prowadzi od kilkudziesięciu lat Instytut Rybactwa Śródlądowego w Olsztynie dobitnie wskazują, że w większości jezior w głębszych warstwach wody odnotowuje się brak tlenu. Brak jest zatem właściwych warunków do bytowania ryb. Przyczyny takiego stanu rzeczy należy upatrywać w niekontrolowanej i intensywnej w ostatnich latach zabudowie terenów położonych nad brzegami jezior. Wraz z taką zabudową wzrasta zanieczyszczanie wody w jeziorach.
Nie bez znaczenia dla zasobów ryb w jeziorach jest też stan populacji niektórych szkodników naturalnych. Głównie dotyczy to wzrastającej populacji kormorana czarnego. W okresie przed drugą wojną światową ilość osobników tego ekspansywnego gatunku była ściśle regulowana. Takie działanie pozwalało na jego zachowanie w przyrodzie jako gatunku, a jednocześnie nie dopuszczało do powodowania nadmiernych szkód w pogłowiu cennych gatunków ryb. Dalsza, chyba źle pojmowana ochrona kormorana czarnego może źle się skończyć dla tego gatunku ptaków, ale też dla zasobów ryb. Już dziś obserwujemy wyjątkowo szybkie rozprzestrzenianie się kormorana czarnego poza obszar Mazur, a nawet poza granice Polski. Sprawa ta jest stale podnoszona przez środowisko rybackie, a mimo to wielu tzw. działaczy ochrony przyrody i służb ochrony przyrody niezmiennie pozostają na stanowisku, że kormorana należy nadal intensywnie chronić. Zapomina się jednak o rybach i o tym, że niedługo tak wielka ilość kormoranów nie będzie miała się czym wyżywić.
Ogromne zaludnienie obszarów wokół jezior sprzyja rozwijającemu się kłusownictwu. Po prostu kłusownicy mają nieograniczony zbyt na poławiane nielegalnie ryby. Na jeziorach grasują wręcz wyspecjalizowane gangi kłusowników.
Przedstawione wyżej problemy dobitnie wskazują na potrzebę pilnego podjęcia działań zaradczych. Ich rozwiązanie leży głównie w rękach władz lokalnych, zarówno stopnia wojewódzkiego, powiatowego jak i gminnego. Problemy te również powinni dostrzec ci, którzy chcą zamieszkiwać i odpoczywać nad zasobnymi w ryby jeziorami. Z powyższego widać też wyraźnie, że za stan zasobów rybnych w naszych jeziorach nie można w pierwszym rzędzie i wyłącznie obciążać rybaków zawodowych. Ogromne zadanie mają tu do spełnienia organizacje wędkarzy i ekologów poprzez właściwe kształtowanie postaw swoich członków.
Wypracowując nowe regulacje prawne w zakresie gospodarki rybackiej, będę się starał wziąć pod uwagę Panów spostrzeżenia, i uwzględnić je, o ile będzie to w zakresie kompetencji Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi.
Podsekretarz Stanu Sebastian Filipek Kaźmierczak
– Komentarze –
 | autor - zamker napisał: Szkoda słów. Kormoran i zaludnienie jest winne a przede wszystkim działacze i gminy. Minister jest cacy a jak chcecie mieć dobrze to sobie to zróbcie sami.Rybaków szanować trzeba bo to co robia jest dobre. S..ł to pies. Odpowiedź godna ministra tegoż resortu.Czyli na poprawę nie należy liczyć a wręcz przeciwnie.tragedia - to lekko powiedziane.
August 8, 2006 8:54 pm 80.53.86.202 | 
|
 | autor - michalm napisał: Zamker nie przesadzaj.
Człowiek ma wiele racji.
Powtarzam to i będę to robił u nas na Śląsku nie ma rybaków, nie ma kłusowników i ryb też nie ma.
Wędkarzy jest za dużo jak na sposób eksploatacji jaki jest prowadzony.
Jedyna droga to ograniczenie presji. Nieważne jaką metodą czy administracyjną (limit dniówek) czy ekonomiczną (cena dniówki).
A co do kormorana to jest metoda. Trzeba tylko gospodarza, który będzie się upominał o odszkodowania za straty spowodowane przez te ptaszyska.
August 8, 2006 9:09 pm 83.18.7.26 | 
|
 | autor - zamker napisał: Widzisz ja patrzę z perspektywy mojej okolicy gdzie wody w których sa odłowy sieciami to ponad 80% całości.Reszta to woda PZW gdzie nie ma już od jakiegoś czasu rybaków.Masz racje trzeba ograniczyc presje u Ciebie wędkarską u mnie rybacką. Co do kormorana to czuje że trzeba by do odszkodowania podac ilość zjedzonych ryb przez ptaki.Masz pomysł jak to policzyć ???
August 8, 2006 9:26 pm 80.53.86.202 | 
|
 | autor - Wylli napisał: Wszystko racja, rybacy, zanieczyszczenie, itd. Ale Panowie nie ilość wędkarzy jest problemem, tylko to, że wszystkie złoione ryby trafiają do siatki, potem na stół!!!!!!! Sam jestem wędkarzem i łowie sportowo (99% ryb trafia do wody), ale jestem jednym z nieliczych. Obserwuję co sie dzieje na naszych wodach, aż strach bierze jak widzę co wyprawia brać wędkarska!!. NAleży zmienic świadomość wedkarzy, a bedzie lepiej i to znacznie. Sami powinniśmy dbać o ryby w naszych wodach. Pozdrawiam..
August 8, 2006 10:24 pm 80.51.79.50 | 
|
 | autor - Wolker napisał: Michalm na Śląsku nie ma kłusowników? A wędkarze z kartami którzy biorą wszystko co złowią obojętnie czy ma wymiar, czy jest pod ochroną. Przyjedź na Dzierżno lub Chechło dzień po wpuszczeniu karpia, nie ma gdzie wędki wstawić. Minister obwinił wszystkich włącznie z kormoranami, a On nie ma na nic wpływu. Winni są wojewodowie, władze lokalne to po co on tam siedzi. Ciekawe co miał na myśli pisząc \"wprowadzić poważne ograniczenia w połowie ryb\". Aż mi skóra cierpnie, znowu wędkarzom się dostanie, bo przecierz nie kłusownikom. Narka.
August 9, 2006 8:35 am 83.22.205.76 | 
|
 | autor - mirek napisał: \"Wylli\" ale piękny sport uprawiasz .Wymęczysz rybę do granic wytrzymałości , a pózniej ją wypuścisz żeby zdechła w wodzie I myślisz że przyczyniasz się do wzrostu populacji ryb w naszych wodach .A może w międzyczasie robisz sobie jeszcze zdjęcie z rybką i póżniej chwalisz przed kolegami jaki to jesteś dobry i wspaniałomyślny .Tylko pozazdrościć Polsce takich \"sportowców\".To może zakrzewimy taki zwyczaj i sport wypuszczania zwierzyny wśród myśliwych i innych .Myśliwi mogliby także polować dla sportu . Na przykład myśliwy strzelałby sarence tylko do nogi , następnie podbiegałby do kulawego zwierządka , robił zdjęcie i puszczał zwierzę wolno .
Na pewno wzrost pogłowia zwierząt w Polsce byłby niesamowity .Tylko pogratulować Polsce takich \"sportowców\"jak ty \"Wylli\"
August 9, 2006 11:03 am 83.22.16.154 | 
|
 | autor - Bolek vel Wędkoholik napisał: Mirku chyba nie bardzo zastanowiłeś się o czy tu jest mowa i chyba nie bardzo wiesz o czym piszesz. Niestety ale albo próbujesz złośliwości, albo nie masz zielonego pojęcia w tej tematyce. Poza tym dla jednych to może i sport, a dla innych to hobby i dbałość o ryby traktują poważnie. Porównania do odstrzału saren czy innej zwierzyny są po prostu nie na miejscu. Na dole jest taki ładny tekst o odpowiedzialności za dokonywane wpisy. Zanim coś przelejesz w formę komentarza to zapoznaj się z tematyką dogłębnie i dopiero gań innych. Twoja uwaga pod adresem Wylli jest bezpodstawna żeby nie powiedzieć dosadniej. Przepraszam za te kilka gorzkich słów, ale jestem przekonany, ze Ci się tym razem należały.
August 9, 2006 12:10 pm 212.76.33.67 | 
|
 | autor - Marek Hallas napisał: Problem jest bardziej złożony, aniżeli nam się wydaje. Wiele prawdy „niestety” jest w odpowiedzi z ministerstwa. Na obecną sytuację ma wpływ wiele czynników. Nasze wody ogólnodostępne staja się bezrybne i jest to fakt niezaprzeczalny. Zadam inne pytanie, dlaczego tak nie dzieje się we wodach prywatnych, komercyjnych, czy one są omijane przez kormorany? Czy te wody są wyłączone dla kłusowników? Czy na tych wodach jest mała presja wędkarska? Jeśli ktoś odpowie sobie na te pytania to sam dojdzie do wniosku gdzie jest „ pies pogrzebany” . Racjonalna gospodarka wodą to podstawa. Niestety nie da się wszystkiego pogodzić. Nad takie wody przyjeżdżają ludzie którzy chcą sobie połowić ryby, mięso rybie nie ma dla nich większego znaczenia. I tutaj te ryby są i będą. Właściciele takich wód doszli do wniosku, że gospodarowanie ukierunkowane pod kątem wędkarzy przynosi pięciokrotnie większe dochody niż gospodarka czysto rybacka. Kwestia wiedzy i świadomego wyboru właściciela. Chcemy by w zdecydowanej większości wód było dużo atrakcyjnych ryb? Oddajmy te wody w prywatne ręce. To jedna sprawa, druga sprawa to presja wędkarska i nie wypada zgodzić się z odpowiedzią ministerialną. Należy jednak zauważyć jeszcze jedną istotną rzecz. Dzisiejszy wędkarz jest o wiele bardziej skuteczny niż ten sprzed 20 lat. Dostępność sprzętu, wiedzy, informacji jest dziś nieporównywalnie większa niż jeszcze przed kilkoma laty. Dopóki nie zmieni się mentalność wędkarzy, dopóki nie zrozumieją oni, że dysponują niesamowitą bronią w walce z przeciwnikiem ( rybą) dopóki wędkarstwo będzie dla nich sposobem na zdobycie mięsa a nie rekreacją i wypoczynkiem, dopóty będzie jak jest a nawet gorzej. Namawiam wszystkich do wypuszczania ryb. Wypuszczasz głównie dla siebie, nie dla innych, pamiętaj o tym.
Pozdrawiam
Marek Hallas
August 9, 2006 2:30 pm 83.16.37.234 | 
|
 | autor - Bolek vel Wędkoholik napisał: Marku też nie jest tak do końca. Ty masz spojrzenie raczej nieco wypaczone jak wielu z nas karpiarzy. Otóż wielu prywatnych gospodarzy pozwala zabierać ryby i to te najbardziej smakowo atrakcyjnych gatunków. Klient płaci dodatkowo za zabieraną rybę, a właściciel wody (czy prywatny dzierżawca) zarybia wodę z powrotem. Tylko zastanówmy się skąd on bierze te ryby. Gdyby brał szczupaki, sandacze, sumy z hodowli to na pewno nie wpuszczałby kilka razy w roku sztuk szczupaka po 2 do 3 kilo, sandacza to samo a sumy po 5 i więcej kilo czasem mniejsze. Z hodowlanych zakładów dostałaby palczaki no może raz w roku mógłby kupić coś większego. Tylko ja jeszcze nie widziałem jakoś tych palczaków przy zarybianiu wód gdzie gospodarz nastawia się typowo pod wędkarzy. Jedynie karpie duże maciory nie przydatne dla celów hodowli stawowej są ze stawów. Te duże drapieżne ryby pochodzą najczęściej z naszych mazurskich jezior lub rzek (sumy) od rybaków. Jednym i drugim się opłaca. I proceder kwitnie, biznes prywatnego gospodarza też, tylko jeziora są puste. Taka jest prawda i chyba nie zaprzeczysz, ze dość dobrze jestem w tym temacie poinformowany.
Natomiast całkowicie zgadzam się z Tobą, że mięsiarzom należy powiedzieć dziękujemy. Ograniczenia w zabieraniu "mięsa z wody" powinny być drastyczne. Do konsumpcji proszę bardzo, ale ryby pochodzące z hodowli i nie egzemplarze dorodne oraz okazy. Na dzień dzisiejszy olbrzymią ilość w zarybieniach stanowią karpie. I proszę takie sztuki do 2 kilo jak ktoś chce czemu nie. Tęczaki to samo. Zresztą one właśnie, w niektórych przypadkach spełniają rolę ochronną dla rodzimych pstrągów. Natomiast szczególnie cenne gatunki jakimi ogólnie są rodzime drapieżniki powinny być wypuszczane. Jeżeli już to można się zgodzić na pojedyncze sztuki rocznie, ale za dodatkową odpowiednią dopłatą wyliczoną według piramidy populacyjnej roczników by z nawiązką starczyło na pokrycie strat w wodzie. Tu akurat przepisy z myślistwa pasują jak ulał. Za odstrzał trzeba płacić poza dostaniem pozwolenia na polowanie, które odpowiednio kosztuje.
Gospodarz wody na pewno z samego wędkowania hobbystów nie wyżyje, ale stwarzając infrastrukturę towarzyszącą, jak noclegownie, jadłodajnie, sklep wędkarski, wynajem łodzi itd. na pewno osiągnie pożądany cel jakim jest dobre życie.
To, że ministerstwo nie zauważa kiepskiej gospodarki rybackiej na naszych wodach i na dokładkę uważa, iż PGRyb są w porządku, to osobny temat i chyba uświadomienie w tej materii urzędników to długa droga. Oni nawet nie zauważają, że właśnie przesieciowanie w poprzednich latach ma olbrzymi wpływ na obecną sytuację. Woda wytrzymuje obciążenia do pewnego stopnia i przez pewien czas, a potem nawet gdy ograniczymy odłowy, to i tak efekty poprzedniej działalności zobaczymy. Jeżeli dołożyć do tego dalszą grabieżczą politykę, to mamy jak mamy.
Kormorany są utrapieniem rybaków i to są fakty. Rozprzestrzeniły się nadmiernie. Są jeziora, gdzie wręcz dziesiątkują kalecząc ryby. Praktycznie atakują to co widzą w wodzie nawet jeżeli przerasta to ich możliwości zjedzenia. Okaleczone ryby to choroby, to ubytki przez śnięcie, to w końcu mała atrakcyjność handlowa. Kormoran nie ma ograniczeń w rozwoju, bo nie zagraża mu człowiek, a innych naturalnych wrogów nie ma. Orły, sokoły, węże, rysie a nawet duży szczupak, to dziś już przeszłość by mówić o nim jako naturalnym regulatorze populacji kormorana. Jedynie jastrząb dużych rozmiarów może się porwać na to ptaszysko, ale okazuje się, że to za mało. Ingerencja człowieka w przyrodę niesie za sobą konkretne efekty.
Postępująca urbanizacja nad wodami to też problem. I nie ma co się obruszać na ministra, gdy ten temat wywołuje. Dam dosadny przykład. Kiedyś parałem się robieniem instalacji w domkach rekreacyjnych, letniskowych itp. Zrezygnowałem całkowicie. Największym problemem było wytłumaczenie prostakom, że robienie dziurawych szamb jest sraniem we własne studnie i zatruwaniem środowiska w którym żyją. Nikt nie chciał słuchać o przepisach i szczelnych zbiornikach. Interesowało tych nowobogackich kretynów tylko jedno. Jak najmniej płacić za wywóz nieczystości do oczyszczalni. Jeżeli muszą mieć oficjalny odbiór budynku, to szamba często są szczelne tylko do odbioru. Potem są dziurawione, a czasem zaraz za ściankami zbiorników już są przygotowane rury drenażowe do włączenia. I nie trzeba by rura bezpośrednio waliła ścieki do jezior. Wystarczy że wniosą je tam wody gruntowe. Ja się nie godziłem na takie budowle, ale okoliczne złote rączki robiły wszystko co chciał klient, aby tylko kasa szła do kieszeni. A idź i powiedz takiemu głupkowi, że za tydzień ma mieć szczelne szambo, bo nałożysz mu karę. Wyskoczą sąsiedzi i gotowi Cię utopić w szambie lub w pobliskiej sadzawce.
Rybacy w majestacie prawa kłusują. Oprócz sieci PGRyb stoją sieci prywatne i to chyba w większej ilości. Pojedź zapytaj się jaki interes ma żona brygadzisty rybaków nad Plusznym. Szkoda Twojej drogi, podpowiem - ma smażalnię ryb, którą zaopatruje ów brygadzista. To przecież jawna patologia. Rybacy ciągną na lewo trzy razy tyle co legalnie. Kłusoli nikt nie gania, bo i kłusujących rybaków musiałby zapuszkować. Razem złodziejstwo do kupy znacznie przekracza oficjalny połów z lat siedemdziesiątych. Szwaderki znasz, bo kto ich nie zna. Wiesz kiedy byłem przez nich kontrolowany? Jak doniosłem, że na jeziorze kłusownicy szaleją. Pewnie się dziwisz. A ja nie, bo okazało się, że tymi kłusolami byli rybacy, mający się opiekować tą wodą. Kiedyś kłusownik nie śmiał podskoczyć gliniarzowi czy PSR-owi, a dziś strzelają jak do kaczek, na drogach dojazdowych rozkładają dechy z gwoździami i czują się całkowicie bezkarni. Z innej beczki proszę. Nad jeziorami i ich dopływami na wiosnę możesz zobaczyć sforę wiejskich kłusoli wyławiających szczupaki na tarle by nimi nakarmić świnie w chlewach. Kiedyś kłusownik to był cichutki przestępca, który uważał by nie wpaść, a dziś to sfora bandycka na wzór mafii. Sprawy nawet nie dochodzą do sal sądowych, bo są umarzane przez prokuratorów jako mała szkodliwość społeczna. Nie tak dawno pisałem w takiej sprawie do MS i nie dałem ukręcić sprawie łba. Z resztą mafiosom kłusowniczych band nawet nie trzeba udowadniać procederu. To są bogacze, którym łatwiej udowodnić pralnię, albo dochód przewyższający zeznania podatkowe. Tylko trzeba chcieć, a nie pobłażać.
Wracając do wędkarzy - tak to dla zasady przyjmijmy. Mówisz o wielkim postępie o nowoczesnych technologiach itd. To jest tylko parawan. Mój dziad łowił na bambusy i klejonki skuteczniej niż nie jeden dzisiejszy wędkarz z grafitówką w garści. Woblery to nie wymysł Rapali, a przynęta znana od stuleci. Wykopaliska to potwierdzają. Technika włosowa znana była już przed wojną. To nie jest niedawny wymysł angoli. Rzecz w presji. Wędkarstwo zostało udostępnione praktycznie dla każdego kto tylko opłaci licencje i stać go na wędki. Egzamin stał się farsą za pieniądze. Pierwsze pytanie na egzaminie to czy jesteś członkiem PZW. Jeżeli nie to musisz to zrobić, albo przyobiecać, że zrobisz to niebawem. Tu się liczy kasa, a nie znajomość prawa. Kupa wędkarzy nie rozpozna krąpia od leszcza, czy płoci od jazia. Jaka kara może spotkać pseudo wędkarza, który weźmie niewymiarową rybę? Sto, dwieście złotych? Ale jakby miał zapłacić dziesięć czy dwadzieścia tysięcy złotych grzywny i komornik stanął by w drzwiach, to albo
musiałby sprzedać autko, którym jeździł na te rybki, albo zaciągnąć kredyt, a potem spłacać przez pięć lat. Nawet tych nowobogackich, co wyjęliby z kieszeni też by to zabolało - niewymiarowa szprotka kosztowała taką kasę. To jest najlepsze wychowanie. Nic tak nie "leczy" skutecznie jak dotkliwość i nieuchronność kary.
Na koniec zgodzę się z Tobą, że problem jest bardziej złożony. Nie ująłem nawet poważnej części problemu, a tylko drobiazgi. Mam nadzieję, że się nie obrazisz za moją wypowiedź, bo przecież obaj mamy na względzie przede wszystkim dobro naszych wód i ryb.
Pozdrawiam serdecznie Bolek
August 9, 2006 6:00 pm 212.76.33.119 | 
|
 | autor - zamker napisał: Do Marek Hallas
Mówisz chyba o kilkuhektarowych burdlach gdzie rybe dowożą na taczkach co ranek a nie o jeziorach wielkości 1000 ha ??? gdzie co noc stoją siaty właściciela.Popytaj o opinie na temat jeziora Narie(woda w rękach prywatnych jedna z większych na warmi i mazurach ) sprzed kilku lat i porównaj je z dzisiejszymi. I proszę nie pisz że prywata to taki cud.
August 10, 2006 8:15 am 80.53.86.202 | 
|
 | autor - Wnuk rybaka napisał: Na ten list od ministra trafiłem przypadkiem i przeraziłem się gdy przeczytałem komentarze do tego pisma. Jestem zaskoczony pieniactwem i agresja wielu wędkarzy w stosunku do rybaków, spotykaną na wszystkich portalach wędkarskich i prasie wed. (zwłaszcza W Ś). Mysle, ze wielu z tych gorliwych krzykaczy nigdy nie widziało rybaka na oczy, nie mówiąc już o jego pracy, a tylko głośno i bezmyślnie powtarza obiegowe bzdury z gazet i opinii wędkarzy. Sam się wychowałem w rodzinie rybaka na Mazurach i widzę jakie kłamliwe i obraźliwe wyroki wydaja wędkarze i redaktory nie pytając o zdanie rybaków.
PGRybów nie ma już ponad 15 lat! Na ich miejsce zostały utworzone spółki pracownicze (kiedys zatrudnionych w tych pgrach), które dzierżawią jeziora. Spółki nie przyjmuja nowych rybaków do pracy a tylko zwalniają. Najwięcej zwolniło PZW ponad 90% rybaków, którzy są teraz największymi kłusolami. Ryba jeziora dla tych spółek jest tylko czescią dochodu, głównie zarabiają na sprzedaży ryb morskich, ryb stawowych, smażalniach ryb, pstrągach i karpiach.
Najbardziej zaskoczyło mnie to ze im mniej jest rybaków i mniej łowią, to tym wieksza jest nagonka na ten wymarły już zawód. W mojej rodzinie dziadek był rybakiem. W moim regionie rybaków pracujących jeszcze na wodzie zostało 2-4. Na całych Mazurach zostało ich może 50 osób. Gdzie są wiec te tony ryb, i jeziora czesane do dna.?!??!?
Zostali najzesciej ludzie starsi, młodzi nie chcą się uczyć tego fachu bo nie przynosi pieniędzy a praca strasznie cięzka. Nie są już w stanie pracowac tak jak kiedyś. Kiedyś ciągano niewodem, teraz już rzadko, ponieważ brakuje ludzi do tej ciezkiej pracy a i zarobek marny. W niewody wchodzi teraz prawie sam drobny leszcz i krąp (niewiele wyboru) za którego można dostać do najwyżej 50 gr za kg. Niewody, łodzie niewodowe, widy niewodowe maja już ponad 20 lat. Pytam wiec czy tym można czesac do dna?
Pozostaje jeszcze sprzęt stawny, czyli wontony żaki, mieroże itp. (ponoć stawiają takie do kilku km). Z tym sprzętem jest najgorzej, ponieważ trzeba go mocno pilnować i spać na łodzi z przywiązanym do nogi sznurkiem. Miejscowi kłusowi tylko czekają i obserwują gdzie rybacy stawiają, i tuż za placami kradną siatki, bo nikt już ryby nie podbiera. Ryby to podbierają głownie wędkarze i turyści, plączać przy tym lub potem specjalnie niszcząc sprzet. Sprzet stawny bardzo często niszczony jest przez jachty, motorówki i skutery. Agregaty to już dawno zapomniano, ponieważ prądem łowi się głownie węgorza, a tego nie ma już (brak zarybien, bo kosztuje 5000 zł/kg) oraz wazne aby woda była czysta, inaczej nie widac jak i co się łowi i nie ma sensu pływać.
Wszyscy krzyczą na rybaków , których juz nie ma wodzie a nikt nie zastanowił się co teraz się dzieje.
Kiedys tam gdzie były tarliska, teraz są kąpieliska i plaże miejskie
Kiedyś tam gdzie były trzcinowiska teraz sa pomosty, porty przystanie i teren prywatny, osiedla mieszkanwioe.
Kiedyś na wodzie człek musiał się napływać, aby kogoś spotakc, tera człek pływa ale w innym celu……….
Kiedys na jeziorze stało kilka drewnianych łodzi, teraz ……..
Kiedyś na jeziorze bambusówkami łowiło kilka wędkarzy, teraz tysiące wędkarzy uzbrojonych jest jak marines
Wraz z ostatnim rybakiem, znikną ryby z naszych wód
Wodom Cześć
Wnuk
August 10, 2006 1:04 pm 81.190.129.34 | 
|
 | autor - Drakus napisał: Do Mirka: Takich bzdur jakie przeczytałe w twoim komentarzu nigdy jeszcze nie słyszałem!!! Pomine tu tematyke o którą chodzi w tych wypowiedziach. Porównujesz złowienie ryby i wymęczenie jej do odstrzału zwierzyny... Zajmuje sie połowem okazów Karpia i Amura o 15 lat i przez cały ten czas wszystkie ryby które wylądowały w moim podbieraku wracały spowrotem do wody! Tak...mam wiele fotek z pięknymi okazami i moge zapewnić Ciebie i innych ze jeśli ryba jest dobrze traktowana na brzegu (chodzi o mate do odhaczania ryb itp) to okazy raz złowione i wypuszczone dość często na nowo stawały sie elementem karpiowych wypraw. Każda duża ryba ma jakąś ceche którą można uwiecznić na fotografi i te cechy są ja linie papilarne!-i to pozwala nam je rozpoznać. W zbiornikach na których ja łowie wiele razy w przeciągu wielu lat zdarzało mi sie wyciagnąć ryby które z roku na rok wspaniale przybierały na wadze i wcześniejsze ich \"wymordowanie\" nie było przeszkodą dla późniejszego wzrostu! Niektóre sztuki które złowiłem w ciągu jednego sezonu potrafiły przybierać nawet 3 kg przy czym Amury jeszcze więcej! Z tych obserwacji wnioskuje ze dzięki takim ludzią jak ja i inni karpiarze populacja największych ryb z tych najstarszych roczników jest w stanie nie raz zachwycić potencjalnego wędkarza i tylko strach ze tacy jak ty maja dostęp do sprzętu wędkarskiego bo dzięki takim ludzią zaczyna brakować okazów w polskich wodach! Jeśli każdej rybie którą złowisz, dajesz w \"łeb\" to biorąc pod uwage ilość takich \"Mięsiarzy\" w naszych kołach wędkarskich niedługo rzeczywiście będziemy łowić ryby ,szczególnie te duże, tylko Virtualnie przy komputerze lub słuchać o nich opowieści przy ogniskach! Przepisy dotyczące połowu tych największych... powinny być takie same jak np. w Wielkiej Brytani ! przykładem tego jest zbiornik Paprocany w Tychach gdzie jest zakaz zabierania Karpia i Amura których długość przekroczyła 70 cm. Ale niestety, Najbardziej musimy sie obawiać nie kłusowników którzy na publicznych wodach łowią sieciami, prądem czy kuszą bo ich nie ma tak wielu, ale wędkarzy którzy pod przykrywa należenia do koła wędkarskiego biorą w siatki wszystko co ma płetwy nie patrząc na okresy ochronne, wymiar czy obowiązujące Limity. Tu rzeczywiście najwięcej mają do powiedzenia wędkarze, ale ci prawdziwi! Wędkarstwo to relaks i przyjemność oraz wypoczynek a nie sposób na zapełnienie lodówki za wszelką cene!!! Pozdrawiam tych \"prawdziwych\"
August 13, 2006 11:12 am 87.207.12.2 | 
|
 | autor - Szymon napisał: Ja dwa słowa o kormoranach
Z pozycji tzw. działacza ochrony przyrody, acz mam wykształcenie i wiedzę z zakresu rybactwa.
No i co mnie szczególnie cieszy, mam wrażenie, że autorzy artykułów na tej stronie i na tym forum wykazują się nadprzeciętną świadomością zagrożeń i potrzeb ekosystemów wodnych w Polsce, że tak to górnoltnie ujmę.
Zmartwienie ministra tym, co stanie się z biednymi kormoranami, jak zabraknie dla nich ryb, jest przykładem bezrefleksyjnej ignorancji. Żaden drapieżnik nie jest w stanie liczebnością przekroczyć populacji swoich ofiar, niezależnie czy patrzymy na biomasę, sztuki czy jakikolwiek inny wskaźnik. Kormorany, co wykazano na wiele sposobów, na dużych analizach obszarowych, zjadają do 3% (wyjątkowo do 5%) rocznej produkcji ryb. I do osiągnięcia tego pułapu ich liczba będzie wzrastać. I w wielu miejscach w naszym kraju ten pułap jeszcze nie jest osiągnięty.
Ale czyż te 5% może być czynnikiem decydującym o losie ryb? Kormoran, w przeciwieństwie do wędkrza, rybaka i kłusownika woli ryby małe i najliczniejsze.
Co stanie się z ptakami jak będzie ich za dużo? Odlecą tam, gdzie znajdą ryby w odpowiedni wysokich zagęszczeniach - niestety nierzadko na stawy hodowlane. Bo tylko tam, ułamek procenta populacji kormorana, wyrządza 99% wszystkich rzeczywistych szkód gospodarczych. Bo o szkodach przyrodniczych w ogóle nie można mówić. Kormoran to taki szczupak ze skrzydłami - poluje na ryby wybierając mniejsze (bo wolniej uciekają), mniej zdrowe (bo...), najliczniejsze (bo...). Czy ktoś z Was uważa obecność szczupaków za niepożądaną dla innych gatunków ryb? Tymczasem szczupaków i innych rybich ichtiofagów jest za mało, dzięki czemu jest więcej kormoranów.
\"Problem kormoranów\", przekonanie o ich wielkiej szkodliwości dla ryb - to niczymnie poparte, chłopskie przekonanie, że wszystko co w wodzie, to jego, a każda zjedzona przez kormorana ryba wyszarpana nam ze stołu.
I tak można by długo.
zainteresowanych chętnie odsyłam do socjologicznehj strony problemu
www.intercafeproject.net - są materiały i po polsku.
Szymon
PS. ochrona naturalnych cieków wodnych, ograniczenie rybołóstwa na rzecz akwakultury, sprzeciw wobec działań lobby hydrotechniczno-melioranckiego i skuteczne promowanie proprzyrodniczych postaw wśród społeczeństwa - to bardzo szeroka płaszczyzna do porozumienia środowisk wędkarskich, ornitologów i wszelkiej maści \"działaczy ochrony przyrody\".
September 22, 2006 12:51 am 81.190.110.173 | 
|
 | autor - Bolek vel Wędkoholik napisał: Wszystko to fajnie by było co mówisz i trudno się z Tobą nie zgodzić. Nie bierzesz jednak dwóch faktów pod uwagę. Kormorany powodują w dużej części oprócz upolowanych ryb, także ryby okaleczone, trafione, a nie upolowane. To wkurza rybaków. Dwa strasznie mnie wkurzają uschłe drzewa po gniazdowaniu tych ptaszysk. Nie jest tak do końca, że nadmiar ptaków odlatuje, gdy liczba ich przekroczy pewne granice. Kormoran w Polsce ma na prawdę w praktyce tylko jednego wroga. Jest nim człowiek, który bierze go w obronę. Efekt jest taki, że w niektórych miejscach rozrasta się do liczebności nadmiernej. Dokładnie wygląda to tak jak z białorybem, przy braku drapieżnika w wodzie. Na razie jeszcze ma się gdzie rozprzestrzeniać, ale nie ma eliminacji sztuk słabych. Z biegiem czasu będzie go wszędzie pełno i nie zawsze zdrowego. Na tej stronie piszemy również o melioracji i jego zbawiennej roli w niszczeniu przyrody. Doskonale rozumiemy czym jest budowla zapory dla ryb. Jestem z Mazowsza, więc blisko zapory włocławskiej. Oby zamiast Nieszawy zapadła decyzja o rozbiórce tej zawalidrogi. Może stan techniczny wymusi niejako decyzję. Dziękuję za zaproszenie, w wolnej chwili zajrzę na wskazaną stronę.
September 22, 2006 1:45 am 212.76.33.111 | 
|
 | autor - Szymon napisał: hej,
a jednak upieram się przy swoim
kormorany odbywają wędrówki jak większość nasyzch ptaków. Obrączkowane jako pisklęta w Kątach Rybackich (Mierzeja Wiślana) widywano w poludniowej Hiszpanii, Wloszech, na Sardynii. Do takiej wędrówki potrzebny jest zapas energii w postaci tłuszczu. Jego szybkie zgromadzenie możliwe jest tylko pod dwoma warunkami: pokarmu jest dużo i nie ma o niego konkurencji. Głónym konkurentem dla kormorana dzisiaj - jest inny kormoran. Jeżeli w ciągu 7 dni kormoran nie zje porządnie, znajduje się już na równi pochyłej do śmierci. To wynik niesamowitej fizjologii tego ptaka, ale za długo by pisać
Kaleczenie ryb i śmierć drzew rzeczywiście może wkurzać i rzeczywiście ma negatywny wpływ na ryby i drzewa. Ale, tu już sobie gdybam, bo tematu nie zgłębiałem - kaleczenie dużych ryb dotyczy głównie stawów hodowlanych i potoków górskich, gdzie występują licznie tylko duże ryby. A tam, nikt tego nie neguje, kormorany są szkodnikami. A nad drzewami ja osobiście bym nie rozpaczał, na Mierzei kolonia zajmuje 100ha z 27000. Krajobraz księżycowy, ale nie bardziej niż po zrębie zupełnym. A nie musze chyba dodawać, że z przyrodniczego punktu widzenia, w naszych lasach raczej brakuje drzew osłabionych niż zdrowych, co powoduje zamierania wielu gatunków żerujących w nich owadów. Takie plusy można dostrzec jak się ma szeroko otwarty na całą przyrodę umysł (ja w Kątach Rybackich widziałem np. dzięcioła zielonsiwego i czarnego - oba jak dla mnie rarytasy
Pozdrawiam
Szymon
September 22, 2006 1:15 pm 81.190.110.173 | 
|
 | autor - Bolek vel Wędkoholik napisał: Oj te dzięcioły. Pamiętam jak zamiast budzika skutecznie podrywały człowieka ze snu na rybki. A dziś bez tego agregatu omłotowego ani rusz. Bardzo je lubię. Są dzięcioły - są zdrowsze drzewa.
September 23, 2006 6:10 am 212.76.33.120 | 
|
 | autor - Dżony napisał: Nie ma co dzięciolić sobie rozumka.Piszecie o jeziorach,rybakach i kormoranach,że nie ma ryby.Zapytam jako wędkarz, dlaczego na początek nie zadać sobie pytania dlaczego nie ma ryby na zbiornikach PZW,te z których korzystamy?Problem widzicie szeroko,jeziora rzeki rybacy,zaludnienie linii brzegowej to wszystko prawda.Ograniczmy problem tylko do wód PZW.Odpowiem,że Drakus dotknął kwintesencji problemu,urażając dumę \"prawdziwych wędkarzy\".Obserwuję ten temat na Śląsku.Mięsiarstwo sięgnęło zenitu,a każdy z wędkarzy zadaje sobie pytanie,gdzie są ryby.Tłumacze,że jeżeli wędkarstwo to sport,to zabieranie ryby w ilościach ponad możliwości nawet konsumpcyjne jest czym?Dla przykładu-rejestry wędkarskie,przejrzyjmy co złowili koledzy w sezonie.Przykład nr.1- 327 szt.karpia,87szt.-lina,32szt.-szczupaka itp.w listopadzie ten wędkarz zostaje przyłapany ma 3-karpie,lina i szczupaka siedzi nad wodą i łowi dalej,bo wciąż ma mało.Nie chce mnożyć zbędnych przykładów, bo łatwo znajdziecie ich u siebie w każdym kole.Pytanie trzeba sobie zadać jeżeli oficjalny rejestr wykazywał taką ilość ryb, to ile jest poza nim.Drakus poruszył niebagatelny problem nie dostrzegany przez specjalistów ichtiologów i PZW.Wymiar ochronny podaje tylko dolny wymiar ryby.Okazy te duże gatunkowo najzdrowsze nie spaprane powinniśmy chronić już teraz.Dla Śląska i jego wód można uznać sandacza za gatunek na wyginięciu.Szczupak w wymiarach około 70 cm prawie nie istnieje,okonia powyżej 25 cm są śladowe ilości.Zarządy kół bardziej się ilością członków niż tym,że niektórzy członkowie w swoich rejestrach mają ilości złowionej ryby bliskiej 1/3 zarybienia zbiornika, który mają pod opieką.Uważam, że obok limitów dziennego połowu należy wprowadzić limit roczny dla każdego gatunku ryby.Jeszcze może jeden przykład patologii.Łowiłem na Wiśle w Strumienie na bezimienną,przez dwa dni brała drobna rybka leszcz,płoć.Przechodzi obok starszy ok.60 lat wędkarz,pyta jak tam.Gadam,że nic konkretnego,on chwali się,że ma ok.60 płoci.Łapie się za głowę,ale patrzę po gościu i pytam,a gdzie Pan je włożył bo miał skromny ekwipunek.Mówi,że ma je w pokrowcu,więc pytam podaj Pan średni wymiar, a on zmieszany trochę bąka coś,że no niektóre mają po 15 cm.Obruszony moją reakcją bo nazwałem to chamstwem,odpowiedział przecież zapłaciłem składkę.To podstawowe myślenie współczesnego wędkarza.Ten jeden przykład to jeden z przykładów,że wędkarz w ciągu jednego dnia zniszczy więcej ryby niż kormoran,w majestacie obowiązującego prawa.Na Goczałkowicach wory z leszczem niektórym nie wchodzą do bagażnika.Wszystko to jest legalnie.
Lubię ten sport,ale coś mi mówi,że jeżeli nie zmienią się zasady trzeba pomyśleć o rezygnacji z przynależności do PZW.
Może jeszcze wspomnę o tzw.zawodach organizowanych w kołach.Czas pomyśleć o ilości zanęty wrzucanej podczas zawodów.Ryby chorują.Od maja do października co sobota,niedziela zawody,średnio 300-500 kg zanęty co tydzień na 12 ha.zbiornik zamknięty.Ryba już w czerwcu cała w bąblach i strupach.Nie wiem,czy to są zawody jeżeli jeden przynosi wypasioną zanętę za 300 zł.,a drugi obok ma taką rentę i też chce wygrać.Zawody to farsa zwana przeze mnie towarzystwem wzajemnej adoracji.Gdyby wszyscy założyli robala i czas start,wygrałby rencista, a nie tyczkarz ze sprzętem za 5 tys. i zanętą za 300zł.
Ta gorzka prawda o wędkarstwie i wędkarzach nie przerazi i nie zbulwersuje tylko tych,którzy naprawdę lubię spędzać czas nad wodą i przy odrobinie emocji czerpać satysfakcje z wędkarstwa.
Czy prawdziwi wędkarze wygrają, ich racje to głos wołającego na pustyni.Pretensje do ministra o brak ryby w jeziorze, to na razie abstrakcja, najpierw zacznijmy od siebie.
Z pozdrowieniami dla tych co wędkują, a nie łowią i wciąż są głodni
życzy połamania kija.Janek z Żor.
Ps.Po ryby to do marketu Panowie i Panie.
December 10, 2006 10:32 am 89.174.224.90 | 
|
 | autor - Bolek vel Wędkoholik napisał: Jeden błąd i Ty popełniasz. A skąd się biorą ryby w super marketach, bo ja wiem, że niekoniecznie ze stawów hodowlanych.
Widzę, że bardzo pobieżnie przeczytałeś informacje dotyczące działań w sprawie ratowania ryb. Proponuję zajrzeć
tutaj. Mam nadzieję, ze przepisy te zmieniają trochę i powinny mieć wpływ na postępowanie PZW i mięsiarzy.
December 10, 2006 10:51 am 212.76.33.86 | 
|
 | autor - Kazimierz N. Alkana napisał: PRZERAŻAJĄCE!! i PORAŻAJĄCE !!!!
Gdybym czytanie tej epistoły,zaczął od środka, pomyślałbym ,że pisze to troskliwy kolega, miłośnik wędkarstwa.
Jednak, przeczytałem tę odpowiedź, od \"dechy do dechy\".
Wnioski, po przeczytaniu tego czegoś??, są wprost proporcjonalne, do zawartości merytorycznej odpowiedzi.
W ocenie szkolnej ,dla autora tych \"wybzdetów\", ocena \"0\" a w porywie współczucia \"1-ka\" .
Poprostu jeden bełkot, niekompetentnego urzędasa/ czyżby,b.rybaka?/.
Wodom, nie będzie lepiej,rybom też nie.
Wedle, tego jegomościa;wędkarze i kormorany, jako te największe szkodniki podlegają wyrugowaniu z nad akwenów wodnych.
Jedynie rybacy/ci biedni rolnicy wodni\"/, z faktu unicestwienia konkurencji ,powinni wreszcie poczuć, gospodarczą wolność.
Na poważnie.
Dopóty ,dopóki tacy urzędnicy będą rządzic w Polsce , o \"właściwym funkcjonowaniu\" systemu wodno-wędkarskiego,mowy być nie może,/treść odpowiedzi , jest tego dobitnym potwierdzeniem/.
Od wielu lat,podobnie jak wielu z nas, czynię wszystko ,aby swoją pasją przyrodniczą ,jak najmniej szkodzić przyrodzie a dopomagać, jak najwięcej.
Przyłączam się zatem, do głosicieli rozsądku wędkarskiego,choćby od dziś,tj. od dnia kiedy /przypadkowo/ na tę stronę \"zawędrowałem\".
\"przyjaciele przyrody, są moimi przyjaciółmi\".
Pozdrawiam;
Imci Bolka vel Wędkoholika, i pozostałych przyjaciół jego.
Kazimierz N. Alkana,
Bełchatów-/Łeba/- 15-stycznia 2007r.
January 15, 2007 4:44 pm 81.15.194.9 | 
|
 | autor - agniesia napisał: mieszkam nad jeziorem narie od urodzenia.
wiem napewno że w tym jeziorze nikt nie złapie dużej sztuki.
wszystkie duże ryby łapią rybacy z rybaczówki bogaczewo po nocach słychać silniki ja zaciągaja sieci.
napewno niema ryb chyba że takie malutkie które przejdą przez siatkę.!!!!!!!!!!!!!!!!!!
March 14, 2007 7:56 pm 83.9.19.133 | 
|
 | autor - Tomek P. napisał: Ja wypowiem się jako wędkarz łowiący w małych zbiornikach oraz małych rzekach. Najczęściej obławianą przeze mnie rzeką jest Chodelka w woj. lubelskim. Od kilkunastu lat obserwuję spadek jej \"rybności\" oraz przede wszystkim spadek poziomu wody oraz spowolnienie nurtu.
Za ubytek wody i spadek prędkości obwiniam potężne gospodarstwo rybackie pana D. z Pustelni. Człowiek ten wykorzystując przemiany ustrojowe objął we władanie setki ha stawów, wciąż występuje o nowe pozwolenia wodnoprawne, w większości obejmujące korzystanie w wód Chodelki. Stawów przybywa - wody ubywa. Niejednokrotnie miejscowi wędkarze sugerowali problem..ale dla właściciela gospodarstwa (na lubelskie warunki potężnego) to nic nie znaczy.
Człowiek ten bojkotuje również próby montażu mini hydro-elektrowni na istniejących na Chodelce progach wodnych, twierdząc, że zabierze to jemu wodę z rzeki.
Taki miejscowych baronów jak pan D. jest wielu w tym kraju. Nie widziałem kto z kim pił wódkę, ale wiem jak ten kraj działa.
Nie rozumiem w ogóle polityki władz zezwalającej na budowę kolejnych stawów (przez różnych właścicieli). Jak wiadomo Lubelszczyzna dysponuje najrzadszą siecią wód powierzchniowych w kraju i dlatego sieć ta powinna być chroniona. Także z badań przeprowadzonych przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Lublinie wynika, że za zanieczyszczenie Chodelki chlorofilem a odpowiada intensywna gospodarka rybacka (stawy) w jej dolinie.
Kolejna sprawa to kłusownictwo. To jest plaga. Trudno znaleźć nie-kłusującą rodzinę we wsiach wzdłuż Chodelki i Wisły pomiędzy Annopolem i Puławami. Za mało jest strażników SR, za mało policjantów oddelegowanych do tych zadań, za mało kontroli ze strony PZW.
Następna sprawa to kłusownictwo w wykonaniu wędkarzy. Nierzadko obserwowałem jak tzw. wędkarz zabierał siatkę niewymiarowych karpi, płoci czy nawet kiełbi (!) znad Chodelki. Miętusy (niegdyś częste w tej rzece) kłusowane są na odcinku pomiędzy Grabówką a Wolą Rudzką - zimą, wchodzą do rzeki panowie z siatkami i zbierają łup.
Z mojego, lokalnego punktu widzenia problemy można sprowadzić do następujących punktów:
1) brak łowisk - ogromna presja na Wiśle, jeśli chodzi o mnie to jestem za zwiększeniem składek wraz z intensyfikowaniem kontroli,
2) kłusownictwo, w 50% ze strony pseudowędkarzy - kompletny brak działań kogokolwiek, - i tu coś istotnego: NIEPRZESTRZEGANIE PRZEZ TZW. PSEUDOWęDKARZY LIMITóW POłOWóW I WYMIARóW OCHRONNYCH
3) rozrastające się gospodarstwa rybackie wzdłuż dolin rzecznych - mają przeważnie zgubny wpływ na rzeki
4) brak oczyszczalni ścieków, nieszczelne szamba na wsiach, puszczanie rurki do rzeki - wiejska mentalność, no comments
5) brak świadomości, iż czysta woda, ryby, sporty wędkarskie to wiele nowych miejsc pracy i rozwój regionu
Pozdawiam
April 15, 2007 7:35 pm 89.186.5.214 | 
|
 | autor - Michał z Bydgoszczy napisał: Pozwolę sobie tu napisać kilka zdań na temat poruszany wielokrotnie na tej stronie, a mianowicie na temat tragicznej sytuacji rybostanu naszych wód, a zwłaszcza jezior. Nic pewnie nowego do dyskusji nie wniosę, ale jako że temat mnie jako wędkarza \"rusza\" więc napiszę jak ja tę sprawę widzę.
Jak jest dziś, każdy wędkarz wie i nie będę o tym pisać. Każdy kto łowi od lat zapewne w oczywisty sposób dostrzega, że ostatni akt dramatu rozegrał się w ciągu minionych 10 - 15 lat. W tym właśnie okresie szczególnie drastycznie spadło pogłowie ryb o większych rozmiarach, będących atrakcyjnymi dla wędkarza. Nie da się ukryć, że ryby znikły, ponieważ zostały wyłowione, wyłowione w ilościach znacznie przekraczających naturalne zdolności reprodukcyjne jezior, nawet wspomagane sztucznym zarybianiem. Które zresztą na większości jezior przestało funkcjonować. Prawidłowe gospodarowanie stało się fikcją. Patologia dotknęła praktycznie wszystkie akweny!
Kto wyłowił te ryby? Nie znam dokładnych szacunków (są tu na tej stronie) ale zdaje się że winni są w kolejności:
1.My, wędkarze, łowiący ryby zgodnie z prawem.
2.Kłusownicy - również wędkarze kłusownicy i rybacy kłusownicy.
3.Rybacy, działający zgodnie z literą prawa.
Dlaczego tak się stało? W mojej opinii, degradacja naszych wód nierozerwalnie związana jest z przemianami ustrojowymi jakie zaszły w naszym kraju. Wynika to z kilku przyczyn:
1. Gwałtownie polepszyła się dostępność sprzętu wędkarskiego z prawdziwego zdarzenia, który wcześniej był dostępny tylko za dewizy w Pewex - ach; z zachodu przyszła wiedza i technologia - skuteczność przeciętnego wędkarza zasadniczo wzrosła; na to nakłada się również gwałtowny wzrost liczby samochodów, dostępności paliwa a co za tym idzie częstotliwości wyjazdów \"na ryby\".
2. Niestety zasady etyczne i świadomość pozostały na polskim poziomie - kto to widział żeby np. angielski wędkarz zabierał ryby - polski nie ma takich oporów; tutaj też winne są złe przepisy, niedostatecznie chroniące ryby (wymiary, limity).
3. Struktura naszego największego zrzeszenia wędkarskiego, dbającego jak się wydaje głównie o pełną kasę i przywileje działaczy a nie interes wędkarzy jest skostniała, nieefektywna i niedostosowana do realiów - dlaczego nie potrafimy racjonalnie gospodarować nawet na wodach, które tylko my wędkarze użytkujemy? Dlaczego wraz z wzrostem wysokości opłat i ilości członków kół nie idą zwiększone nakłady na racjonalne zarybianie i intensywniejszą ochronę wód? Dlaczego nie propaguje się dostatecznie idei NO KILL? Czy prezesi widzą tylko swoje stołki?
4. Upadek PGRybów ma tragiczne konsekwencje - zanika gospodarowanie na wielu jeziorach wskutek odcięcia dotacji od państwa: powstałe spółki nie mają środków na zarybianie ani ochronę wód przed kłusownikami; bezrobotni rybacy zasilają szeregi kłusowników; pracownicy spółek sami kłusują, ryb ubywa, dochody spółek nadal maleją.. i kółko się zamyka.
5. Bezrobocie i zubożenie społeczeństwa na wielu terenach powoduje, że wiele rodzin kłusuje dla zdobycia żywności.
6. Znikome kary i pobłażliwość wymiaru sprawiedliwości oraz praktyczna nieobecność Straży Rybackich nad wodami oraz ich totalna nieskuteczność powodują bezkarność band kłusowniczych oraz wędkarzy łamiących przepisy.
7. Brak właściwej edukacji społeczeństwa, lekceważenie prawa, widoczne w Polsce na każdym kroku powodują że to łamanie przepisów jest powszechne i tolerowane.
Opisane wyżej patologie trzeba likwidować. Pytanie tylko jak to zrobić? Oczywiście, jednym z rozwiązań jest zaostrzenie przepisów karnych. Ale ważniejsze jest ich egzekwowanie, a z tym jest marnie - potrzeba pieniędzy na odpowiednie służby. A od bezrobotnego trudno ściągnąć wysoką grzywnę. Poza tym, nieodpowiednich nawyków, głupoty i zwykłego chamstwa w społeczeństwie z dnia na dzień wykorzenić się nie da.
Moim zdaniem, równie istotne jest zapewnienie wodom dobrych gospodarzy: podmiotów prowadzących fachową i racjonalną gospodarkę rybostanem, dbających o odpowiednią rybność akwenów, a co za tym idzie o atrakcyjność dla wędkarzy; zapewniających również ich ochronę przed zakusami złodziei - kłusowników oraz przestrzeganie zasad przez wędkarzy. Przecież to może się opłacać! Pozwólmy zarabiać pieniądze tym co potrafią i chcą to robić, przecież chętnie zapłacimy za licencję, jeżeli woda obdarzy nas pięknym okazem szczupaka, nawet jeżeli trzeba będzie go wypuścić. Również my, wędkarze, zrzeszeni w różnego rodzaju organizacjach przecież możemy być takimi dobrymi gospodarzami wód. Oczywiście, Państwo musi czuwać nad prawidłowością gospodarowania, w zgodzie z zasadami zrównoważonego rozwoju i ochrony przyrody, aby nie zamienić naszych jezior w stawy hodowlane w których pływają wyłącznie karpie.
Konkursy dla dzierżawców to moim zdaniem krok w dobrym kierunku, ale wykonanie beznadziejne: nie ma praktycznie żadnej kontroli nad działaniami \"uprawnionych do rybactwa\"; uprawnienia uzyskują niewiarygodne podmioty nie będące w stanie wykonać nawet części założeń operatu rybackiego, licencje udzielane są nierzadko w co najmniej niejasny sposób, nie ma woli przeciwdziałania próbom rabunkowej eksploatacji.. A krótkie okresy dzierżawy nie sprzyjają prowadzeniu gospodarki z prawdziwego zdarzenia! Przecież żaden inwestor nie wyłoży pieniędzy na zarybienia, infrastrukturę i ochronę wody jeżeli za 5 lat, kiedy dopiero jego inwestycja zacznie się zwracać, straci prawo do użytkowania wody.
Uważam, że najważniejsze są zmiany przepisów w zakresie udostępniania wód do gospodarowania, oraz w zakresie kontroli prawidłowości tego gospodarowania tak jak i w zakresie zwalczania kłusownictwa. Niestety, zwiększenie kontroli wiąże się z kosztami dla Państwa, jednak z czasem te koszty niewątpliwie zwrócą się dzięki wpływom z podatków od efektywnie działających podmiotów gospodarki \"wędkarskiej\". Mam nadzieję że tak właśnie będzie, tak jak to się stało na Zachodzie, gdzie mimo dużej presji wędkarskiej są rybne wody. Dlatego w pełni popieram działania Gospodarzy tego portalu w kierunku zmian obowiązującego prawa. Liczę na to, że jeszcze uda się uratować sytuację.
Z poważaniem - Michał z Bydgoszczy.
May 10, 2007 10:11 pm 83.8.189.55 | 
|
 | autor - Bolek vel Wędkoholik napisał: Michał jest już w październiku złożony w MinRolu projekt nowej ustawy, który obejmuje swą treścią to co napisałeś. Niestety minister nie informuje nas o losach projektu. W marcu napisaliśmy pismo w tej sprawie i do dziś nie otrzymaliśmy odpowiedzi.
May 11, 2007 6:22 pm 62.121.110.8 | 
|
 | autor - Mariusz napisał: Do póki w śród nas są w większości psełdo wędkarze-mięsiarze niewiele się zmieni.U nas w Łódzkim późną jesienią zarybiono staw karpiem kroczkiem...Dwa tygodnie później z tego zarybienia pozostało może10%!Jak to mówią \"Starzy Wędkarze\"Karpik to karpik.Za mało kontroli!!!Jestem za wprowadzeniem wędkarstwa sportowego.Co do zarybień to już inna bajka.Płacimy kupę kasy,a za tą kasę władze PZW rozbijają się Mercami!A jeśli chodzi o nasz rząd,to nic nie dadzą pisma,podpisy i inne duperele skierowane do nich...Mają nas w D..IE tak jak cały nasz kraj.Ważne że im jest dobrze.
May 8, 2008 9:13 pm 85.89.191.10 | 
|
 | autor - kamil wałbrzych napisał: niech sie minister buja z ta swoja mowa trawa
August 23, 2008 6:50 pm 77.253.162.27 | 
|
|
Dopisz swój komentarz
w razie potrzeby możesz skorzystać z pomocy i objaśnień
Jeżeli chcesz zrezygnować, jeszcze możesz.
Każdy ponosi odpowiedzialność za treść umieszczanych przez siebie komentarzy. Zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarzy sprzecznych z ideą wędkarstwa, działających na jego szkodę, niezgodnych z prawem oraz wulgarnych. Natomiast mile są widziane wpisy o tematyce wędkarskiej.
>>GÓRA<<
|
 |
|
 Wędkoholik POLECA




Ratujmy Szczupaka
Na adres redakcji Wędkarstwa Jeziorowego wpłynął komunikat Salmo Fishing Clubu.
Zamieś- ciłem go w części poświęconej ratowaniu tego gatunku. Przeczytaj- cie i skontaktujcie się z SFC.
Nie bądźcie obojętni na sprawę

Ratujmy Ryby
W polskich wodach w zas- traszającym tempie maleje
rybostan. Niektóre gatunki są poważnie zagrożone. Przyczyn jest wiele. I choć ryby głosu nie mają, czas najwyższy by
przemówiły naszym wędkarskim dzia- łaniem. Nie bądźmy obo- jętni na sprawę.

Karpiowanie
W związku z narasta- jącym zainteresowaniem wędkarstwem
karpiowym, założyliśmy niezależny portal Karpiowanie.
Serdecznie zapraszamy do uczestnictwa w życiu portalu o karpiowaniu.

Nowości na stronie
Jeśli chcesz zobaczyć co nowego ukazało się na stronie,
zajrzyj tu.

Lake Fishing Club
We wrześniu powstał kole- żeński klub wędkarski.
Wspólne wędkowanie i wymiana doświadczeń to nasz cel. < więcej >
|
|
 |