| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |


Strona Główna



Rybiografia



Łowiska



Siedliska Ryb



Metody i Techniki



Karpiowanie



Sprzęciarsko



Przysmaczanie



Przepisy Prawa



Ratujmy Ryby



Opowiadania



Bibliografia



Kuchnia



Foto Galeria



Batymetria



Forum



Kontaktowalnia



Księga Gości



Lake Fishing Club



Linki Wędkarskie



Linkownia




Kuchnia Rybna

Znasz smakowite potrawy z ryb? Możesz się tym podzielić z innymi. Napisz do nas, a zamieścimy przepis na stronie.


Przysmacz Rybkom

Masz wypróbowane prze- pisy zanęt, czy przynęt i chciałbyś podzielić się tym z innymi? Napisz do nas, a my je opublikujemy tu na stronie.


Łowiska Jeziorowe

Jeśli znasz ciekawe ło- wiska i zechcesz się tym podzielić z nami, prześlij opis, a opublikujemy.


Sprzętowo

To nowy dział zawierający opinie, recenzje i pomysły związane ze sprzętem wędkarskim. < więcej >


Linkownia

W linkowni możesz zna- leźć ciekawe i darmowe programy wędkarskie.
< więcej >



Lobo  

Nie chodzi tu absolutnie o nazwę jabłek. Chodzi o jeden z warmińskich błękitnych kwiatów na zielonej łące. Od dawna mamy jechać z Andrzejem nad to jezioro. Niestety w ostatniej chwili, z przyczyn niezależnych od Niego, odwołuje swój wyjazd. Ja jestem już zbyt naładowany, by tym razem odpuścić. W piątek nad ranem, ale jeszcze w nocy, wyjeżdżam samotnie, by rozkoszować swe zmysły pięknem przyrody.

Jadę na spotkanie z uroczym miejscem, którego całkowicie nie znam. To pierwszy wyjazd nad to jezioro. Postanawiam, że pierwsza wyprawa będzie poświęcona poznaniu wody, więc na bagażniku obowiązkowo jedzie ze mną moja niebieska skorupka, a w pokrowcach są same spinningi. Tylko na co ich tyle, pewnie połowa by wystarczyła, ale sami wiecie jak to jest. Nie weźmie się czegoś, to później człowiek żałuje. Zabrałem dwie skrzynie blach, wirówek, gum i woblerów. Jeszcze w czwartek dokupiłem dziesięć Rapali i trochę wahadeł. A, jeszcze myszkę do połowów powierzchniowych dokupiłem i wolframy. Jednym słowem bójcie się zębacze.

Gdy dojechałem do celu właśnie wzeszło słońce i ostro poczęło przebijać się przez gałęzie drzew. Zapowiadał się kolejny piękny dzień. Szybko rozpakowuję graty w gościnnym pokoju miejscowych gospodarzy. Widok z okna mam wprost na jezioro. Woduję łódź i rozpościeram wędki. Teraz jeszcze pozostaje podjechać do sklepu, by wnieść opłatę za wędkowanie. Jednak za nim znajdę się w sklepie kontaktuję się z Isabell. Długo nie trzeba namawiać, wraz z Krzysztofem postanawiają po pracy odwiedzić mnie nad jeziorem.

Ja tymczasem zapłaciłem 35 złociszy za trzy dni szaleństwa ze spinnami na wodzie. W końcu odbijam od pomostu i wypływam na jezioro.

Ten dom z czerwonym dachem to moje lądowe lokum. Jakże przyjemnie jest wdychać to pachnące jeziorową wodą powietrze. Wreszcie w swoim żywiole na jeziorze.

Najpierw postanawiam porozglądać się wokół po jeziorze. Ciekawość każe zapomnieć o wędkach. Co też to za woda?

A tu dostrzegam pierwszego łabędzia. Płynie wprawdzie w oddali, ale i tak jego widok mnie cieszy.

O jest i drugi

Jest i kolejna para tych dostojnych, skrzydlatych, białych królewskich ptaków.

No ale czas na zarzucenie wędki. Na pierwszy ogień wybrałem kawałek zatoki, który wydał mi się możliwie najszybszy do spenetrowania. Mam cały czas w pamięci, że po południu przyjedzie Iza z Krzysztofem, by wspólnie połowić. Głębokość w tym miejscu nie przekracza 2,5m., a miejscami ma nie więcej jak półtora. Na pierwszy rzut idą w ruch woblery i wirówki. Potem próbuję wahadłówek. Szybko dochodzę do wniosku, że jednak najlepiej spisują się płytko chodzące woblerki. Gumisie pozostają w odwodzie na później. Rzucam sprawdzając głębokość wody i znajdującą się w niej roślinność. Jednocześnie obserwuję inne łódki na jeziorze, a szczególnie bacznie przyglądam się tym miejscowym wędkarzom. Oni mogą szybko naprowadzić na najbardziej poszukiwane miejscówki szczupłych.

Czas szybko mija i wracam do bazy by się posilić i czekam na spotkanie w realu. Trochę błądzą ale wreszcie docierają około 17,00 nad jezioro. Iza z Krzysztofem rozkładają sprzęt i idziemy na pomost. Chcą trochę się rozruszać, a przy okazji wypijamy po pywku. Jak się okazało są nad tą wodą pierwszy raz, mimo że jest blisko od ich miejsca zamieszkania. Wyrażają zadowolenie, iż tu przyjechali. Ich rudy piesek szaleje wprost z radości i zażywa pierwszej kąpieli. W końcu wypływamy na jezioro dwoma łódkami. Zastanawiamy się gdzie płynąć. Proponuję zatokę, która przez cały dzień tonęła w słońcu. Woda pewnikiem się trochę musiała podgrzać i są szanse na zębatego.

Oni rzucają gumami, a ja dalej trenuję nowo nabyte Rapalki.

Mam branie typowo okoniowe, potem drugie. Ale obydwa schodzą, pewnikiem przyczyną jest ich piński okołokoniowy rozmiar. Ma się już ku zachodowi, gdy Krzysztofowi siada odpływający zaczep. Po chwili już czuje, że to zębaty zagryzł gumisia i próbuje ucieczki. Nagle okazuje się, że podbierak zostawili w bagażniku. Podnoszę kotwicę i podpływam do nich. Iza zgrabnym ruchem podejmuje do mojego podbieraka zdobycz Krzysztofa. Jest już na czym oprzeć oko. Chodzi mi o szczupaka, bo na Izie to wiadomo. Ten cętkowany zwierz ma 2,75kg. Daję im jeszcze agrafkę z linką i po chwili kaczodzioby pływa grzecznie na smyczy przy łodzi. Pewnie jak wywołają zdjęcia to sami o tym napiszą. Ja pokażę trzcinowisko przy którym padł zębaty.

W końcu robi się ciemno i postanawiamy wracać. Pokazuję im mój sprzęt zładowany w całym pokoju. Zwiedzają zakątki mojej siedziby i są pełni podziwu dla panujących tu warunków bytowych i czystości jaka panuje wokół. Siadamy na werandzie budynku i biesiadujemy do późna. Opowieściom i dyskusjom końca nie ma i tematów ogrom. Pies w tym czasie nie próżnuje, tylko znosi patyki i pod stołem struga zębami co i raz nowego woblerka. Około północy rozstajemy się z żalem, że czas tak szybko minął.

W sobotę cały dzień wojuję na wodzie. Postanawiam obrzucać trzcinowiska. Jest gdzie to robić bo przybrzeże jest prawie całe tymi roślinami obrośnięte.

Wrzucam pod trzciny, a właściwie pomiędzy nie i pod kapelusze grążeli. Właśnie takie luki idące w głąb trzcin dają największą szansę na efekt.Ciężko trafiać i nie zawadzać o roślinność, bo wiatr robi swoje, ale trening czyni mistrza i po pewnym czasie praktycznie prawie wszystkie rzuty są celne. Przepływam koło starego i walącego się już pomostu i zastanawiam się czy przypadkiem przy palach w roślinności nie kryje się drapieżnik. Tu właśnie trafiam pierwszego swojego na tym jeziorze szczupaczka.

Obrzucałem w ciągu dnia sporą ilość trzcinowisk. Tu trafiłem dwa okonie, a z łąki podwodnej rzucając wzdłuż sięgnąłem drugiego zębacza.

W sumie nie są to duże rybki ale i tak się cieszę. Okazało się, że najbardziej łownym był gumiś w kolorze czerwono różowym w kształcie rybki z twisterowym ogonkiem.

Poznałem kawałek jeziora. Jest masę łąk i prawie cała zatoka o rozmiarach ponad 10ha stwarza wspaniałe warunki do rozwoju kaczodziobych. Przy brzegu pełno pływa ołówków. Aż gęsto. To dobrze rokuje na przyszłość. Z rozmów z emerytowanym rybakiem dowiaduję się, że są również niezłe liny. Rybacy nie odławiają w bezmyślny rabunkowy sposób, co pozwala mieć nadzieję na przyszłość. Z resztą w okresie tarła nikt tu nie śmie polować na szczupaki czy inne ryby. Są jakby pod szczególną ochroną i każdy ma na względzie poszanowanie ryb. Może właśnie dlatego można tu połowić jeszcze szczupaki. Miejscowe małżeństwo w ciągu soboty złapało ponad 15 szczupaków. Oczywiście zdecydowana większość wróciła do wody.

W niedzielę zaczyna się chwilami załamywać pogoda i choć nie pada, to zmiany ciśnienia fatalnie odbijają się na żerowaniu ryb. Praktycznie w ciągu dnia pada tylko jeden szczupak i to schodzi przy łodzi. Postanawiam zająć się podglądactwem ptactwa wodnego. Właśnie w oddali przepływają gęsi.

>

A co to za peryskop?

No tak teraz już wiadomo do kogo należy.

Tu mamy gniazda kaczek.

Na jednym z nich urzęduje właśnie kwaczące ptaszysko.

Nie zrażając się brakiem zooma w aparacie, próbuję wypatrzyć wśród trzcin jeszcze jedną kaczkę. Mam ją, daleko w głębi przy trzcinach.

W końcu znalazłem się przy zatoczce, z której odpływa jedyny strumyk z tego jeziora. Dopływów nie ma.

Nawet nie spostrzegłem się gdy dzień zbliżył się ku końcowi. Zachód słońca jednoznacznie oznajmiał przykrą wiadomość, że moja wyprawa na Warmię dobiegła swego kresu i czas się pakować w drogę powrotną.

Gdy piszę tę relację już w głowie tworzy się pomysł na następne spotkanie z Jeziorem Loby.

Bolesław "Wędkoholik" Michalski


– Komentarze –

Dopisz swój komentarz

Każdy ponosi odpowiedzialność za treść umieszczanych przez siebie komentarzy. Zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarzy sprzecznych z ideą wędkarstwa, działających na jego szkodę, niezgodnych z prawem oraz wulgarnych. Natomiast mile są widziane wpisy o tematyce wędkarskiej.

>>GÓRA<<


Wędkoholik
POLECA









Ratujmy Szczupaka

Na adres redakcji Wędkarstwa Jeziorowego wpłynął komunikat Salmo Fishing Clubu. Zamieś- ciłem go w części poświęconej ratowaniu tego gatunku. Przeczytaj- cie i skontaktujcie się z SFC. Nie bądźcie obojętni na sprawę


Ratujmy Ryby

W polskich wodach w zas- traszającym tempie maleje rybostan. Niektóre gatunki są poważnie zagrożone. Przyczyn jest wiele. I choć ryby głosu nie mają, czas najwyższy by przemówiły naszym wędkarskim dzia- łaniem. Nie bądźmy obo- jętni na sprawę.


Karpiowanie

W związku z narasta- jącym zainteresowaniem wędkarstwem karpiowym, założyliśmy niezależny portal Karpiowanie. Serdecznie zapraszamy do uczestnictwa w życiu portalu o karpiowaniu.


Nowości na stronie

Jeśli chcesz zobaczyć co nowego ukazało się na stronie, zajrzyj tu.


Lake Fishing Club

We wrześniu powstał kole- żeński klub wędkarski. Wspólne wędkowanie i wymiana doświadczeń to nasz cel. < więcej >


Dziś mamy
Copyright © 2003  Bolesław"Wędkoholik" Michalski