Koszmar, czy wspomnienia
Włączam rano telewizor. W rogu ekranu widnieje drobnym drukiem napis: Su 08:15. Leci właśnie jakiś program przyrodniczy. Powoli przestaję zwracać uwagę na ekran i zagłębiam się we wspomnienia.
W zeszłą niedzielę byłem u kolegi wypróbować nowe 1000-litrowe akwarium. Szyba przednia przepisowo z lustra weneckiego, żeby nie stresować ryb swoją obecnością. Pamiętam, wziąłem swoją nową 20 cm wędkę z jakiegoś nadzwyczajnego włókna, wykonaną według najnowszych technologii. Ileż mieliśmy frajdy. Nowo wpuszczone karasie i okonki brały na ochotkę jak zaczarowane. Nęciliśmy suszonymi dafniami z jakimś ciekawym zapachem.
Przypomniało mi się jak to w 2001 r. jeszcze w grudniu złapaliśmy na żywca po pięknym szczupaku na wigilię. Tak to dawne czasy. W przerwie na herbatę oglądaliśmy zdjęcia. Pokazałem mu pięknego karpia złapanego latem 2002 r. Potem już takiego nie złapałem bo właśnie tegoż roku na świąteczny prezent otrzymaliśmy zakaz nęcenia, a w następnym roku wszedł zakaz używania kukurydzy, grochu itd. Tłumaczono wtedy, że wędkarze korzystają z ziaren konserwowanych. Protestował nawet przemysł przetwórczy, ale i tak nici z tego. Podobno nie trawione konserwanty nasycały rybie odchody i te nie ulegały naturalnemu rozkładowi. Prowadzono podobno nawet jakieś badania naukowe na ten temat.
Kolega zauważył, że to w tym samym czasie zakazano stosowania robaków ze względu na jakieś katusze przeżywane na haczyku. Próbowano zastosować sztuczne robale z jakimiś tam kiwającymi się spławikami, co by wywoływało ruch silikonowego robaczka w wodzie, ale efekty były mizerne i metoda upadła.
Złapałem właśnie w naszym mini akwenie okonka i przypomniało mi się jak to na wiosnę w 2004 r. zakazano połowów spinningowych. Motywowano, że drapieżniki łamią sobie zęby na przynętach i później cierpią, bo nie mogą nic jeść, aż nowe im nie wyrosną. Próbowali wędkarze jeszcze przekonywać, że może pozwolić na gumy, ale i to upadło. Naukowcy twierdzili, że obgryzane gumki zalegają w przewodach pokarmowych.
Znowu łapiemy z kolegą. W akwarium aż się roi od pięknych sztuk. Kolega właśnie ciągnie pięknego kiełbia, a ja już szukam małej siateczki na drucianym uchwycie, żeby mu podebrać ten ponad 10 cm okaz. Ależ to były emocje adrenalina uderzyła koledze tak mocno, że musiał usiąść w fotelu z wrażenia. Zapalamy papieroska, a On patrzy na kiełbiowe kropki i przypominają mu się potokowce.
Muszkarstwo zresztą też padło, kiedy ktoś w MinRolu dopatrzył się, że włosie z much może zakłuć pysk ryby i w ranę może wdać się zakażenie. Ale wracamy do łowienia. Kolegę nie opuszcza szczęście. Na wędce z kawałkiem moczarki siadł tłusty glonojad. Na początku ostro szalał po ściankach akwarium, ale w końcu dał się wyprowadzić na kawałek czystej wody i wylądował w podbieraku. Ależ się szamotał w tej siatce z pończochy. Wypuszczamy go z powrotem do wody, bo to cenny gatunek. Trudno go dostać na rynku. Otwieramy nad akwaryjnym łowiskiem po puszce piwa i zaczynamy znowu wspominać.
Znowu schodzimy na tematy nakazów i zakazów. Sprawy wracają jak bumerang. Teraz gadamy jak to było gdy wprowadzono zapis, że wędka nie może być zakończona haczykiem, bo rani rybę wywołując ból. W tej sprawie nawet ostro się sprzeciwiało ZG PZW i w końcu przedstawiło kompromisowe wyjście, aby dodać punkt z odstępstwem od tej zasady w przypadku, gdy ostrze haczyka będzie zakończone kulką zabezpieczającą wykonaną z miękkiego tworzywa.
W internecie pojawiał się artykuł za artykułem w tej sprawie. Nie nadążano z przerobieniem tekstów i ukazywały się z takim opóźnieniem, że niektóre traciły całkowicie na aktualności. W końcu doszliśmy do wniosku, że przepisy dotyczą tylko wód śródlądowych i postanowiliśmy przenieść wędkarstwo do mieszkań. Obowiązuje przecież demokracja i pluralizm, co nie jest zabronione, jest dozwolone. WCWI zmieniło zresztą nazwę na Wędkarskie Centrum Wiadomości Akwarystycznych, no i w 2006 r. rozwinęła się nowa dziedzina - łowiectwo akwarystyczne.
PZW założyło też swoje akwaria, ale każdy woli łowić u siebie. Za słono sobie liczą i pozwalają nęcić tylko glinką. Siedzę sobie spokojnie w fotelu ze swoimi wędkarskimi wspomnieniami z przed tygodnia, a tu wpada do mnie kolega i już od drzwi woła "Ty wiesz co się stało, włącz Dziennik!". Przerzucamy nerwowo programy i nagle słyszymy, że właśnie wchodzi zakaz wędkarstwa akwarystycznego, jako barbarzyńskiego i niehumanitarnego sposobu dręczenia ryb. A to pasztet, znów prezent na święta.
Teraz szybko włączamy komputer i ładujemy stronę WCWA. Trwa zażarta dyskusja. W końcu ktoś poddaje myśl zejścia do podziemia. Nikt nie protestuje, nikt nie podnosi, że to będzie kłusownictwo. Sprawa przegłosowana...
Nagle czuję potworne tarmoszenie. To żona mną potrząsa i mówi "wstawaj, miałeś jechać na okonie spod lodu, piękną pogodę zapowiadali, zapomniałeś?!". Przecieram oczy i powoli przy porannej kawie dociera do mnie, że to był tylko koszmarny sen. Oby się nie sprawdził.
Bolesław "Wędkoholik" Michalski
– Komentarze –