Kłusownictwo, Mięsiarstwo i ...
Od początku lat dziewięćdziesiątych w szybkim tempie wzrastać zaczął proceder kłusownictwa rybnego. Niskie kary, a wręcz bezkarność, powodowały powstawanie mafii kłusowniczych. Kompletny brak zrozumienia przez prokuratury i sądy narastającego problemu, zachęcały wręcz do kłusownictwa. To zaowocowało przez 15 lat źle pojętej demokracji i wolności gospodarczej, przy kompletnym braku służb ścigania, rozpasanie się procederu do granic, jakie nie mają i nie miały precedensu w Polsce.
Dziś żeby zacząć walkę z tym przestępstwem, musi się zmienić kwalifikacja prawna tych czynów. To jest po prostu ordynarna kradzież i nie ma na to żadnych usprawiedliwień. Nie może być traktowana jako mała szkodliwość społeczna. Wiele wykroczeń powinny być traktowane jako przestępstwa. Tylko dotkliwe kary i nieuchronność jej poniesienia może być skutecznym lekarstwem na kłusoli. Zdaję sobie sprawę, że zera nie da się zniszczyć kłusownictwa, ale na pewno da się skutecznie i satysfakcjonująco ograniczyć. Prawo musi być surowe wobec tych przestępstw. Należy szukać nie tylko prostych rozwiązań, ale również tych dodatkowych, wymyślniejszych.
Często jest tak, że kłusownicy dysponują lewymi fakturami wystawianymi przez rybaków. Nie trudno prześledzić nieuczciwych rybaków i udowodnić im wystawianie lewych dokumentów. To może zainteresować również US, bo z reguły da się wówczas wykazać oszustwo podatkowe. Rozumiem oburzenie, przecież płacą podatki. Ale wystawiając dokumenty sprzedaży towaru, dają dokument księgowy w pozycji koszty przedsiębiorstwom o większych obrotach i płacących znacznie większe podatki z innej skali podatkowej, a to już może mieć wpływ na uszczuplenie kasy US. Tych rybaków wówczas nie trzeba wsadzać do więzień, aby odstawić od procederu. Za jawne oszustwo podatkowe, dokonane z pełną świadomością i premedytacją można przyłożyć już dziś bez zmiany przepisów wysoki, pieniężny wymiar kary, po którym by się nie podnieśli do końca życia. Jednocześnie byłaby to nauczka dla pozostałych. A zakłady, które przyjęły taką fakturę mają też głównych księgowych, dyrektorów i prezesów.
Ich też bym nie wsadzał do pierdla, tylko rąbał takie kary finansowe, ale nałożone bezpośrednio na nich, żeby inni bacznie uważali, co robią. Tu już można wówczas karać za dwie sprawy: oszustwo karno-skarbowe i działanie narażające na szkodę przedsiębiorstwo. Ktoś faktury księgował, towar na stan przyjmował, więc wiedział co robi.
Skończyłbym z rozmowami Policji i PSR-u przez radiostacje. Od tego są telefony komórkowe, które znacznie trudniej podsłuchiwać. Żadne podjeżdżanie na zbiórki przed komendami. To muszą być brygady PSR doskonale wyszkolone do zwalczania zorganizowanej przestępczości. Te brygady wyposażone winny być w noktowizory i takież kamery, nowoczesne środki łączności, a nie krótkofalówki, jakie ma zwykła policja. Nie wspomnę już o odpowiedniej broni palnej i tego typu nowoczesnych urządzeniach i wynalazkach. Jednym słowem max wyposażenie ludzi do zwalczania zorganizowanej przestępczości. Tylko dobrze wyposażone brygady mają szansę stawić czoło gangom kłusowniczym. No i uposarzenie funkcjonariuszy musi być w wysokości eliminującej możliwości korupcyjne.
Akcje nie muszą być przeprowadzone od razu, bo złapie się wówczas płotki. Obserwacja, zbieranie dowodów, tak aby dotrzeć choć do tej drugiej linii, która załatwia zbyt i legalizuje cały proceder. Dopiero wtedy zrobić uderzenie. Zapytacie: i co im można zrobić. Zakładam, że już jest po zmianie kwalifikacji czynu. A no można ich oskarżyć o kradzież, handel bez zezwolenia lub praca na czarno bez uzyskania zezwolenia na działalność gospodarczą, posiadanie narzędzi rybackich bez zezwolenia, niepłacenie podatków od zysków. A drugą linię o handel rybami pochodzącymi z kradzieży, paserstwo, współudział w kradzieży, brak zezwolenia na działalność gospodarczą, nie płacenie podatków dochodowych od zysków, nakłanianie do przestępstwa skarbowego rybaków, którzy wystawiają lewe faktury, transport ryb bez dokumentów ich legalnego pochodzenia, bo biorąc od kłusowników z podstawowej linii wiedzą, że papiery nie są na te ryby, współudział w zorganizowanej
przestępczości.
No jak widać można co nieco znaleźć na takich drani. Zapytacie: i co dalej i skąd wziąć na to pieniądze? Też mam odpowiedź, może nie do końca się z tymi moimi wywodami wszyscy zgodzą, ale ja wypowiadam tu swoje zdanie. A no z kar z tych złodziei i bandytów. Przecież do takiego procederu używali radiostacji, komórek, samochodów, motocykli, czasem łodzi. To wszystko w tym wypadku powinno być zarekwirowane jako narzędzia użyte do działań przestępczych. Za wymienione tutaj winy nie wsadzałbym do ciupy, tylko karał finansowo. Nic tak nie leczy jak kieszeń. W pierdlu by się tylko zdeprawowali do końca. To już byłaby również dbałość o resocjalizację. A kary powinny być takie, by starczyło na pokrycie akcji organów ścigania i sprawiedliwości. Również na ponowne zarybienia w celu odnowienia populacji rybostanu, co wymagałoby zarybień przez kilka sezonów. Przecież Ci z drugiej linii jakieś tam majątki mają. Chałupki pewnie lepsze niż te, oglądane na co dzień. Też mogą iść pod młotek, a takiemu tylko barak, z wychodkiem na podwórku zostawić. Łupać tak wysokie kary, aby nie mogli się podnieść przez najbliższe dziesięć lat. Drudzy by się zastanowili czy taki proceder się opłaca.
No i teraz przejdę do tych bonzów mafijnych. Część z Was pewnie powie, że oni pozostaną nietknięci. Skoro nie złapie się ich na procederze, to jak im dokuczyć? A do tego, czy nie zaczną organizować procederu od nowa? Przy wysokich wyrokach finansowych wystarczy temu, który wskaże tych królów mafii, zaoferować złagodzenie wymiaru kary. Można rzec, że to jest przekupstwo, ale ja to traktuje jako jedną z metod walki z zorganizowaną przestępczością. Mając konkretnych ludzi można ich usadzić spokojnie - niekoniecznie za ten proceder. Pamiętacie, za co poszedł siedzieć Al Capone? Nie ma byka, by dobry kontroler z Izby Skarbowej nie udowodnił posiadanie majątku, na który nie wskazują zeznania podatkowe. Dobry kontroler znajdzie nawet pralnie forsy, jeśli takowy proceder też miał miejsce. No i zamiast za kłusownictwo można pozbawić majątków i tu już wsadzić na lata do pierdla tych mafiozo, zwyczajnie za oszustwa podatkowe. Amerykanie to potrafili, a my to co gorsi? Chyba nie.
Kiedy głoszę tego typu tezy, spotykam się z zarzutami, że obserwacje przez lornetki, czy zbieranie dowodów poprzez filmowanie procederu kłusownictwa jest zamachem na wolność ludzi. Uważam to za przegięcie. Jeśli służby ścigania przestępców, nie będą mieli możliwości stosowania technik operacyjnych, to nie będą mieli szans na złapanie przestępców. Przecież każdy człowiek ma prawo w miejscu publicznym nad wodą używać lornetki, czy robić filmy i zdjęcia. Poza tym, jeśli nie można stosować tak prostych sposobów, to jak mamy walczyć z łobuzami?
Niektórzy bardzo wyraźnie wskazują na konieczność "odcięcia ryja od koryta", czyli uderzenie w handlowców, restauracje oraz smażalnie. To oczywiście dobry sposób, ale wyeliminowanie skuteczne kłusowników, ma duże znaczenie. Nie ma popytu, to bezcelowa staje sie podaż. Jednak jedno ale... Jeśli tej hydrze nie odetnie się łbów, to gotowa przenieść się na inny teren działalności przestępczej. Mimo to całkowicie popieram poważne i kompleksowe kontrole odbiorców rybiego mięsa, ale z zastosowaniem kontroli krzyżowych, mogących ujawnić dostawców i kombinacje z lewymi dokumentami.
Inny wymiar ma kłusownictwo powodowane głodem i nędzą. Jednak choć serce się kraje, to pobłażliwość nie przyniesie oczekiwanych efektów. I nie chodzi tu oto że jestem bezdusznym zwierzęciem, ale oto, że mafie doskonale zdają sobie sprawę z sytuacji i często na pierwszy ogień wysyłają właśnie tych nieszczęśników.
Kolejną grupą kłusowniczą są pseudo wędkarze, którzy łamią notorycznie przepisy dla chęci zabrania mięsa. To wbrew pozorom grupa dziś spora i powodująca spore spustoszenie wśród rybostanu. Tak jak już wcześniej pisałem rocznie kradną około 10 tyś. ton ryb. Oprócz dotkliwego karania finansowego takich kłusowników, zabierałbym karty wędkarskie na wiele lat. Tu tak jak i w poprzednich sytuacjach rekwirowałbym wszystko, co służyło do tego procederu. Jeśli samochód służył do przewożenia ryb to też bym rekwirował. No i co odważy się taki wtedy ładować ryby do kufra, by nie było ich widać?
Tylko w ten sposób można odstraszyć od popełniania przestępstwa. Kłusownictwo nie może się opłacać. Kary muszą być tak dotkliwe, żeby odstraszały nie tylko mafijnych złodziei, ale również tych drobnych. Osobiście nie przyjmuję argumentów, że można tych ludzi wychować i nauczyć uczciwości. Są to najczęściej niepoprawni recydywiści, jeśli tylko widzą możliwość zarobienia. Ich można zresocjalizować jedynie nieuchronnością i wysokością kary za proceder.
Wskutek nieprecyzyjnych zapisów przepisów prawnych mamy również do czynienia z cwaniakami, którzy to wykorzystują i łowiąc ryby wykraczają poza wszelkie normy przyzwoitości wędkarskiej etyki. Oni kłusują, ale tak, że w zasadzie nic nie można zrobić, bo prawo na to zezwala. Żeby w skrócie uzmysłowić jak to wygląda, to dam przykład. Otóż wszyscy orientujemy się jak uzbraja się ripery. Natomiast owi uzbrajają w ciężkie ołowie z dużymi kotwicami, mieszczącymi się jeszcze w przepisach i łowią na szarpaka, zasłaniając się prowadzeniem z podrywaniem od dna (skokami). Widać na tym przykładzie, że prawo jest nieszczelne i musi tu nastąpić precyzyjne określenie technik połowu tak, aby kłusolom zabrać możliwość wykorzystywania luk prawnych. To jest konieczne, by walka z kłusownictwem miała sens.
Wielu twierdzi, że doskonałą drogą do naprawy sytuacji jest perswazja. Przemawiać do rozsądku można jedynie mięsiarzom, którzy w swej chciwości mają jednak szacunek do prawa i choć powodują spustoszenie wśród rybostanu, to nie wykraczają poza normy prawne. Ciągłe tłumaczenia i okazywanie dezaprobaty dla przesadnej chciwości, a także jak już wspominałem, dla próby wyrównania sobie nakładów poniesionych na wędkarstwo, mogą przynieść efekt pozytywny. Może w końcu dotrze do nich, że rybę należy szanować, a nasze hobby to przyjemność obcowania z przyrodą. Dać im do obejrzenia < filmy > z takimi przykładami, niech popatrzą i przemyślą, co przynosi więcej satysfakcji. Ale to bardzo trudna droga i wyboista, ze względu na głęboko zakorzenione przeświadczenie, że wszystko robią zgodnie z prawem, więc nie czynią szkód. Poza tym to niepoprawne przekonanie, że tylko głupi wypuszcza złowione ryby, bo to są przecież jego, a składka musi się zwrócić. Nawet nie zdają sobie sprawy, że brak ryb w wodzie, to bardzo często właśnie i ich zasługa. Jednak jakoś dziwnie nie mam przekonania do skuteczności perswazji do tej grupy ludzi. Raczej zaostrzenie limitów tu pomoże, bo albo się dostosują, albo zostaną kłusolami, a wtedy można z nimi rozmawiać jak wyżej napisałem.
Można próbować rozmową dotrzeć do zabierających swe trofea dla udokumentowania osiągnięć. Tu można jeszcze odwoływać się do rozsądku i pokazywać jak wielką przyjemnością jest wypuszczanie ryb wolno. Z reguły to porządni wędkarze, którzy nie zdają sobie sprawy, że właśnie tych największych ryb jest najmniej, bo to szczyt piramidy populacji. Po prostu nie zdają sobie sprawy, że pozbawiają wodę tych najwspanialszych dzieł natury. Ale należy tu mieć zrozumienie i w żadnym wypadku nie wolno tych ludzi napiętnować, czy też ganić. To moje zdanie. Należy tłumaczyć i przekonywać. Na pewno wysłuchają ze zrozumieniem. Wcześniej, czy później, polubią styl zachowań, w którym okazałe, duże ryby odzyskują wolność i będą w końcu robić foty nad wodą, a nie < w wannie >. No właśnie widać jak na dłoni, że ten wędkarz miałby chyba dużo więcej przyjemności z pokazania foty tego szczupaka w plenerze nad
wodą lub filmu z uwalniania taaaakiej ryby. Miałby co pokazywać przez lata i znacznie lepiej przypominałyby mu wspaniałą wyprawę, takie plenerowe, zatrzymane w kadrze przeżycia. Bo czyż nie jest przyjemniej popatrzeć na takie < obrazki >.
Według mnie największwą szansą dotarcia z nauką o szacunku i oszczędzaniu pogłowia ryb oraz na stworzenie zdrowego wędkarstwa, jest uczenie młodzieży. Młody wędkarz jest najbardziej chętny do przyjmowania argumentacji i dobrych przykładów oraz nabierania dobrych przyzwyczajeń. I tu nie powinniśmy szczędzić wysiłków, by rozmawiać z młodzieżą i przekazywać im zdrowe zasady. Pamiętajmy, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąca.
Mam nadzieję, że doczekam się czasów, w których kłusownictwo będzie marginalne, a wędkarze na rybę będą patrzeć nie jak na mięso, a jak na kochane zwierzę, któremu należy się szacunek.
Bolesław "Wędkoholik" Michalski
– Komentarze –
Dopisz swój komentarz