Zapraszamy wszystkich do   czynnego udziału w dyskusji   na forum karpiowania


 Tu znajdziecie wiele infor-   macji o naszym wędkarstwie   i rybiografii.



 Aby móc łowić misiaki   świadomie i żeby nasze wy-   niki nie były zgoła przypad-   kiem losowym i pechem   karpia, należy wpierw za-   poznać się ze zwyczajami i   biologią tych ryb. Kierując   się tą myślą, przedstawiamy   parę słów o zchowaniach   cyprinusów. <więcej>


 Szykując się na wędkarską   wyprawę karpiową musimy   pomyśleć co i jak wyszyko-   wać, co nam będzie potrze-   bne i jak zamierzamy łowić.   To bardzo ważna sprawa by   dobrać odpowiedni sprzęt   oraz przemyślaną metodę i   technikę połowu ryb. Nigdy   nie robimy tego na łapu   capu. Te przygotowania to z   całą pewnością część na-   szego wędkarskiego jestes-   twa i radości z karpiowania.   <więcej>


 Trudno sobie wyobrazić, aby   zabrakło na tej stronie   rozważań o zanętach mają-   cych zwabić i przechytrzyć   karpie.
 Masz wypróbowane prze-   pisy zanęt, czy przynęt   karpiowych i chciałbyś   podzielić się tym z innymi?   Napisz do nas, a my je   opublikujemy tu na stronie.



 Tu przedstawiane są łowiska   karpiowe.  Łowiska te mają   szczególne walory wędkar-   skie, a czasem i przyro-   dnicze. Wiąże się z nimi   wiele pięknych wspomnień   wędkarskich i nie tylko.
 Jeśli znasz ciekawe łowiska   i zechcesz się tym podzielić   z nami, prześlij opis, a   opublikujemy.



 To dział zawierający opinie,   recenzje i pomysły związane   z karpiowym sprzętem   wędkarskim. < więcej >


 Przez lata wędkarskiego   życia nazbierało się sporo   przygód, wspomnień i prze-   żyć z kolegami, zdobywało   się doświadczenie, pozna-   wało nowe techniki i me-   tody, przebyło wiele spotkań   z przyrodą i karpiami. Część   z nich została przelana na   papier. <więcej>


 W tym miejscu znajdziecie   wszystkie artykuły, które   można ściągnąć sobie i   wydrukować. <więcej>



Siła wspomnienia  

Bywa tak, że wędkarska wyprawa staje się niezapomnianą chwilą życia, nawet jeśli samemu nie miało się wędki w ręku, a tylko było się biernym obserwatorem poczynań drugiej osoby. Co decyduje o tym? Jaka jest przyczyna? A może tak wielką jest potrzeba ducha, iż czasem wryte głęboko w pamięć niektóre wspomnienia, jako żywe stają przed oczyma nawet po czterdziestu paru latach?

Był sierpień. Po kilku dżdżystych dniach, wreszcie wyjrzało słońce. Trzeba by wybrać się na ryby. Przecież jest okres urlopowy i właśnie mały chłopiec wraz z rodzicami jest nad jeziorami. Pilnie uważa co będzie chciał robić jego Ojciec. Widzi już jaki sprzęt szykuje. Wie, że to koniec marzeń o wspólnym łowieniu. Ojciec szykuje karpióweczkę. Przecież nie weźmie razem chłopca, bo mu wszystkie misiaczki przepłoszy. Ale Ojciec widać dostrzegł problem w minie dziecka i domyślił się o co chodzi. Zaproponował wspólną wyprawę. Mieli iść pieszo daleko drogą, potem ścieżkami przez las nad jakąś, tylko jemu znaną, ukrytą wodę. Radość była przeogromna.

Rzeczywiście dla chłopaka droga stawała się nie mieć końca. Gdy dochodzili do lasu już dobrze czuł w stopach przebytą trasę. Ale nawet nie śmiał na ten temat choćby miauknąć. Szczęście było duże, idzie przecież z Ojcem na karpie. Ojciec zabiera go na taką wyprawę, więc nie można narzekać.

Wreszcie zbliżają się do jeziora. Chłopiec patrzy w górę i widzi piękne błękitne niebo wynurzające się z okalających gałęzi, niczym dziura między drzewami. Jest gorąco i tylko przepiękna kompozycja barw liści przypomina o zbliżającym się końcu lata. Niektóre jeszcze zielone, inne żółknące, to znów pomarańczowe, a czasem czerwone, niekiedy aż przebarwione podsycone fioletem. A i brązu w nich sporo. W dole zza krzaków widać lustro wody. Jeziorko nieduże, choć z tego miejsca końca nie widać bo zasłaniają drzewa. Takie stare, liściaste, o sporych konarach lekko szumiące na wietrze. I tylko jeszcze ogrom ptaków swą ptasią muzyką zakłócał błogi spokój i leśną ciszę. Na wodzie gdzieniegdzie widać kępki porosłych grzybieni. Widok jeziora ukazujący się oczom z czeluści starego lasu, wygląda niczym jak w bajce.

Wędkarz rozkłada wędkę. Wyjmuje z zielonego plecaczka bułkę i z kieszeni składany nóż z rękojeścią oprawioną w jelenie poroże. Skrawa wierzch skóry z pieczywa i drobi. Następnie wykrawa skórę i oddaje synowi miękisz bułki. Tę część może zjeść. Ojciec podchodzi nad wodę i wrzuca zamaszystym, ale równym ruchem kawałki spieczonej skóry do wody. Teraz nakłada złożone pieczywo na haczyk. Łagodnym lobem umieszcza przynętę na wodzie, tuż obok rozkładających się do słońca liści.

Chłopiec ukryty za krzakami balansuje ciałem by dojrzeć białą bułkę pływającą na wodzie pomiędzy ciemniejszymi kawałkami twardej skórki. Wiatr wynosi wszystko na wodę i teraz już można dobrze dostrzec. Skubie palcami miękisz bułki, co i raz wkładając kęs do buzi, ale wzroku nie spuszcza z przynęty na haczyku. W pewnym momencie na wodzie powstaje spory lejek obramowany cielistym kolorem i jak do czeluści wpada doń obserwowany kawałek bułki. Lej znika, a wędkarz zacina i węda wygina się aż trzeszczy.

Chłopiec obserwuje wszystko zza krzaków. Nie podchodzi bliżej, by nie przeszkadzać w rozgorzałej walce. W końcu karp słabnie i powoli zbliża się do brzegu. Wędkarz ślizgiem, równo ląduje rybę na podmokły trawiasty brzeg. Schyla się i odwraca do syna. Pokazuje żeby być cicho, potem pokazuje na buty i macha zachęcająco, aby chłopak przyszedł do niego. Uradowany dzieciak patrząc uważnie pod nogi gdzie stąpa, by nie narobić hałasu, podchodzi nad brzeg. Tu leży w całej okazałości piękny, około pięciokilowy karp i tylko otwiera i zamyka pysk jakby chciał coś powiedzieć. Wędkarz wypuszcza rybę, a ta najpierw na boku, a potem gdy już głębokość pozwala, obracając się do naturalnej pozycji, majestatycznie odpływa.

Ojciec pokazuje chłopcu palcem gest, a ten od razu po cichu z powrotem wycofuje się za krzaki. I znów wędka zostaje zarzucona, a chłopak obserwuje. Teraz nawet czasami rozejrzy się dookoła by podziwiać otaczającą to niesamowite jezioro przyrodę. Na tafli w dali dostrzega krzątające się kaczki i stadko mniejszych, ale już podrośniętych kaczaków. Obserwuje i w ostatniej chwili wraca oczami do przynęty, bo właśnie bierze następny misiaczek. I znów powtarza się hol jak przed paroma minutami i znów na brzegu ląduje piękny karp. Jest trochę mniejszy. A gdy wędkarz pozwala, chłopiec zbliża się i oglądają piękno ryby.

Po trzecim karpiu wędka pozostaje oparta o krzak nad wodą, a Ojciec wraz z synem jedzą posiłek. Właściwie to miękisz bułek z serem topionym, zapakowanym w złotka i popijają herbatę z blaszanej zielonej manierki wojskowej. Manierka pamięta jeszcze czasy okupacji i choć brak już w niej oryginalnej nakrętki, a zamykana jest zwykłym korkiem od butelki, to wędkarz bardzo ją sobie upodobał i nie rozstaje się z nią jeżdżąc na ryby. Pewnie też przywodzi mu na myśl jakieś wspomnienia. Skóry pozostają dla ryb, a po drugim śniadaniu na ich kęsy dają się nabrać jeszcze dwa niezłe karpie.

Wreszcie przyszedł czas odwrotu. Aż żal pomyśleć, że ta wspaniała wyprawa ojca z synem dobiega końca. Nogi bolą i droga długa, ale dzieciak nic nie mówi, bo co będzie jak Ojciec nie zabierze następnym razem? W domku letniskowym chłopak poczuł takie zmęczenie, że nie był już wstanie nawet się umyć, ani zjeść kolacji. Mama obmyła go i poszedł do łóżka. Zasnął jak kamień marząc o następnej wyprawie z Ojcem.

Dziś ten chłopiec ma już sam i to dorosłe dzieci, ale dużo by dał, by móc na powrót pójść na wędkarską wyprawę ze swym Ojcem. Mógłby tylko patrzyć i nie musiałby wcale samemu łapać.

Dlaczego, akurat dziś w Święta Wielkanocne to piszę, przywodząc wspomnienia z przed tylu lat? Bo właśnie te wspomnienia wspólnych wypraw i wspólnych wędkarskich marzeń i rozmyślań, przychodzą i pewnie będą przychodzić do mnie w Wielkanocne Święta. To właśnie ostatni raz rozmyślaliśmy i marzyliśmy z Ojcem o wspólnych wyprawach, siedząc przy śniadaniu Wielkanocnym. Zaraz po świętach 96r. zmarł.

I tylko wspomnienia mi pozostały, które łzę nieraz wyciskając, będą wracać szczególnie co rok na Wielkanoc. Teraz wiem jak pieczołowicie trzeba przechowywać w sercu wspomnienia, by ocalić od zapomnienia tych co odeszli, a wśród nas jeszcze tak niedawno byli. Bo choć odeszli już do krainy wiecznych łowów, dzięki wspomnieniom oni na powrót żyją i ryby z nami w tych chwilach dalej łowią, razem w lesie nad brzegiem jeziora śniadanie jedzą i z manierki herbatę piją.

Bolesław "Wędkoholik" Michalski


– Komentarze –

Dopisz swój komentarz

autor - RADEK
napisał:
Witam i pozdrawiam autora . Bardzo piekna i ujmujaca historia . Pisze , gdyz mam podobne wspomnienia z dziecinstwa . Moj ojciec zyje , ale pierwsze wyprawy na ryby z ojcem byly najwspanialsze na ktore czekalo sie z utesknieniem . Takich wspomnien nie mialem juz pozniej nigdy . Mam nadzieje , ze moj syn {10 lat } tez bedzie tak czule wspominal wyprawy na rybki , gdyz takze zarazil sie wedkowaniem .

March 11, 2007 9:31 pm

88.199.79.42


Każdy ponosi odpowiedzialność za treść umieszczanych przez siebie komentarzy. Zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarzy sprzecznych z ideą wędkarstwa, działających na jego szkodę, niezgodnych z prawem oraz wulgarnych. Natomiast mile są widziane wpisy o tematyce wędkarskiej.

>>GÓRA<<

Dziś mamy
Copyright © 2006  wszelkie prawa należą do twórców tego wortalu