Nasze Maszynki
Ostatnio kolega zaczął omawiać sprzęt na szczupakową wyprawę. Ja akurat teraz przygotowywałem kołowrotki na kolejny sezon letni. Artykuł o kręciołkach zainspirował chęć napisania o tych czynnościach. Wiem, że pisało ogólnie o tym już paru wędkarzy, ale chciałem przedstawić również konkretne swoje spostrzeżenia i wnioski.
Aby zabrać się za przeglądu kołowrotków musimy się wyposażyć w zestaw narzędzi takich jak: komplet śrubokrętów zarówno gwiazdkowych jak i płaskich, kluczy płaskich od szóstki do trzynastki, pęsetę, małe kombinerki i metalową bagietkę. Wyposażamy się w patyczki z wacikami dla niemowląt, watę i ligninę oraz szmatki lniane. Przyda się benzyna ekstrakcyjna, i przygotowany roztwór detergentów. Ze środków smarujących uznałem za najlepsze dostępne na rynku smary militec występujące obecnie pod nazwą motor-life. Oleju używam syntetycznego silnikowego.
Smar motor-life posiada środki uszlachetniające, wnikające w strukturę części i ma właściwości poślizgowe, zabezpieczające przed ścieraniem. Nawet przy braku smaru części nadal pracują z poślizgiem. Dodatkowo smary te wykazują duży zakres temperaturowym pracy (zima i upalne lato na słońcu; -20 do +60). Olej silnikowy ma odpowiednią lepkość z jednoczesnym też dużym zakresem pracy i dużymi własnościami smarnymi.
Na pierwszy ogień pójdą kołowrotki nowe, świeżo zakupione. Zwykle takie nowe cacko cieszy oko i duszę. Zadowoleni jedziemy z nim nad wodę i zaczynamy testowanie. Sprzedawca dodał nam gwarancję, więc nie martwimy się, bo w razie awarii będziemy obsłużeni gratis. Powiedzcie, komu przyszło do głowy by odkręcać pokrywkę korpusu, czy osłonki kabłąka na rotorze. A od tego niestety powinna się zacząć nasza przygoda z nowym kołowrotkiem. Spytacie po co? Czy nie stracimy gwarancji?
Jeśli zrobimy to fachowo to nie stracimy gwarancji. Czy ktoś zabrał nam gwarancję za sprawdzenie poziomu oleju w silniku nowego samochodu? Nigdy nie słyszałem o takim przypadku. Ale zawsze gwarant pozbawi nas naprawy darmowej, za uszkodzenia spowodowane brakiem prawidłowego smarowania, z powodu braku środka smarnego.
Z kołowrotkiem jest dokładnie tak samo. Zużycie części z powodu braku smaru nie podlega gwarancji. Dlaczego o tym mówię, przecież nowy powinien być nasmarowany. A no nie zawsze, a z reguły posiada tylko tyle smaru by nie zatarł się w sklepie. Oczywiście trochę przesadziłem, ale smaru jest tam zazwyczaj tyle co kot napłakał. To jeszcze jedna pogoń za forsą. Smar kosztuje, a jego dokładne i dogłębne nałożenie to strata czasu.
Jakby tego było mało, to jeszcze część producentów używa smarów w sprayu, nie zawsze dobrej jakości. Często w szybkim tempie taki smar zamienia się w gęstą syropowatą lepką substancję wysychającą na powierzchni części kołowrotka. Dziwić może fakt, że do takich metod posuwają się renomowane firmy. Duża część jest fabrycznie smarowana tanimi środkami wazelinowymi, które w słoneczny dzień wyciekają na dłonie z wnętrza kręcioła.
Z tego względu każdy nowy kołowrotek otwieram i zaglądam do wnętrza. Jeśli stwierdzę, że ów ma braki w smarze, lub smar jest wątpliwej jakości traktuję go tak samo jakby miał już kilka lat. Rozbieram go do najmniejszej śrubki i sprężynki i z pełnym pietyzmem czyszczę z fabrycznych pozostałości, a następnie smaruję od nowa. Wyznaję w tym wypadku zasadę kto smaruje ten łowi.
Teraz stare nasze poczciwe kręcioły. Wpierw przed przystąpieniem do przeglądu zdejmujemy żyłkę na inną szpulkę. Teraz zajmę się terminem w jakim dokonuję przeglądu sprzętu. Z moich doświadczeń wynika, że te kołowrotki, które z jakiś względów nie były w użyciu, albo użyte były sporadycznie w dobrych warunkach wystarczy skontrolować raz w roku, a wymianę smaru można dokonywać nawet co dwa lata. Natomiast kręcioły często używane muszą być kontrolowane co około sto godzin wędkowania, a gruntowne czyszczenie z wymienianą smaru dokonujemy w przypadku pojawienia się zauważalnych zmian w konsystencji, lub w barwie. Za każdym razem kontrolujemy po łowieniu w złych warunkach atmosferycznych (deszcz) i w razie potrzeby czyścimy i wymieniamy smar, zwracając uwagę na dokładne wysuszenie elementów.
W czasie rozbierania i składania kołowrotków musimy zwrócić uwagę na czasami maleńkie sprężynki podkładki i inne drobiazgi. Potrafią wystrzelić gdzieś pod sufit i szukaj igły w stogu siana. Jeżeli nawet mamy doświadczenie, to nagle możemy spotkać się z jakimś nowum w rozwiązaniach i może się okazać, iż mamy poważne kłopoty ze złożeniem elementu.
Taki przykład przetrenowałem na własnej skórze z kołowrotkiem brawninga. System układu blokady biegu wstecznego oparty zwykle na prostych łożyskach jednokierunkowych był w tym przypadku bardziej skomplikowany zamknięty w swoistego rodzaju pudełeczku. Po otwarciu, części łożyska rozsypały się na stole. Owszem szybko doszedłem jak powinny być poukładane. Problemem stało się zamknięcie pudełeczka, by wszystko się trzymało kupy.
Nigdy nie należy się zrażać, a już na pewno nie wolno wpaść w panikę. Po zastanowieniu się na pewno znajdziecie sposób by wasz problem rozwiązać. W takich ciężkich chwilach należy zachować spokój i cierpliwość. Czasem takie niespodzianki mogą pochłonąć sporo czasu.
W trakcie przeglądu należy obejrzeć wszystkie elementy. Jeżeli jakieś wykazują znaczące zużycie to należy je wymienić. Przy braku części zamiennych jesteśmy zmuszeni oddać wówczas do punktu naprawy. Starajmy się oddać do zakładu, który dysponuje oryginalnymi częściami zamiennymi. Dorobienie sprężyny wykonuje praktycznie każdy zakład naprawczy sprzętu wędkarskiego.
Teraz chciałem powiedzieć jakie części smaruje jakimi środkami. Praktycznie wszystkie łożyska i przekładnie smaruję motor-life 3. Wszystkie części kabłąka, rotora i zbijaka oraz oś szpuli pracującą w osi głównej kołowrotka smaruję motor-life 7. Niektóre niedostępne części, jak rączkę korbki, smaruję zapuszczając olej silnikowy.
Ważną częścią są przekładki w hamulcu. W przekładkach starego typu, dziś już sporadycznie montowanych, są wykonane z filcu ułożone naprzemiennie z metalowymi. Te nasączam gliceryną i odciskam w lnianej szmatce lub ligninie. Montuję i dokręcam hamulec do oporu i ponownie rozbieram, wycieram z nadmiaru gliceryny i montuję ponownie. Przekładki metalowe z teflonowymi, czy innymi twardymi, po oczyszczeniu smaruję motor-life 7 i odkładam na około pół godziny. Następnie wycieram do sucha i składam hamulec.
Na koniec należy dokładnie wytrzeć szmatką do sucha cały zakonserwowany kołowrotek i przemyć z zatłuszczenia wilgotną ściereczką z roztworem detergentowym szpulę kołowrotka. Po wysuszeniu szpuli można przystąpić do nawinięcia żyłki. Teraz możemy śmiało i bez stresów zabrać nasze wypieszczone cacko na wędkarską wyprawę.
Życzę powodzenia.
Bolesław "Wędkoholik" Michalski
– Komentarze –
Dopisz swój komentarz