Cyprinus czyli Karp
Karp jego zwyczaje i siedliska
Ja dla potrzeb
wędkarsko - karpiowych dzielę polskie wody stojące na kilka typów: małe stawy
i jeziorka oraz starorzecza, glinianki, jeziora pożwirowiskowe, sztuczne zalewy,
naturalne jeziora polodowcowe.
Obecnie
często zdarza się, że niektóre zbiorniki stanowią własność prywatną, bądź są dzierżawione.
Zjawisko wykupywania lub brania w wieloletnią dzierżawę akwenów przez prywatne
osoby w ostatnim czasie jakby się nasila. Z pewnością wpływ na to ma duża ilość
upadających zakładów rybackich. Użytkownicy tych wód tworzą z nich łowiska specjalne
i sztucznie systematycznie je zarybiają. Z reguły na takich wodach nie prowadzi
się gospodarki rybackiej polegającej na grabieżczych odłowach sieciowych, a i
kłusownicy nie mają wstępu. Są to płatne, typowo przygotowane łowiska z panującą
na nich dużą presją wędkarską. Zdecydowany wyjątek stanowią już dziś nieliczne,
ukryte przed światem, niemal zapomniane śródleśne paro hektarowe jeziorka, zarybione
karpiem w ten czy inny sposób przed wielu laty, czasem jeszcze przed wojną.

Inaczej
jest z naturalnymi dużymi jeziorami. Tam użytkownik z zasady jest nastawiony na
sieciową gospodarkę rybacką. Na dużej wodzie wprawdzie karp może doskonale ominąć
sieci, ale rabunkowej gospodarki nie wytrzyma. Z reguły wcześniej czy później
wpada w zastawioną pułapkę.

Ja
osobiście wyszukiwałbym akweny mniejsze, takie do 100ha i jeszcze mniejsze, gdzie
owszem kiedyś zarybiono celowo karpiem, bądź zarybienie było przypadkowe, ale
karp nie stanowi celu gospodarczego. Szczególnie cenny jest wtedy akwen niezbyt
głęboki, taki około 7 - 9m. z dużymi wypłyceniami przybrzeżnymi, porośniętymi
grążelami i nenufarami o piaszczystym dnie nieco tylko zamulonym. W takich warunkach
karp znajduje świetne warunki do szybkich i dużych przyrostów.
Ponieważ
taki akwen jest duży, najlepiej zasięgnąć języka u stałych bywalców. Jeżeli przyjdzie
nam szukać miejsc samemu, to najlepiej wybrać oczka wolnej wody wśród wyżej wspomnianej
roślinności, w miejscach gdzie porasta ona większy obszar.
Można
też poobserwować liście na wodzie. Czasami karpie i liny zdradzają miejsca swych
kryjówek. Karpie często oskubują z robactwa liście od spodu. Przepływając pomiędzy
roślinami, wyraźnie nimi poruszają, a zdarza się, że wręcz pokazują na powierzchni
swoje grzbiety.
Fot. Tadeusz Andrzejczyk
Nieraz
można spotkać na brzegu miejsca z resztkami zanęty, które zdradzają pobyt wędkarzy.
Wówczas dobrze jest sprawdzić, jaką zanętę używali, aby przypadkiem nie podać
samemu coś przeciwstawnego, kłócącego się zapachem lub smakiem już używanym na
tym stanowisku. Takie miejsca są gotowe bez większych nakładów i wysiłku, ale
niosą ze sobą zagrożenie przenęcenia przez poprzedników i zakwaszenia wody. Jeśli
poprzednicy polowali z brzegu, z reguły ze stanowiska w jezioro wdziera się kawałek
nie zarośniętej czystej wody. Najlepiej zastosować wtedy zestaw spławikowy.
Jednak
uważam, że zdecydowanie lepiej jest znaleźć na tych jeziorach stanowiska, z możliwością
podejścia karpia z łodzi. Sami możemy wtedy przygotować sobie stanowisko. Szukamy
kawałków czystej wody wchodzącej jęzorem pomiędzy grążele i sprawdzamy twardość
dna. Jeżeli nie jest pokryte dużą warstwą mułu, twardawe o głębokości wody 1,5
do 2,5m., to rokuje dobre wyniki.
Wybraną
lukę oczyszczamy z moczarki i podobnej do niej roślinności powoli wyciągając ją
z wody. Pomocny jest wtedy zakrzywiony kij, na który można ponawijać roślinność
i zgarniać ją w całości kępami. Następnie sprawdzamy, czy dno jest w miarę czyste
od roślin, a zazwyczaj tak właśnie jest. Cała operacja trwa około pół godziny
i gotowe. Po ustaniu się wody możemy zanęcić. Jeżeli dno porasta roślinność, to
na powierzchni około 2m2 wysypujemy piasek zmieszany z ziemią dla przyciemnienia
lub rezygnujemy z takiego łowiska i szukamy dalej. Według mnie takie czynności
zupełnie wystarczają i nie trzeba czynić jakiś nadzwyczajnych zabiegów opisywanych
w niektórych publikacjach. Dobrze jest przygotować sobie dwa, trzy takie stanowiska
w różnych częściach, aby w razie słabych brań w jednym, popłynąć na drugie już
przygotowane. Już po kilku godzinach od nęcenia możemy liczyć na pierwsze wyniki.
Zakotwiczamy z dala od obranego łowiska, aby nie płoszyć ryb (zazwyczaj wystarczy
około 10m.).
Zdarza się również, że
na plosie jeziora znajduje się rozległa górka na głębokości około 2 - 4m. z jednym
łagodnym spadem. Często okazuje się, iż mimo to, że nie jest zarośnięta, wskutek
nęcenia przez wędkarzy, górka przyciąga okazałe karpie. Wtedy albo ustawiamy się
na szczycie górki i próbujemy (na łagodnym stoku lub blacie) łapać zestawem spławikowym,
albo bardziej przeze mnie preferowanym zestawem ze sprężyną połączonym z wywózką
z brzegu. Takich samych efektów można się spodziewać na podwodnych wypłyceniach,
przy wyspach leżących na plosie jeziora.
Chociaż
takie akweny potrafią obfitować w olbrzymie karpie, to jednocześnie te okazy są
trudne do zlokalizowania. Za to jeziora te mają wiele walorów. Można się napawać
widokiem nurkujących perkozów, szalejących kaczek, czy też buszujących wśród trzcin
kurek wodnych. Jakąż radość dla duszy daje widok majestatycznie pływających łabędzi
albo brodzących przy brzegu czapli, czy żurawi. Czasem ten błogi nastrój może
zepsuć obraz zafajdanych przez kormorany uschniętych gałęzi drzew, ale widok samych
ptaków wynagradza tę przykrość. A ileż to wrażeń dostarczają przepiękne zatoczki,
usłane niczym zielony dywan, podwodną roślinnością. Tak, polskie jeziora to wielki
skarb przypominający raj na ziemi. Nad takie akweny warto zabrać ze sobą lornetkę.
Ciekawe
z punktu wędkarskiego są glinianki, szczególnie te stare, zarośnięte zarówno roślinnością
przybrzeżną ( trzcina, pałka, sitowie ) jak i dalszą wynurzoną, zwłaszcza grążelami.
Zbiorniki te najczęściej nie są zbytnio głębokie, rzędu 3 czasem do 5m, choć zdarzają
się dużo głębsze nawet do ponad 20m. Powierzchnia takich akwenów też jest zróżnicowana
i waha się od kilku do kilkunastu hektarów. Najciekawsze oczywiście są te duże,
stare, z brzegami porośniętymi krzewami i drzewami do złudzenia przypominające
naturalne zbiorniki. Dno jest zazwyczaj ilasto - gliniaste, ale twarde.
Jeżeli
taki zbiornik został przed laty zarybiony karpiem, to warto się nad niego wybrać.
Z punktu wędkarskiego są to bardzo atrakcyjne wody. Należy w tym miejscu przypomnieć,
iż to właśnie na starej gliniance padł rekordowy karp. Dziś już ten rekord jest
pobity, ale nadal znajduje się na czołowym miejscu.
Tu zdecydowanie szukałbym
stanowiska w szerszych lukach, pomiędzy grążelami lub na ich obrzeżach. Jeżeli
luka taka dochodzi aż do brzegu i głębokość łowiska sięga około 2m., a na brzegu
rośnie drzewo, aby można się skryć przed słońcem i zamaskować przed rybami, to
uznałbym za wręcz wymarzone miejsce do łowienia. Czasami drzewa może zastąpić
wysoka trzcina i nadbrzeżne krzewy.
Często
gdy glinianka posiada właściciela, to w takich miejscach łowisko jest już przygotowane,
nawet z małymi pomostami. Nie zawsze jednak jest tak wspaniale. Należy pamiętać,
iż w takich zbiornikach najlepsze miejsca karpiowe, to te obfitujące w grążele
i podwodną roślinność. Przy zróżnicowanym dnie i większych głębokościach ogólnych
glinianki, można spotkać podwodne wypłycenia i blaty. Jeżeli w pobliżu znajdują
się miejsca porośnięte grążelami, to te stanowiska właśnie okazują się dobrymi
łowiskami dużych karpi.
Najczęściej
stosowanymi metodami będą zestaw ze spławikiem i gruntówka z ciężarkiem lub obciążoną
sprężyną zanętową. Zazwyczaj łowi się z tak bliskich odległości, iż nęci się dorzucając
do łowiska ręką, ale przy dalszych odległościach trzeba posłużyć się procą. Na
gliniankach z dużym powodzeniem, możemy użyć feedera z koszykiem lub sprężyną.
Łowiskami
o podobnych rozmiarach są starorzecza i różnego rodzaju stawy czy śródleśne jeziorka.
Jednak z reguły są płytkie i rzadko ich głębokość przekracza 5m. Różni je od glinianek
przede wszystkim fakt naturalnego powstania i zazwyczaj silniej rozwiniętej roślinności
wodnej. Najciekawszymi są starorzecza i zapomniane przez ludzi śródleśne jeziorka.
Małe akweny mają z reguły jedno główne zagłębienie i parę mniejszych, żeby nie
powiedzieć malutkich, na płytszych częściach. Mogą też mieć parę wybrzuszeń. Czasem
znajduje się na plosie górka, ale rzadko. Otóż jeśli na plosie jest górka, to
wtedy do niej najczęściej podpływają największe sztuki dla tego jeziora. Jeśli
nie to należy szukać płytszych miejsc o równo rozciągającym się dnie. Z tym, że
są na tych wypłyceniach miejsca lepsze i gorsze. Szukamy niewielkich zagłębień,
takich choćby 20cm. Tam wchodzą karpie żerować. Gdy te miejsca porastają grążele
to łatwo je odnaleźć, bo roślinność się przerzedza lub tworzą się oczka bez niej.
Ale trzeba uważać bo takie przerzedzenia roślinności lub jej brak może okazać
się podwodnym wypiętrzeniem dna. No ale to akurat łatwo sprawdzić.

fot. Tadeusz Andrzejczyk
Porośnięte
bujną wynurzającą się roślinnością, są najatrakcyjniejsze. Problem stanowi znalezienie
stanowiska dogodnego do połowu. Trzeba się dobrze natrudzić, aby znaleźć kawałek
wolnego miejsca od grążeli i innych roślin, na tyle małego aby chętnie przez nie
przepływały ryby, ale na tyle dużego, by umożliwiały wymanewrowanie dużego karpia.
Nieraz widać powalone do wody drzewo, którego część konarów wystaje nad powierzchnię
zarośniętego lustra wody. To wręcz wymarzone środowisko przebywania dużych karpi
w takim akwenie. Dobre miejsca znajdują się również tam, gdzie nad wolną pomiędzy
roślinami nad powierzchnią wody zwisają gałęzie pochylonego drzewa. Żerują w takich
miejscach zarówno przy dnie jak i przy powierzchni. Robactwo jest wtedy najbardziej
skuteczne. Należy jednak podać przynętę z boku, zarzucając zestaw płaskim rzutem,
kładąc zestaw cicho. Tak jakby przynęta niesiona powiewem wiatru, spadła z gałęzi.
Mały spławiczek, np. kolec jeżozwierza. No ale to chytry i przyznaję ciężki sposób
łowienia.
Jeżeli taki zbiornik znajduje
się w okolicy i mamy możliwość częstego go odwiedzania, możemy sami w wybranym
miejscu przygotować stanowisko przez ręczne przerzedzenie roślin. Lepiej jednak
znaleźć dogodne stanowisko z twardym dnem i wodą na tyle wolną od roślin, aby
można było swobodnie manewrować wędziskiem. Jeżeli powierzchnia akwenu jest duża
w porównaniu do objętości jej w jeziorze, to oznacza, że w dzień szybko się będzie
nagrzewać, ale i szybko stygnąć w nocy. W takiej sytuacji w nocy są słabe brania,
a zaczynają się lepsze po wschodzie słońca i później, aż do wieczora, do momentu
gdy zaczyna się ochładzać. Mizerne brania będą w dni pochmurne wietrzne i deszczowe.
Na nocne dobre efekty można liczyć tylko gdy stosunek powierzchni jest mały do
objętości wody jeziora. Raczej ten pierwszy typ zdarza się znacznie częściej.
Czasami
jeziorka po starorzeczach lub naturalne stawy stanowią prywatne łowiska i te już
są przygotowane nawet z przybrzeżnymi pomostami. Jednak zapomniane ukryte przed
światem zbiorniki są zdecydowanie ciekawsze, tyle że zazwyczaj wymagają sporo
trudu w wyszukaniu dobrych i dogodnych stanowisk. Przede wszystkim panuje tam
spokój i błoga cisza przerywana tylko śpiewem ptaków i szumem drzew. Można tu
wspaniale wypocząć psychicznie od codziennych kłopotów i stresów. Szkoda tylko,
że takich miejsc jest coraz mniej.
W
takich łowiskach polecałbym wędkę spławikową z niedużym czułym spławikiem lub
gruntówkę z symbolicznym wręcz obciążeniem. Zdarza się, że w upalne letnie dni
karpie wyraźnie żerują przy lustrze wody. Gdy dostrzeżemy taką sytuację niezastąpioną
okaże się metoda połowu powierzchniowego z pływającą przynętą. Na płytkich akwenach
tego typu żerowanie karpi przy powierzchni, zdarza o wiele częściej niż w wodach
głębokich. Mają na to wpływ dwa czynniki: mała zawartość tlenu w wodzie przy upalnej
pogodzie, a zarazem duża obfitość pokarmu na roślinach przy powierzchni lustra
wody.
Jednocześnie zauważyłem, że
w małych i płytkich akwenach karpie są bardziej kapryśne. Okresy brań są rzadsze
i krótsze. Wody te podlegają większej wrażliwości na temperaturę, wiatr, braki
tlenowe i ciśnienie atmosferyczne. Doświadczenie każe pamiętać, że w akwenach
rzadko odwiedzanych przez ludzi, ryby wydają się bardziej płochliwe, gdyż obcy
im jest nienaturalny każdy hałas wywołany przez człowieka. Wówczas nawet nadmierny
szelest łamanych patyków, traw i trzcin może skutecznie odstraszyć karpie z łowiska,
tym bardziej że w takich jeziorkach zazwyczaj łowimy z bardzo bliskich odległości.
Tu polecałbym maskowanie się obok rosnącym krzakiem, drzewem, bądź choćby porastającymi
brzeg trawami lub trzcinami. W takich miejscach nawet gwałtowny kaszel może wystraszyć
ryby. Ale za to śródleśne jeziorka, czy też starorzecza ukryte wśród drzew i łąk
napawają nasze oczy i uszy niebywałym bogactwem tętniącej życiem przyrody i pozwalają
prawdziwie wypocząć z dala od miejskiego zgiełku i wrzawy.
Całkowicie
odmiennymi akwenami są jeziora pożwirowiskowe. Zazwyczaj ich wielkość waha się
od 6 do 15 ha i mają maksymalną głębokość od 5 do 12m, ale trafiają się i znacznie
większe. Tu z rozmiarami akwenów podobnie jest jak z gliniankami. Często składają
się z kilku plos połączonych ze sobą szerokimi pasami wody, stanowiącymi raczej
przewężenia jezior.
Charakteryzuje
je uboga roślinność wodna i przybrzeżna, ale z reguły bardzo zróżnicowane piaszczysto-żwirowate
dno ze sporą ilością głazów i dobrze rozwinięta linia brzegowa o stromych i wysokich
nabrzeżach. Zbiorniki te często mają podwodne źródła wody podziemnej. Zdarza się,
że na dnie leży pozostawiona lina, czy zatopiona stara maszyna przekształcająca
się, niczym okręt na dnie oceanu, w naturalne kryjówki dla ryb. Woda podnosząc
swój poziom przez wiele lat powoli zalewa nadbrzeżne krzaki i powala do wody drzewa
z obsuwających się skarp, tworząc tym samym dogodne środowisko dla życia ryb.
Te sztucznie powstałe jeziora posiadają dużo podwodnych głęboczków, górek i rozległych
wypłyceń przechodzących czasem w wysepki. Po paru latach istnienia zbiornika są
już wydeptane ścieżki i zejścia nad wodę oraz dobre stanowiska wędkarskie. Jeżeli
zbiornik jest własnością prywatną i utworzono zeń łowisko wędkarskie, są z pewnością
pobudowane nabrzeżne pomosty, a i łódkę pewnie na niektórych można wypożyczyć.
Młode
roczniki karpia przebywają zazwyczaj w okolicy krzaków i roślinności, w wodach
przybrzeżnych i na rozległych wypłyceniach ciągnących się od brzegu w głąb jeziora.
Pływają i żerują także wzdłuż brzegów. Duże okazałe egzemplarze można spotkać
na łagodnych stokach głęboko położonych wypłyceń przybrzeżnych, połączonych z
głównymi rowami i głębinami jeziora. Duże karpie lubią przebywać również na łagodnych
stokach i blatach podwodnych górek, otoczonych znacznymi głęboczkami. Czasami,
gdy na jeziorze są wysepki, przy nich również można spotkać łagodne stoki i podwodne
blaty. Te stanowiska dają wędkarzowi największą szansę na złapanie medalowego
dwucyfrowego karpia.
Mniejsze łapiemy
na lekką gruntówkę ze sprężyną lub koszykiem, albo na spławikówkę. Bardzo dużą
frajdę sprawia łapanie w nocy feederem ze świetlikiem na szczytówce. Duże karpie
w strefie głębszych blatowych wypłyceń przybrzeżnych łapię zdecydowanie cięższą
(mowa o karpiówce) wędką ze spławikiem. Gdy łowię z górek na plosie, używam ciężkiego
kalibru karpiówek z ołowiem dennym, bądź dociążoną sprężyną, albo koszykiem żebrowym.
Stosuję tu metodę wywożenia zestawu łódką, a łapię z brzegu lub pomostu.
Jeziora
pożwirowiskowe są to zbiorniki niezbyt ciekawe krajobrazowo, ale za to mogące
dostarczyć wiele wrażeń i emocji. Polecam te zbiorniki szczególnie początkującym
karpiarzom. Brak roślinności ułatwia zadanie i pozwala nauczyć się prawidłowo
reagować na gwałtowne zrywy w trakcie holu walecznej, dużej ryby. Znacznie będzie
pomocne to doświadczenie na trudniejszych akwenach porośniętych grążelami i nenufarami,
nad którymi jeszcze w dodatku zwisają gałęzie drzew.
Bardzo przypominającym akweny
pożwirowiskowe, są zbiorniki zaporowe na rzekach, z tym, że są o wiele większe. Tu należy się
liczyć z dużymi utrudnieniami powodowanymi przez wiatry. To chyba najcięższe łowiska z
dotychczas omawianych. Ich rozległość, czasem kilkaset hektarów, i częstokroć otwarta
przestrzeń z hulającym wiatrem, to nie lada wyzwanie. Staramy się oczywiście wybierać miejsca
cichsze po stronie zawietrznej, ale i to czasem nie ułatwia zbytnio łowów. Zdarza się, że płytkie
zawietrzne zatoki są bardziej porośnięte roślinnością. Karpi szukamy właśnie w takich zatokach i
w miejscach przypominających opisane w jeziorach pożwirowiskowych. Wybieramy jednak
wówczas miejsca spokojnej wody, poza nurtem rzecznym. Podwodne rozległe górki są dobrymi
stanowiskami szczególnie w stosunkowo młodych zbiornikach, gdy w pobliżu na dnie
mogą znajdować się powalone butwiejące drzewa, ruiny i gruzowiska po byłych zagrodach i
domostwach - pozostałości po wcześniejszym lądowym krajobrazie. Dobre są również rozległe
płaskie podwodne wzniesienia, w pobliżu dawnego koryta rzeki lub gdy są to pozostałości po
jakichś dawnych placach. Czasem jest to daleko od brzegu. Z reguły akweny te są zarybione
karpiem zaraz po utworzeniu zbiornika i to obficie, przez jakieś towarzystwo wędkarskie. Jednak
łowy na łapu capu w takich akwenach przynoszą całkowitą klęskę. Bez obserwacji, sondowania
dna i wyboru odpowiedniego miejsca nie ma co liczyć nie tylko na sukcesy, ale w ogóle na
złowienie misiaczka.
Według
mnie, chcąc poławiać duże egzemplarze, należy się skupić nad jednym może góra
dwóch łowiskach. Wybrać z pośród wielu te najbardziej obiecujące. Pozostałe, jeśli
są blisko domu, a nie rokują nic specjalnego, można najwyżej traktować jako akweny
do eksperymentów i treningów. Ułatwi to nam dobór mniejszej ilości sprzętu potrzebnego
do połowów, ograniczając wydatki. Zanim zdecydujemy się, prowadzimy uważną obserwację
szczególnie nad ranem i wieczorami. Karpie, jeśli tylko są, wcześniej czy później
same pokażą swoje rozmiary i miejsca stałego pobytu. Na odwiedzanych akwenach
przez wędkarzy, warto skorzystać z ich wiedzy, ale lepiej wybierać stanowiska
nieuczęszczane, gdzie ryb nikt nie płoszy i nie przekarmia. Taktyka skupienia
się na konkretnie wybranym łowisku powinna zaowocować szybkim poznaniem zbiornika
i co za tym idzie osiągać niezłe wyniki. Dobre zapoznanie się z wodą to podstawowa
droga do późniejszych sukcesów. Z moich doświadczeń i tego, co słyszę od innych
wędkarzy, najlepsze wyniki osiąga się w miejscach mało uczęszczanych. Jeżeli jest
to zbiornik często odwiedzany, to należy unikać stanowisk wręcz okupowanych przez
innych wędkarzy. Dlatego nie należy odrzucać myśli o wyjazdach daleko poza zasięg
codziennych wypraw wędkarskich z dużych aglomeracji miejskich. Takie wyprawy pociągają
za sobą większe wydatki, ale jeżeli znajdziemy dobrą karpiową wodę i poznamy ją,
to emocje i efekty dadzą na pewno wiele satysfakcji i radości. Najlepiej do tego
nadają się weekendy i urlopy. Jeżeli jedziemy na krótkie wyprawy starajmy się
wyszukiwać w akwenie stanowisk ciągłego przebywania karpi lub tras stałych wędrówek.
Nęcenie w takich miejscach przynosi szybkie efekty. Ciężej wówczas o duże sztuki,
ale i to nie jest wykluczone po paru godzinach nasiadówy. Najważniejsze jest dobre
poznanie ukształtowanie dna jeziora i panujących w nim zwyczajów karpi. Zapewni
nam to pilna i uważna obserwacja jak i umiejętność wyciągania wniosków.
Jeszcze
parę spostrzeżeń. Jeżeli mamy możliwość zapoznania się z akwenami o różnym charakterze
to możemy wybierać je w zależności od pogody. Płytkie i małe łowiska szybko się
nagrzewają, przez co są dobrymi w okresie wiosennym w pogodne, słoneczne i ciepłe
dni. Natomiast przy ochłodzeniach zbiorniki te szybko się wystudzają i karpie
słabiej żerują. Jeżeli mamy ochotę połapać metodą powierzchniową, to latem najlepsze
są właśnie płytkie i małe dość zarośnięte akweny (śródleśne jeziorka, polne stawy,
czy starorzecza tworzące jeziora). Woda bardzo się w nich rozgrzewa. Na roślinach
następuje bujny rozwój larw, drobnych ślimaczków i wielu innych żyjątek. Małe
natlenienie rozgrzanych wód dodatkowo wymusza na rybach przebywanie przy powierzchni,
jako części najbardziej bogatej w tlen. Należy brać jednak pod uwagę, iż te zbiorniki
są najbardziej kapryśnymi, gdyż najbardziej są podatne na wszelkiego rodzaju zmiany
pogodowe jak: ciśnienie, temperatura, opady, wiatry itd. W okresie wiosennym i
jesiennym małe zbiorniki wystudzają się znacznie szybciej, więc karpie biorą lepiej
w godzinach południowych i popołudniowych, gdy woda zostaje podgrzana promieniami
słońca. W dużych zbiornikach wiosną i jesienią karp, jeśli żeruje, to nie zauważyłem
różnicy między dniem a nocą. Powolne wahania temperaturowe dużych mas wody zmniejszają
wpływ temperatury na pobieranie pokarmu. Latem jednak, w upalne dni, karp odczuwa
wysoką temperaturę i duchotę dnia i chętniej przyjmuje pokarm nocą. Szczególnie
na początku nocy, gdy daje się odczuć pierwsze schłodzenie powietrza i zaraz po
tym schłodzeniu.
Karp zdecydowanie
osiąga szybsze przyrosty w zbiornikach o sporej wielkości i dobrze rozwiniętej
strefie litoralu. Niekiedy roślinność zajmuje 30% i więcej całej powierzchni zbiornika.
Jednak pomimo dużej odporności na niedobory tlenowe, nie lubuje się w wodach silnie
zeutrofizowanych, z częstymi zakwitami fitoplanktonu. Wówczas potrafi zaprzestać
całkowicie pobierania pokarmu.
Kar, jego zmysły i ich znaczenie
Ryba ta jest coraz liczniej występującym gatunkiem w naszych wodach. Coraz więcej zbiorników jest zarybianych karpiem. Wśród wędkarzy ma coraz większą rzeszę entuzjastów i zwolenników ze względu na waleczność, osiągane rozmiary i szybkie przyrosty. W naszych wodach z reguły znalazł się w skutek zarybień lub jako uciekinier ze stawów hodowlanych.
Naturalne rozmnażanie karpia w naszych warunkach klimatycznych jest sporadyczne z niską przeżywalnością tylko w gorące, długie lata, gdy temperatura wody cały czas utrzymuje się powyżej 22ºC. Ze względu na stosunkowo niskie koszty hodowli, dużą wydajność i szybkie przyrosty, został sprowadzony do Polski, a jego faktyczną ojczyzną są wody zlewni mórz Czarnego i Kaspijskiego.
Rozróżniamy zasadniczo trzy odmiany karpia: pełnołuski zwany dzikusem albo sazanem, bezłuski zwany golcem lub nagim, a czasem skórzastym i pokryty częściowo łuskami o sporych rozmiarach zwany królewskim bądź lustrzeniem lub lampasem. Niektórzy podają jeszcze inne, wydzielając z pełnołuskiego, smukłego dzikusa z drobną łuską i to do niego odnoszą nazwę sazan. Królewskiego, czy inaczej lampasa, nazywają tego z jednym rzędem łusek na boku, a lustrzeniem pokrytego bogaciej, ale bardzo dużą łuską zwaną lustrami stąd i nazwa tej rasy. Powstanie tylu odmian karp zawdzięcza selekcji hodowlanej, w której dążono do uzyskania jak najlepszych walorów kulinarnych oraz szybkiego przyrostu masy ryby. W praktyce okazało się jednak, że golce są najbardziej podatne na choroby skórne, a z kolei te najbardziej wygrzbiecone nie są najcięższe, gdyż są krótsze w skutek redukcji ilości kręgów. Największą siłą walki odznacza się dzikus i kolejno pełnołuski hodowlany. Każdy karp, jak chyba żadna inna ryba, posiada indywidualne cechy w budowie, umaszczeniu, rozstawie łusek itd., po których daje się rozróżnić od innych egzemplarzy swego gatunku.
Często karpiom przypisuje się cechy ludzkie mówiąc: przebiegły, inteligentny, myślący, czujny, sprytny, cwany i wiele innych. Obserwując zachowanie się tych ryb, dochodzę do wniosku, że coś w tym jest. Zachowanie dużego karpia może zafascynować i wprawić w osłupienie nie jednego wędkarza. Jednak bez przesady. Wiele zachowań obserwujemy u innych gatunków, a tu zauważamy niekiedy nakładanie się paru na raz. Jest to ryba stosunkowo płochliwa, na którą stresy po przykrych potyczkach z wędkarzem wywierają duże, chwilowe wrażenie i kojarzą się z pobieranym pokarmem. Potem przez pewien czas pokarm pobierany jest nieufnie. Przy dużej presji wędkarskiej, niemal na każdym rybim półmisku znajduje się pułapka. Nie dziwmy się więc, że wszelki podejrzany kąsek jest omijany. Gdy się raz sparzysz, dmuchasz później na zimne. Jednak z wielu, nie tylko moich obserwacji wynika, że taka duża ostrożność i płochliwość cechuje raczej tylko dzikusa sazana. Hodowlany karp im jest większy, tym wydaje się bardziej żarłoczny i nienasycony, przez co mniej ostrożny. Czasem apetyt tak bierze górę nad zdrowym rozsądkiem nakazującym ostrożność, że niemal od razu po przykrych doświadczeniach z wędkarzem płynie żerować. Najczęściej winę za kiepskie brania i efekty ponosi sam wędkarz, przez popełnianie błędów, czasem nawet nieświadomie. Wystarczy trochę obserwacji, co dzieje się pod wodą, by się o tym przekonać.
Należy wspomnieć tu również, że karpie lubią pływać po akwenie utartymi przez siebie ścieżkami i przebywać w konkretnych ulubionych okolicach i kryjówkach. Wykrycie tych szlaków i miejsc to połowa jak nie więcej sukcesu. Nęcenie i podawanie przynęty byle gdzie, najczęściej kończy się fiaskiem. Czasami karpie zdradzają swą obecność poruszaniem się grążeli, innym razem można dostrzec na powierzchni grzbiet ryby, a żerowanie na dnie w mule zdradza ukazywaniem się obfitego bomblowania na powierzchni. Niekiedy w pobliżu swych kryjówek spławiają się, wyprawiając niezłe harce przy powierzchni. Takimi typowymi siedliskami karpi są wypłycenia pokryte grążelami i nenufarami, zwalone pnie do porośniętej roślinnością wody, zacienione gałęziami drzew kawałki przybrzeżnych zatoczek, ale również nawet gołe od roślin podwodne rozłożyste górki połączone z głęboczkami w toni. Karp przemieszczając się nawet niewielkimi rynnami pomiędzy żerowiskami, chętnie odwiedza te wypłycenia.
Ryba ta z reguły żeruje pobierając pokarm z dna lub z roślin i ich liści pływających oraz z powierzchni lustra wody. Żerując przy dnie lub z powierzchni często zasysa pokarm, co zostało wykorzystane przez karpiarzy w metodzie włosowej. Karp bobruje w mule w poszukiwaniu smakołyków, a następnie wysuwa przednią część pyska jak trąbkę i wsysa pożywienie wraz z wodą. Dzięki dobrze rozwiniętym zębom gardłowym, jest w stanie skruszać twarde kawałki takie jak muszle ślimaków, karmę zwierzęcą, czy kulki proteinowe. Można rzec, iż jest wszystkożerny. Jednak pomimo olbrzymich apetytów jakie wykazuje, miewa dni kompletnego braku zainteresowania jedzeniem i trudno go wtedy na cokolwiek skusić. Zazwyczaj winę za ten post ponosi pogoda, nagłe ochłodzenia, albo wręcz żar z nieba przy wschodniej cyrkulacji przyniesionej wraz rosyjskim wyżem.
Karp tak jak inne ryby odbiera doznania zmysłowe, w postaci otrzymywanych bodźców, takich jak: zapach, smak, dotyk, dźwięk, wzrok, a także zmiana ciśnienia i temperatury. Choć ryby nie odczuwają bólu w ludzkim rozumieniu, doskonale odczuwają dotyk, a także fakt zranienia ciała jako uczucie jego uszkodzenia. Odczuwają również fakt bycia na uwięzi i braku swobody w trakcie holu. Posiadają dobrze rozwinięty instynkt samozachowawczy. Zacięty karp walczy zaciekle do samego końca. Czasami gdy zdaje nam się, że już jest nad podbierakiem, jednym szarpnięciem wychodzi na wolną wodę. Potrafi robić gwałtowne i z dużym impetem odjazdy po kilkanaście metrów. Wyciągnięcie 50m. linki z kołowrotka przy pojedynczym zrywie jest normą dla medalowego karpia. Walcząc wielokrotnie podejmuje ucieczki w zawady i kryjówki wśród roślinności wodnej, zwalonych drzew oraz korzeni i kamieni na dnie.
Karpie doskonale wyczuwają pokarm z dużych odległości i potrafią odróżniać nienaturalnie wyglądającą przynętę zawieszoną na haczyku. Świat ryb nie jest również światem głuchym.
WĘCH - ryby posiadają dwie pary otworów węchowych w górnej części głowy, tuż nad pyskiem zdecydowanie przed oczami. Otwory te są zewnętrznymi częściami narządu węchu. Każda para otworów działa niezależnie zwiększając tym samym możliwości węchowe dla oceny kierunku pochodzenia zapachu. Woda wpływa do każdej pary otworów przednimi nozdrzami, a następnie wewnątrz opływa płatki węchowe usiane receptorami, które służą do wyczuwania i rozróżniania zapachów. Woda wypływa przez tylne otwory nozdrzy.

rys. Anna Pacholska
Karp ma bardzo dobrze rozwinięty węch. Z moich obserwacji wynika, iż można go przyciągnąć odpowiednim zapachem na pewno z ponad stu metrów. Dlatego należy zwracać szczególnie uwagę na świeżość podawanych pokarmów. Nie można również bez pamięci sypać przesadne ilości zanęty, gdyż nie zjedzona kwaśnieje i wręcz odstrasza ryby. Za pomocą węchu ryby rozróżniają osobniki swojego gatunku od innych (zapach ciała pokrytego śluzem).
SMAK - doznania smakowe ryby odbierają brodawkami usytuowanymi w pysku i jego okolicy. U karpi pączki smakowe znajdują się również na wąsach, a także są rozmieszczone na całym ciele, aż do ogona. Czasem niesione podwodnym prądem cząsteczki zanęty, są oceniane również smakowo już z dużych odległości. Doskonale rozróżniane są różne smaki mięsa (robaki, krew, ryba), gorzki, słony, kwaśny, a przede wszystkim słodki w różnych postaciach.
Odnoszę wrażenie, że głównie po zapachu i smaku karp podejmuje decyzje, czy opłaca mu się trudzić do nęconego miejsca gdzie leży również przynęta z haczykiem. Z tego powodu należy zwracać baczną uwagę na kompozycje zanętowe. Nie można łączyć np. słonej wanilii ze słodkimi komponentami i zapachem tutti-frutti. Sami doskonale wiemy po sobie, jak zapach i smak dobrej potrawy wzmaga apetyt. Nawet w mętnej wodzie, gdzie widoczność nie przekracza 20÷30cm, odpowiednią zanętą można zgromadzić przy niej wiele osobników. Żerujący karp, gdy zasmakuje w zanęcie, zaczyna być coraz bardziej żarłoczny, a tym samym mniej ostrożny. Z moich obserwacji wynika, że zapach i smak podawanych produktów jest bodaj najważniejszą sprawą w połowie tego gatunku. O żarłoczności karpia, który zasmakował w podawanym pożywieniu, mogą świadczyć fakty obserwowanych zjawisk z zachowania tych ryb. Gdy duży karp nawcina się już do oporu, potrafi położyć się zakrywając smakowite kąski, aby inne osobniki nie mogły ich pożreć. To swoistego rodzaju chomikowanie przysmaków świadczy dobitnie jakim jest żarłokiem i jak silnie oddziaływującym na karpia są zmysły smaku i węchu.
DOTYK - ponieważ karp żeruje także nocą jego zmysł dotyku z pewnością jest dobrze rozwinięty. Karp wykorzystuje dotyk do wyszukiwania i badania walorów jakościowych znajdowanych pokarmów. Znana jest sytuacja, gdzie oto przykro doświadczony wcześniej karp, opływa dookoła przynętę wachlując ogonem i płetwami, a następnie porusza ją wąsami i pyskiem. Sprawdza czy potencjalny pokarm zachowuje się naturalnie i nie budzi podejrzeń. Jeśli wyczuje żyłkę lub haczyk, odpływa. Z tego powodu czasami daje się złapać za bok. Trącanie bądź macanie pokarmu wędkarz odczuwa jako branie i zacina, a haczyk wbija się gdzieś z boku ryby. Ale nawet doświadczony karp gdy jest głodny i nabierze przekonania do zanęty rozsypanej na pewnej powierzchni dna, zaczyna pożerać intensywnie pokarm zapominając o ostrożności. Zachowuje się wówczas jakby dostał amoku i zatracił w ogóle poczucie zagrożenia.
Nieraz można było zaobserwować jak spokojnie stojąca ryba w wodzie, gdy zostanie dotknięta, reaguje gwałtownie odpływając. Natomiast jestem przekonany, że ryba nie odczuwa bólu w rozumieniu doznań ludzkich. Według mnie za pomocą zmysłu dotyku doskonale odczuwa wbicie haczyka, jako uszkodzenie ciała, a napięcie żyłki jako ograniczenie swobody i zagrożenie. Jest to podobne odczucie jak podczas ataku drapieżnika. Ryba nie posiada części mózgu (kora nowa) odpowiedzialnej za doznawanie przykrego uczucia bolesnych cierpień. Tak, więc błędne jest myślenie niektórych wędkarzy i nie tylko, o zadawaniu rybom bólu haczykiem. Niech dowodem na potwierdzenie tej tezy będzie fakt złapania szczupaka z czterema blachami wiszącymi z pyska i przynętą na której się obciął. Nie wyobrażam sobie śniadającej osoby z czterema wbitymi w szczęki i gardziel kotwicami. Wyłby z bólu i jedzenie nie przeszłoby mu przez myśl. Natomiast poczucie wbitego haka i hol wyzwalają w rybie stres. Karp podejmuje ucieczkę z olbrzymią siłą. Czy mógłby się tak zachowywać gdyby doznawał bolesnych cierpień? Jednak bez wątpienia zmysł dotyku połączony z odczuwaniem uszkodzeń ciała, jest bardzo ważnym zmysłem w życiu ryb, potrzebnym dla obrony zachowawczej. Z obserwacji zachowań holowanych karpi, wysnuwam wniosek, iż po doznawanym ucisku żyłki na pysk, jest wstanie dokładnie określić kierunek uciągu (próby ucieczki w przeciwnym kierunku do ciągnięcia linką). U karpia receptory dotyku są również świetnie rozwinięte na wąsach. Służą mu do wcześniej już wspomnianego sprawdzania i oceny potencjalnego pokarmu. Jeżeli karp wyczuje haczyk bądź żyłkę, wypluwa i pozostawia podany pokarm. Jednak z moich obserwacji wynika, że karp jak i inne ryby, stosunkowo rzadko wyczuwa dotykiem haczyk czy linkę w pierwszej fazie brania. Odpowiednie i to wcale nie wymyślne podanie przynęty na haczyku, powoduje, że gdy karp odczuje co kryje przynęta, nie jest już wstanie szybko i skutecznie się jej pozbyć, co umożliwia dobre i prawidłowe zacięcie. Dotyk z pewnością spełnia duże znaczenie w trakcie tarła ryb. Jestem skłonny również przyjąć, że ryby posiadają wykształcony pewien rodzaj odczuwania także uszkodzeń spowodowanych czynnikami chorobotwórczymi skóry, czy narządów wewnętrznych, ale w ograniczonym wydaniu.
WZROK - jakość widzenia ryb zależy od przejrzystości wody oraz jej nasłonecznienia. Im cieplejsza woda, tym większy rozwój planktonu i glonów, a co za tym idzie większe zmętnienie wody i ryby słabiej widzą. W płytkich i małych zbiornikach wodnych widoczność potrafi spaść do 20cm. W mętnej wodzie gdy ryba słabiej widzi, łatwiej ją oszukać, ale przy dużym zmąceniu np. falą może przestać żerować całkowicie z powodu zanieczyszczania mułem skrzeli i pogorszeniem przez to warunków oddechowych. Z drugiej strony w czasie nawet lekkiej fali ryba nie jest wstanie dojrzeć wędkarza na brzegu. Ryby dobrze widzą co się dzieje z boku, a najlepiej w strefie przed sobą, ale w pewnej dopiero odległości od głowy. Kompletnie nie widzą przed samym pyskiem i za sobą. Widzą jednak zarówno do góry jak w dół i strefa tego widzenia jest dość duża.

rys. Anna Pacholska
Ryby w tym z pewnością karpie nie są daltonistami. Doskonale odróżniają kolory. Podbrzusza ryb są białe. Dla nich jest to kolor maskujący. Można się o tym przekonać będąc pod wodą i patrząc do góry. Na tle oświetlanej słońcem powierzchni wody, biały kolor jest najmniej widoczny. Myślę, że właśnie łódka z białym dnem jest najmniej widoczna. Ryby są jednak krótkowidzami, widzą do 3m. Stąd gdy przy brzegu dno zbiornika gwałtownie opada i osiąga szybko kilka metrów nie mamy się czego obawiać, że ryba będąca przy dnie nas zobaczy. Natomiast przy stosunkowo płytkiej wodzie ryba jest wstanie widzieć poruszającego się wędkarza i z reguły traktuje go jako czyhającego drapieżnika. Z kolei dziwić może fakt, iż ryby nie reagują na przepływającego w wodzie nurka. Innym zjawiskiem, które trzeba brać pod uwagę jest fakt, iż wskutek różnej gęstości wody i powietrza, światło przechodząc z jednego środowiska do drugiego ulega załamaniu jak w pryzmacie i ryba jest wstanie dojrzeć wędkarza pozornie ukrytego. On jej nie widzi, a ona ma go jak na przysłowiowej dłoni.

rys. Anna Pacholska
Z tych spostrzeżeń można wysnuć, że ryby odróżniają co dzieje się w środowisku wodnym, a co na lądzie. Z uwagi na fakt, iż na karpie polujemy z reguły z pewnych odległości, ryby mają małą możliwość spostrzeżenia wędkarza. Łapałem karpie przy bezwietrznej pogodzie, w płytkiej 1,5m. wodzie z bliskiej około 7m. odległości i byłem niewidoczny, bądź nie budziłem podejrzeń. Ruszałem się po pomoście ze znajomym, rozmawiałem, a brania nie ustawały. Były to wprawdzie małe karpie, takie do dwóch kilo, ale i one stronią od widoku poruszającego się gwałtownie wędkarza. Jak słyszę opowiadania zawodowców, o skradaniu się i skrywaniu za krzakami na łowisku gdzie jest masa wędkarzy, to śmiech mnie ogarnia. Wszystko według mnie sprowadza się do tego, aby nie tupać i przystanąć, bądź przysiąść w bezruchu, ale też bez przesady. Można spokojnie palić papieroska, czy popijać piwko, aby nie robić gwałtownych ruchów przy połowach z bardzo bliska. Gorzej jest na odludnych akwenach. Tam ryby są bardziej płochliwe i należy zwiększyć czujność i zachować większą ostrożność. Obserwowałem ryby karmiąc je na płytkiej wodzie. Dopóki wykonywałem płynne i spokojne, nawet dość znaczne ruchy rękoma, ryby nie odpływały. Dopiero gdy gwałtownie machnąłem, wszystkie jak na komendę dały dyla. To samo było z przemieszczaniem się. Dopóty ryby nie uciekały, dopóki nie tupnąłem. Czas więc zająć się następnym zmysłem i zastanowić się co też i jak ryby słyszą.
SŁUCH - Dźwięki w wodzie rozchodzą się w płaszczyźnie poziomej z około pięciokrotnie większą prędkością niż w powietrzu. Głos rozmawiających ze sobą w normalny sposób wędkarzy nie ma większego wpływu na ryby, gdyż dźwięk zmieniając środowisko wytraca dużą część energii. Natomiast stukanie w łodzi, czy na brzegu, lub pomoście natychmiast spotka się z reakcją ryb objawiającą się paniczną ucieczką. Ryby nie posiadają uszu jak zwierzęta lądowe, a ich narządem słuchu jest linia boczna ciągnącą się od krawędzi pokrywy skrzelowej do nasady płetwy ogonowej, mniej więcej po środku rybiego ciała. Są to po obu stronach ciała pod skórą kanaliki z odgałęzieniami zakończonymi otworkami na zewnątrz.

rys. Anna Pacholska
Ryby słyszą dźwięki już o częstotliwości fal poniżej 20 drgań na sekundę. Są wstanie rozróżnić zmiany dźwięku w granicach 3 drgań na sekundę. Ponad to dźwięki są odbierane pęcherzem pławnym, który działa jak pudło rezonansowe. Dlatego właśnie szczególną uwagę należy zwracać na to jak rozmieściliśmy sprzęt w łodzi czy na pomoście lub na brzegu. Żaden przedmiot nie powinien narobić gwałtownego stuknięcia, huku. Pamiętam jak kiedyś byłem na karpiach i brania nie dosyć, że były anemiczne, to całkowicie ustały gdy na niskim pułapie kilka razy przeleciał samolot. W momencie przekroczenia bariery dźwięku ryby wyskoczyły nad wodę jakby je pogonił drapieżnik. Jednak nie można przesadzać w drugą stronę i sprowadzać wędkowania karpi do skradania się przypominającego lisa w okolicy kurnika z rysunkowych filmów. Normalnie należy chodzić zwracając uwagę co się znajduje pod nogami. Jeżeli łowimy z łodzi pamiętajmy o fakcie, iż dźwięk w wodzie rozchodzi się i szybciej i daleko dalej. Stojąc nawet daleko od zarzuconego zestawu skutecznie możemy wystraszyć ryby stukając butami i innymi przedmiotami po łodzi. Dźwięki znacznie lepiej rozchodzą się z łodzi niż z brzegu. Dlatego również należy dokładnie zabezpieczyć wiosła, aby nie narobiły rumoru i nie skrzypiały w dulkach. Podbierak musi mieć pewne oparcie i być w takim miejscu, aby nie nastręczał trudności w jego sięganiu i odkładaniu. Ewentualna siatka do przetrzymywania ryb powinna być szeroka (pałąki o średnicy co najmniej 50cm) i odpowiednio długa, aby wpuszczana doń ryba nie robiła hałasu przy powierzchni, a szybko i płynnie znalazła się pod wodą. Rzucanie się karpia przy powierzchni może być sygnałem ostrzegawczym o niebezpieczeństwie. Jeżeli wypuszczamy swoją zdobycz, to bez względu na jej rozmiary róbmy to cicho kładąc rybę do wody. Najczęściej gdy ryba nam się zerwie, to przez pewien czas nie mamy brań. Gdy ucieknie w kryjówkę dziwnie wachluje płetwami. Prawdopodobnie w ten sposób wywołuje fale dźwiękowe, ostrzegawcze dla innych ryb. Nie zaobserwowałem tego zjawiska gdy wypuszczałem złowioną rybę.
Wzrok i słuch karpi jest ważnym elementem, który wędkarz musi brać pod uwagę. Na ile trzeba przestrzegać podstawowych zasad związanych z tymi zmysłami, przekonałem się będąc kiedyś na rybach nad karpiowym jeziorem. Była bezwietrzna, ciepła sierpniowa noc z soboty na niedzielę. Jeszcze przed zachodem słońca rozpostarłem się na wybranym miejscu nęconym już od poprzedniego dnia. Gdy się ściemniło zapaliłem gazową lampę. Zestaw spławikowy ze świetlikiem był ustawiony ode mnie skosem w prawo około 20m. na wodzie. Po prawej stronie w odległości 30m. w bok był pomost, z którego wędkowali wesołkowie na rauszu. W pewnym momencie mam branie i spławik powoli zaczął się zanurzać pod wodę. Już miałem zacinać gdy jeden z dowcipnisiów zapalił latarkę skierowaną prosto na mój zatapiany waggler. Ten wyskoczył do góry i było już po braniu. Tak ryba zareagowała na gwałtowną zmianę oświetlenia wody. Słabe i ciągłe światło z lampy gazowej jej nie przeszkadzało, ale zmiana natężenia, skutecznie wypłoszyła. Jakby tego było mało przy następnym braniu jeden z nich potknął się na pomoście i wywrócił z wielkim rumorem. Karp znowu wypluł przynętę, a brania tym razem skończyły się już do rana. Konkluzja jest oczywista. Wcześniejsze nawet śmiechy, rozmowy, spacery po pomoście podpitych bądź co bądź wędkarzy nie zakłóciły brań, ale łomot przestraszył ryby na dobre. Wnioski nasuwają się same. Ciche i spokojne chodzenie po nabrzeżu nie straszy ryb jednak gwałtowny niespodziewany hałas odstrasza. Łapiąc w nocy i korzystając z latarki nie można świecić albo błyskać światłem bezpośrednio po łowisku. Światło latarki kierujmy w inną stronę niż nęcone stanowisko. Spostrzegłem również i taką zależność, że gdy jest pełnia księżyca i świeci on mocno i wysoko na niebie, zdecydowanie spada branie dużych egzemplarzy. Natomiast małe sztuki biorą dalej bez zmian. Gdy miesiąc jest w tej samej fazie i przyświeca słabo, nie wznosząc się wiele nad horyzont, zdecydowanie wzrasta ilość brań dużych karpi.
CIŚNIENIE ATMOSFERYCZE I TEMPERATURA - są to dwa czynniki, wobec których jesteśmy bezradni, ale mają one znaczny wpływ na wyniki naszych połowów. Ryby posiadają jako narząd hydrostatyczny pęcherz pławny umożliwiający im swobodne poruszanie się na różnych głębokościach wody. Za pomocą tego narządu ryby odczuwają zmiany ciśnienia atmosferycznego. Ciśnienie w pęcherzu pławnym równa się sumie ciśnienia atmosferycznego i ciśnienia słupa wody zależne od głębokości na jakiej pływa ryba. Zmiana ciśnienia atmosferycznego zakłóca równowagę ciśnień w organizmie ryby, co skutkuje zachwianiem rytmu przemiany materii oraz zaniechaniem żerowania. Im gwałtowniejsza jest zmiana ciśnienia tym bardziej brzemienna w skutkach. Pocieszeniem jest jednak fakt posiadania przez karpia pęcherza otwartego, czyli połączonego kanałem powietrznym z przełykiem. Przez to łatwiej dostosowuje się do zaistniałych zmian ciśnienia atmosferycznego, a więc okresy bez brań są krótsze. Powolne zmiany ciśnienia tylko w nieznacznym stopniu wpływają na żerowanie karpi. Najlepsze jednak wyniki brań zaobserwowałem gdy ciśnienie atmosferyczne bardzo wolno rośnie lub spada i zawiera się od 1000 do 1010hPa, lub stabilnie się trzyma w tej wysokości przy pogodnej aurze z cyrkulacją zachodnią i niewielkim wietrze do około 2m/sek cichnącym wieczorem do zera. Najgorsze brania miałem przy wschodniej cyrkulacji, które całkowicie ustawały, gdy była bezwietrzna pogoda, a wyż ze wschodu przynosił żar z nieba. Dobre wyniki osiągałem po przejściu frontu atmosferycznego, gdy stabilizowała się pogoda i ucichł wiatr. Nawet wtedy gdy jeszcze od czasu do czasu pokropił chwilowy drobniutki deszczyk.
Drugim czynnikiem mającym wpływ na wyniki jest temperatura. Ryby są stworzeniami zmienno cieplnymi. Temperatura ciała ryby zmienia się wraz z temperaturą wody. Nieco rośnie gdy ryby są w ruchu. Wraz ze wzrostem temperatury, wzrasta metabolizm ryb. Na wiosnę i na jesieni temperatura wody niewiele się waha w ciągu doby i przy dobrej cyrkulacji ryby nieźle biorą w ciągu całego dnia, gdyż wówczas jest najcieplej. Zdecydowanie słabiej jednak w nocy. W upalne lata w dzień rejestrowałem słabsze brania. Lepsze wówczas są nad ranem, wieczorem i wręcz w nocy. W tym czasie łapałem największe swoje karpie. Należy to tłumaczyć tym, jak mi się wydaje, że w południe przy największej temperaturze, spada zawartość tlenu w wodzie. Na powierzchni woda najbardziej się natlenia, nawet przy najmniejszym powiewie wiatru. Często obserwowałem pławiące się karpie pod powierzchnią wody. Jednak z powierzchni też nie żerowały. Według mnie najlepszy okres brań karpi tych od pięciu kilo wzwyż i medalowych przypada od połowy czerwca do końca sierpnia. Praktycznie przy lekko pochmurnej pogodzie, przy stabilnym ciśnieniu z cyrkulacją południowo-zachodnią i cichnącym wieczorem wietrze, od zmierzchu do rana można trafić nawet kilka takich karpi. Wpływ księżyca według mnie jest niewielki. Sprowadza się do tego, aby nie świecił zbyt ostro. Wysoko wędrujący po niebie świecący w pełni osłabiał brania, ale zachmurzony, usytuowany blisko horyzontu nie miał większego wpływu i brania zawsze oceniałem jako dobre, gdy były spełnione inne uwarunkowania.
Myślę, że te chociaż skrótowe wprawdzie odniesienie się do poruszonego tu zagadnienia, będzie pomocne przy zrozumieniu zachowań naszych ulubieńcy i pomoże w karpiowaniu.
Bolesław "Wędkoholik" Michalski
– Komentarze –
Dopisz swój komentarz