Nasze kochane Kaczodziobe
Spotykam się z tezą, że szczupaków nie może być dużo w zbiorniku, bo następuje kanibalizm. Niby nie ma sensu zarybiać, bo i tak się pożrą wskutek czego ich ilość się na powrót zmniejszy, a co za tym idzie jest to marnowanie kasy. Otóż taki obrazek chyba nie bardzo jest realistyczny już w Polsce. U nas nie grozi chyba już problem kanibalizmu nawet w najmniej zarośniętych wodach. I wcale nie wynika z jakiegoś nawrócenia się szczupłych na zbożną drogę. Po prostu jest ich totalny brak.
Ale nie jest również prawdą, że gdy jest naszych ulubieńcy dużo, to kanibalizm staje się nagminny, czy w ogóle częsty. Swoją wypowiedź opieram nie tylko na czytanych publikacjach, ale również na podstawie własnych obserwacji. Z całą pewnością kanibalizm nie ma miejsca wśród osobników o zbliżonej wielkości. I choć wystarczy stosunkowo nie duża różnica w wielkości osobników, by większy był w stanie przełknąć mniejszego, to zjawisko kanibalizmu nie jest tak powszechne jakby się wydawało. Przez kanibalizm życie tracą prawie w 100% osobniki słabe, chore i najmniej przystosowane do warunków życia. Te najsilniejsze nie dają sobie w kasze dmuchać. Tu największym pogromcą jest człowiek.
Szczególnie w żyznych jeziorach o zróżnicowanym dnie i dużą ilością kryjówek dla różnej wielkości szczupaków, nie powstaje zagrożenie kanibalizmu. Dużo małych szczupaków ginie raczej w paszczach innych drapieżników niż w paszczach własnego gatunku. Wielokrotnie opisywane były na łamach prasy zjawiska sąsiadowania ze sobą osobników podobnej wielkości, gdy kryjówka stanowiąca dobre stanowisko jest odpowiednio duża. Opisywane, były sytuacje, gdzie przy obserwacjach podwodnych, widziano w pobliżu siebie osobniki mogące się nawzajem zjeść. A jednak do wzajemnego ataku nie dochodziło.
Widzę u niektórych zdziwienie - dlaczego niby nie obserwowano ataku głodnego drapieżnika? A no dlatego, że gdy drapieżniki mają dostateczną ilość dostępnego pokarmu, to przede wszystkim swoje zainteresowania kierują w tym kierunku. Tu oczywiście daje się zaobserwować również hierarchiczne zachowania. Gdy przychodzi czas na posiłek większych egzemplarzy, mniejsze chowają się głębiej by niepotrzebnie nie drażnić swych dorodniejszych pobratymców. Gdy dominanty zakończą posiłek, mniejsze zaczynają swoje łowy, gdyż czują się bezpieczne. Nażarty szczupak nie atakuje i nie stanowi zagrożenia dla otoczenia. Im różnice wielkości są większe, tym odległości pomiędzy bytującymi osobnikami są znaczniejsze. Po przekroczeniu pewnej różnicy wielkości sytuacja na tyle staje się niebezpieczna dla mniejszych, że nie bytują ze sobą i zjawiska takiego się nie obserwuje.
Swoje obserwacje prowadziłem na znacznie mniejszych egzemplarzach, od opisywanych w czasopismach i innych publikacjach, ale wyniki się pokrywają. Obecnie już trudno o możliwości prowadzenia takich obserwacji, bo liczebność tych pięknych ryb dramatycznie się zmniejszyła, a i ilość potencjalnego pożywienia jest jakby mniejsza, nawet w żyznych jeziorach. Nie mniej w przeszłości miałem możność przekonania się, że publikowane, a przytoczone powyżej zjawisko potwierdziło wyniki moich spostrzeżeń.
Wielokrotnie, gdy znalazłem dobre stanowisko nie zadawalałem się wyciągnięciem jednego szczupala z dziury. Posyłałem w to samo miejsce po raz kolejny przynętę. Jeśli nie dawała efektu, to ją zmieniałem i znów w to samo miejsce. Czasem w godzinę można było wyłuskać z takiego miejsca dwa, ale czasem cztery osobniki. Na dziesięć takich sytuacji w dziewięciu przypadkach największy meldował się jako pierwszy, a najmniejszy jako ostatni. Oczywiście nie stałem w jednym miejscu, ale co kilka minut podpływałem powrotnie w taką miejscówkę. Tak więc, ja bym był bardzo sceptyczny w ferowaniu opinii o wielkim kanibalizmie zębatego.
Wiem zaraz usłyszę, że łowiska komercyjne Was nie interesują - do burdelu nie jeździcie. He he he, aż boki mnie bolą ze śmiechu. Takie łowy odbywały się na większości naszych jezior na Warmii, Mazurach, Suwalszczyźnie, czy Kaszubach, a w zasadzie na każdym pojezierzu. To była zabawa i jazda na całego. To jednocześnie obrazuje jak drastycznie spadła w naszym kraju populacja szczupaka i że wołanie o ratunek dla szczupaka to wcale nie przesada i nie żarty, a opowieści o kanibalizmie są zazwyczaj mocno przesadzone.
Powiecie - to odległe czasy. Nie, nie takie znowu odległe. Ostatnie takie sytuacje trafiałem jeszcze w początkach lat dziewięćdziesiątych. Mało tego jeśli w danym stanowisku stał pojedynczy osobnik, to gdy go złowiłem i wypuściłem w innej części jeziora lub zabrałem, to już następnego dnia mogłem złowić z tej samej dziury następnego. Kolejny natychmiast zajmował dobre stanowisko. Dla wielu młodych Kolegów może taki szczupaczy paradaise wydać się bajką, ale ta bajka była faktem. Można się zastanawiać, gdzie ten bajeczny świat zniknął. Co by nie rzec, to stanowczo można stwierdzić, że duża ilość szczupaków wcale nie musi wpływać na kanibalizm. Prędzej na to zjawisko może mieć wpływ bezmyślne zarybianie, gdzie całość palczaka wali się w jedno miejsce, zamiast wpuścić go po trochu w wielu najdogodniejszych dla przetrwania miejscach.
Inne pojawiające się głosy sugerują, że duża ilość kaczodziobych spowoduje wyżeranie innych gatunków i zabraknie ich w akwenach. Jest to pogląd w żadnej mierze nie mający potwierdzenia w rzeczywistości. Wręcz odwrotnie. Jeżeli w akwenie następuje brak drapieżników zaczynają pojawiać się niekorzystne zjawiska.
Pierwszym takim zjawiskiem jest karłowacenie ryb spokojnego żeru. Namnażają się w takich ilościach, że w skrajnych warunkach nie starcza pokarmu i robi się za ciasno. W wodzie zamiast najzdrowszych osobników, pływają nawet takie, które gołym okiem widać, że są ułomne lub z wadami genetycznymi. Populacja słabnie, nie ma bodźca do wzrastania, słabo żeruje. Można oczywiście stwierdzić, że wystarczy przeprowadzić odłowy sieciowe i wróci ilość do równowagi. Ilość może tak, ale jakość nie.
Jakby na przekór wszystkiemu, nie jesteśmy wstanie poprowadzić odłowów sieciowych, które odłowiłyby słabe osobniki, a pozostałyby w wodzie tylko zdrowe. Wręcz przeciwnie. Zdrowa ryba jest znacznie ruchliwsza i to ona jako pierwsza ładuje się w sieci. Owszem w skrajnych warunkach odłowy sanitarne, zmniejszające populację, chwilowo poprawiają sytuację, ale na dłuższą metę, sytuacja wraca do pierwostanu.
Drugim tragizmem braku szczupaka w akwenach są choroby ryb rozprzestrzeniające się na całe stada. Do takich bardzo pospolitych i od razu wskazujących na brak drapieżników jest zarobaczenie u ryb układu trawiennego. Prym wiedzie tasiemiec. W wodach z brakiem drapieżnika czasem przybiera taki rozwój, że trudno jest złowić leszcza, krąpia, czy płoć nie zakażoną tasiemcem.
Innym niekorzystnym zjawiskiem powstającym przy braku szczupaków jest gwałtowny wzrost rozwoju glonów. Jest to spowodowane tym, że zooplankton żywiący się fitoplanktonem jest masowo wyżerany np. przez płocie i ukleje. Tak więc za zieloną zupę latem w naszych jeziorach jest odpowiedzialny brak szczupaka. Nadmierny rozwój glonów powoduje duże ubytki tlenowe prowadząc wprost do letniej przyduchy. Niektóre z glonów wydzielają toksyny powodując pomór narybku ryb. Rozkład denny glonów prowadzi też do śmierci ryb Tu chyba najwrażliwsze są węgorze. A więc brak szczupaka ma fatalne skutki dla środowiska. By ratować wodę przed zakwitami najlepsze co można zrobić to wpuścić do danego akwenu dużo szczupaka. Potwierdzają to przeprowadzone wielokrotnie badania.
Okazuje się, że żadne interwencje ludzkie nie są tak skuteczne jak naturalny system jaki stwarza sama przyroda. Najlepszym selekcjonerem i regulatorem populacji ryb spokojnego żeru jest drapieżnik, przede wszystkim szczupak. Przyroda sama potrafi wyregulować równowagę pomiędzy ilością ryb. Szczupak w nadmiarze jest skutecznie ograniczany przez inne drapieżniki, a w krytycznym momencie dopiero przez kanibalizm. Jeżeli do niego dochodzi powszechnie w jakiejś wodzie to znaczy, ze brakuje tam innych drapieżników, albo np. przez przełowienie białej ryby na której w normalnych warunkach żeruje.
Jak widać szczupak ma ogromne znaczenie dla równowagi w ekosystemach. Skutecznie ogranicza ilość chorych i słabych ryb, nieprzystosowanych do życia, przez co utrwala się zdrowa i dorodna populacja ryb spokojnego zeru, co umożliwia dobry szybki wzrost i ograniczenie ilościowe na poziomie mogącym się pomieścić w danym akwenie bez nadmiernego przerostu. Silna i zdrowa ryba jest efektywniejsza w reprodukcji, co zapewnia bez zagrożeń jej byt. Szczupak jest sanitariuszem wód, a nie ich mordercą.
Ale nie są to ostatnie zarzuty z jakimi się spotkałem w stosunku do szczupaka. Słyszałem głosy, że duży szczupak zagraża ptactwu. Ponoć wyjada ptactwo wodne czym zaniepokojeni są ornitolodzy. Nie przykładałbym do takiej wypowiedzi jakiejkolwiek wagi, gdyby nie padały one z ust wędkarza z doktoratem, w jednej z dziedzin związanych ściśle z ichtiologią. Chyba delikatnie mówiąc tak nieroztropnej wypowiedzi nie słyszałem. Jeśli nawet naukowcy są wstanie pleść takie dyrdymały, to blado widzę los prawdziwych kaczodziobych. Owszem jednym z wrogów ptactwa wodnego jest duży szczupak, ale z reguły jeśli złapie to ptaszysko chore. Też przyczynia się do utrzymania zdrowej populacji ptasiej.
Na tak nieprzemyślane wypowiedzi należy chyba dać przykład równie prostacki i prosty w swym brzmieniu. Przecież dziś nie ma już dużych szczupaków (jeśli są to nieliczne), a ptactwa zamiast przybywać to ubywa. Właśnie brak naturalnych wrogów powoduje rozwój chorób oraz dorastanie egzemplarzy słabych i z wadami. Dzisiejszy brak dużego szczupaka uniemożliwia eliminację tych ułomnych ptaków. Z resztą innymi drapieżnikami polującymi na ptactwo były orły, sokoły, jastrzębie, których jest wyraźny brak, a efekty widać. Na wielu akwenach, gdzie życie ptasie kwitło, dziś pływają pojedyncze sztuki, a niektórych gatunków nie uwidzisz. I nie ma z tym nic wspólnego duży szczupak. Oczywiście największe szkody czyni jak zwykle człowiek niszcząc tereny lęgowe, wycinając trzcinę i masowo latem wpływając w zarośla wodne, płosząc ptactwo i niszcząc ich gniazda..
Duży szczupak nie tylko był regulatorem populacji ryb i ptactwa wodnego, ale również bobrów. Śmiem twierdzić i to chyba będzie prawdziwe, że wpływu na znikanie ptactwa wodnego nie ma szczupak, a jego brak, tak jak i innych wymienionych drapieżników. Chore ptactwo zaraża masowo inne i wymierają czasem całe populacje żyjące w danym środowisku.
Duży szczupak jest potrzebny do selekcji wśród dużych osobników ryby spokojnego żeru. Bez niego ryby te zarażają inne osobniki, a padając gniją na dnie zbiornika. Przyroda najlepiej wie, co jej jest potrzebne. Stworzyła drapieżnika tak dużego, bo jest potrzebny. Przestańmy być mądrzejsi od niej, bo zwykle kończy się to tragicznie. Zagłada szczupaka, jest pierwszym krokiem do zagłady innych gatunków. Ilość szczupaka mierzona według jego wielkości natura sama ułożyła tworząc piramidę ilościową poszczególnych roczników. Najmniej jest dużych. W naturalnych warunkach, tych przekraczających metr jest 1 na 1000 sztuk wylęgu. W tej samej piramidzie do wielkości wymiarowej dorasta 60 sztuk. Jeżeli w danej wodzie od wielu lat trudno o wymiarowego szczupaka, to o metrowcach można tylko pomarzyć.
Reasumując, chcąc mieć zdrowe wody musimy mieć w niej szczupaki w sporych ilościach w różnym przedziale wiekowym zgodnie z przytoczoną piramidą ilościowo-wielkościową. Przestańmy się martwić jego kanibalizmem, żarłocznością, a pozwólmy mu po prostu żyć.
Bolesław "Wędkoholik" Michalski
– Komentarze –