Feederowe GzoomG’i
Czy o feederze powiedziano ostatnie słowo? Wszystko wskazuje na to, że nie. A cóż można jeszcze ulepszyć, cóż można by dodać nowego w poważny sposób zmieniającego podejście do tej techniki? Szczytówki są produkowane z różnych materiałów, również trudno by coś dodać w materiach i technologiach produkcji samych wędzisk, kołowrotki leżą w każdym sklepie do wyboru do koloru, a z jakością żyłek producenci ścigają się jak w biegu na 100 metrów. Rurki mamy podgięte, proste, a koszyki to już istny festiwal kształtów i przeznaczeń. Więc, co tu można jeszcze wymyślić, udoskonalić i zmienić? A jednak można inaczej podejść do rurek i koszyków, szczególnie w połowie feederowym na wodach spokojnych, choć nie tylko.
W ubiegłym i tym roku miałem przyjemność testować rurki i koszyki polskiej produkcji pod nazwą „GzoomG”. Początkowo podszedłem do tych wyrobów bardzo sceptycznie, ale gdy zacząłem je stosować moje początkowe zastrzeżenia całkowicie zostały rozwiane, bo okazały się nieuzasadnione, a szybko dostrzegłem zalety wyrobów ważne w feederowej technice połowu.
Zacznę od rurek, bo te testowałem jako pierwsze. Różnice w porównaniu do tradycyjnych rurek antysplątaniowych można zaobserwować już na pierwszy rzut oka. Rurki GzoomG są nieco większej średnicy i posiadają w miejscu podczepiania koszyka własne obciążenie 7 lub 13 gram oraz mają możliwość regulacji długości przedniej części rurki. Ponad to są nieco bardziej elastyczne od tradycyjnie używanych.
Spytacie co to daje? Wbrew pozorom bardzo dużo.
Tradycyjne rurki są tak małej średnicy, że zawarte w nich powietrze nie jest wstanie wydostać się na zewnątrz, co bez trudu następuje z nowych rurek. Tradycyjne mają więc tendencję do zadzierania do góry przedniej końcówki rurki, co ma niebagatelne znaczenie przy eksponowaniu przynęty i gładkiemu ułożeniu przyponu na dnie łowiska. GzoomG’i leżą na dnie całą swą długością w czym również dopomaga umieszczone w nich dociążenie. Rurka leżąc na dnie, nie jest poddatna ruchom wody, również tym wywołanym przez przepływające ryby, a żyłka nie odstaje od dna, więc nie jest zawadzana przez żerującą rybę. To bardzo ważne cechy i chyba nikt nie ma wątpliwości, że właśnie do tego należy dążyć. Zwiększa to sukces połowowy znacznie, szczególnie gdy ryby biorą kapryśnie i bardzo ostrożnie, delikatnie. Wówczas najmniejsze podejrzenie skutecznie wypłasza rybę.
Kolejną zaletą tych rurek jest możliwość zmiany długości, co powoduje skrócenie, bądź wydłużenie przyponu. Tak więc bez konieczności wymiany stągiewki możemy szybko dostosować jej długość do potrzeb na łowisku. I nie jest to różnica mała, bo regulacja wynosi do 10cm.
Pomimo, że rurka jest prosta, to odpowiednie wyprofilowanie strzemiączka do podwieszenia koszyka, powoduje połączenie zalet rurek prostych i podginanych. Praktycznie brak jest splątań w trakcie wyrzutu (jeśli się zdarzają to naprawdę sporadycznie, w nieporównywalnie mniejszej ilości do tradycyjnych) przy jednoczesnym zachowaniu dobrego opływu powietrza, powodując małe jego opory w trakcie lotu zestawu. Ma to spore znaczenie w odległości zarzucanego zestawu.
Zapytacie czy te rurki nie mają wad? Na siłę można im przypisać tylko jedną. Należy przełożyć żyłkę przez mały otworek wewnątrz rurki. Producent jednak daje przetykacz zrobiony z cienkiego patyczka, co niweluje tę niedogodność. Osobiście po kilku próbach i nabraniu wprawy nawlekam rurkę na żyłkę zaledwie o 10 sekund dłużej od rurki pospolicie używanej.
No właśnie jak nawlekamy tę rurkę na żyłkę, bo robi się to nieco inaczej niż w tradycyjnych. Otóż żyłkę główną należy wpiąć do zaostrzonej części na patyczek przewlekacz i przepchnąć przez rurkę (jest ona nacięta, aby żyłkę główną można łatwiej wpiąć) i żyłkę odbieramy na drugim końcu.
Reszta jest już podobnie uzbrajana do tradycyjnego zestawu, a więc koralik gumowy zabezpieczający węzeł na krętliku, tyle że później chowa się wraz z krętlikiem w rurce. Jest to zaleta tych rurek, że stoper wraz z krętlikiem i węzłem mieści się i jest chroniony w przedniej części rurki. Wszystkie elementy poruszają się wewnątrz rurki swobodnie, oczywiście z blokadą zapobiegającą spadanie rurki na przypon do haczyka. Koraliki gumowe i przetykacz są dostarczane wraz rurką. Przypon też mocujemy bez żadnych różnic. Do każdej rurki producent dostarcza czytelną instrukcję z rysunkiem.
Teraz przyszedł czas na omówienie drugiego wyrobu, który ściśle współpracuje z rurką antysplątaniową, będąc zawieszonym na jej strzemiączku. Oczywiście mowa o podkarmiaczach, czyli koszykach. No czym mogą się różnić koszyki GzoomG od spotykanych na co dzień w sklepach? Oj sporo się różnią i to na korzyść.
Podstawowymi różnicami są zadziorki (pazurki), wykonanie z twardego drutu nierdzewnego, zdecydowanie większe otwory, zminimalizowane obciążenie czasem do zera, oraz wyhaczacz z zaczepów. Omówmy sobie po kolei te cechy.
Wykonanie koszyków z nierdzewnego drutu zapobiega skutecznie korozji i nie wymaga lakierowania, tak wstrętnie odłażącego później płatami na łowisku. Odsłonięte z lakieru koszyki korodują, wyglądając wstrętnie i nieprzyjemnie nimi łowić. Tu taki problem nie istnieje.
Jednocześnie twardość drutu pozwala na utrzymanie stabilnej konstrukcji koszyka, pomimo dość znacznej wielkości oczek. Dzięki takiej konstrukcji można stosować w zanęcie sypkiej również ziarna takie jak groch, łubin, kukurydza, a nawet połówki orzeszków arachidowych czy granulat i pellet.
Koszyki te są wykonane w różnych wersjach konstrukcyjnych. Całkowicie bez denek lub z jednym stożkowym denkiem od strony wieszaka. Obie wersje mogą być wyposażone w otwierane denko w dolnej części. Ta możliwość otwarcia denka, znacznie ułatwia załadunek zanęty. Po zamknięciu same nie otwierają się w trakcie zarzucania i łowienia. Podkarmiacze są w kształcie walców ze spłaszczoną jedną stroną, co powoduje obracanie się właśnie tą płaszczyzną do dna.
Na spodzie są umieszczone pazurki, które przyczyniają się doskonale do przywierania koszyka do dna. Nawet koszyki bez obciążenia nie mają prawa się przesuwać, także na lekko mulistym dnie. Na potwierdzenie zalet opisanych pazurków, proszę obejrzeć sobie krótki filmik. Na końcu zestawu jest otwarty koszyk bez obciążenia firmy GzoomG zawieszony na w/w opisanej rurce antysplątaniowej.
Pomimo dość silnego wiatru (co słychać na filmie jako pogłos uderzającego wiatru w mikrofon), ani razu zestaw nie został zluzowany. Żeby nie było wątpliwości wędzisko jest typowym feederem karpiowym (dość sztywne) o długości 3,60m., z wyrzutem do 60g. Próby połowu były wykonywane również z ruchomych platform i też koszyk stabilnie trzymał się dna.
Pozostał opis jeszcze jednej cechy koszyków GzoomG. Mianowicie możliwość ich wyhaczania z zawad. Zawiesze koszyka wyposażono w gumkę. Jeżeli koszyk wpadnie w zawadę, to po naprężeniu żyłki i odstrzeleniu następuje jego uwolnienie. Jeśli nawet za którymś razem nie uda się ta sztuczka, to zerwaniu ulega tylko koszyk, a reszta zestawu ocaleje. Wystarczy założyć drugi koszyk by znów wznowić łowienie. W pospolicie występujących na rynku koszykach nie ma takiego elementu i gdy pozostaje nam wyrwanie zestawu z zawady z reguły tracimy go w całości.
Na koniec pozwoliłem sobie zostawić opis eksperymentu koszyka GzoomG, ale w nietypowym wydaniu, bo na moje prywatne jednorazowe zamówienie. Wybieraliśmy się na Narew w okolicy Modlina. Tego dnia był spory nurt i tradycyjne koszyki o trójkątnych kształtach dopiero ze stugramowym obciążeniem własnym nie były znoszone przez prąd wody. Ja wyjąłem swoje GzoomG’i o długości 10cm, średnicy 5cm, z obciążeniu 70gram, no i oczywiście wyposażone w pazurki. Gdy to zobaczyli koledzy gruchnęli gromkim śmiechem, bo przy moim, ich koszyki wyglądały jak liliputy. Każdy był pewny, że takie giganty postawią zbyt duży opór w wodzie, zostaną zmiecione prądem wody z łowiska i nie pomogą ani rurka, ani pazurki. Do środka tych olbrzymów doczepiłem dodatkowe koszyki z tworzywa wypełnione białymi robakami, a całość dopełniłem zanętą. Po zarzuceniu koszyk jednak nie zmiatało z nurtem, a dosyć szybko zakotwiczał się na dnie. Zestaw stabilnie przywierał w miejscu do dna za każdym zarzuceniem. Robaki wydostając się z wewnętrznego koszyka rozluźniały zanętę i umożliwiały systematyczne jej uwalnianie do wody. Po pierwszym zarzuceniu już nastąpiło zdziwienie i koledzy sugerowali z kolei, że będą kłopoty z wyciągnięciem zestawu z wody, gdyż jego zaczepienie o zawadę będzie nieuniknione. Nic bardziej mylnego. Lekki stosunkowo koszyk do swojej wielkości, przy szybkim poderwaniu zestawu, unosił się w górę i już swobodnie pływając dawał się wyholować.
To zdarzenie jednoznacznie potwierdziło zasadę zachowywania się tych koszyków w trakcie łowienia. Otóż koszyk GzoomG, lekki, nawet bez obciążenia, zawieszony na rurce antysplątaniowej tej samej produkcji, dzięki dobremu przyleganiu rurki do dna, jak i pazurkom w koszyku, doskonale przywiera do dna łowiska. Natomiast poderwany szybko podnosi się do góry, bo jest lekki, co zdecydowanie zmniejsza możliwość wpadnięcia w zawady. Tak lekkim zestawem można rzucać ze znacznie delikatniejszego wędziska, co dla wielu i w wielu przypadkach ma kolosalne znaczenie. Jednocześnie należy zauważyć, że hol ryby z takim lekkim koszykiem, czasem bez dociążenia, sprawia o wiele więcej przyjemności, niż hol ryby gdy u jej boku wisi znaczny ciężar.
Pozostaje jeszcze jedna sprawa do omówienia. Mianowicie jak ten zestaw rurki z koszykiem GzoomG zachowuje się w trakcie brań? Czy ryby biorąc nie luzują zestawu. Otóż nie, nawet wtedy gdy koszyk jest bez obciążenia. Jako przykład dam tu przypadkowe zjawisko na jakie się natknąłem nad wodą. Zastosowałem karpiowy feeder z zestawem bez obciążenia. Zamiast karpi podeszły płotki. Nie mogły wziąć do pyska kilku ziaren kukurydzy na dużym haku, ale skutecznie skubały, co widać było na szczytówce. Nie udało im się przesunąć koszyka mimo dość agresywnych poczynań z kukurydzą na haku.
Doświadczenia z wyrobami GzoomG całkowicie zrewolucjonizowały moje podejście do tematu łowienia drgającą szczytówką. Szalejemy za nowościami z rynku światowego, a tu rodzimi wynalazcy produkują cacka na światowym poziomie, które ciężko przecenić. Próbowali również moi koledzy łowić przy użyciu tych rurek i koszyków. Każdy z nich był mile zaskoczony zachowaniem się wyrobów na łowisku. Potwierdzali to co tu opisałem. Testował je pracownik sklepu Muskie i wyraził się o nich jednoznacznie - są niesamowicie dobre. Ja uważam, że wykonane zestawy w oparciu o wyroby GzoomG, są sprawą przyszłości i umożliwiają dotychczasowe ciężkie połowy feederowe na jeziorach, zamienić w ultralekkie federowanie, nawet polując na karpie. Stosowanie GzoomG’ów polecam wszystkim z pełną odpowiedzialnością, będąc doń przekonany po ponad rocznym ich testowaniu.
Leszek Stoparek też jest zafascynowany GzoomG’ami i tylko przy użyciu tego sprzętu łowi feederem.
A oto i autor, wynalazca i producent tych rurek i koszyków, czyli Grzegorz Gętka we własnej osobie.
Chcecie mieć feederowe GzomG’i? To zajrzyjcie do Grzegorza na stronę http://www.gzoomg.eu lub skontaktujcie się pisząc do Niego list.
Testował, referował i opiniował
Bolesław "Wędkoholik" Michalski
– Komentarze –
Dopisz swój komentarz