| | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | | |


Strona Główna



Rybiografia



Łowiska



Siedliska Ryb



Metody i Techniki



Karpiowanie



Sprzęciarsko



Przysmaczanie



Przepisy Prawa



Ratujmy Ryby



Opowiadania



Bibliografia



Kuchnia



Foto Galeria



Batymetria



Forum



Kontaktowalnia



Księga Gości



Lake Fishing Club



Linki Wędkarskie



Linkownia




Kuchnia Rybna

Znasz smakowite potrawy z ryb? Możesz się tym podzielić z innymi. Napisz do nas, a zamieścimy przepis na stronie.


Przysmacz Rybkom

Masz wypróbowane prze- pisy zanęt, czy przynęt i chciałbyś podzielić się tym z innymi? Napisz do nas, a my je opublikujemy tu na stronie.


Łowiska Jeziorowe

Jeśli znasz ciekawe ło- wiska i zechcesz się tym podzielić z nami, prześlij opis, a opublikujemy.


Sprzętowo

To nowy dział zawierający opinie, recenzje i pomysły związane ze sprzętem wędkarskim. < więcej >


Linkownia

W linkowni możesz zna- leźć ciekawe i darmowe programy wędkarskie.
< więcej >



Feeder Shudder Tip  

W ostatnim czasie metoda połowu na „Drgającą Szczytówkę” cieszy się wielką popularnością, a ja rzekłbym przeżywa swój renesans. Nowoczesne technologie pozwoliły na osiągnięcie w produkcji niebywale czułych i wytrzymałych wędzisk, o doskonałej dynamice. Jednocześnie bardzo niezawodna metoda sygnalizowania nawet najdrobniejszych brań, pozwala na zacięcie bezbłędne niemal każdej ryby, która wzięła haczyk do pyska. Właściwie dzisiejsze szczytówki są wstanie pokazać już przepływającą rybę w pobliżu pokarmu, zanim ta zdąży choćby nosem trącić swój kęs. Jednak dlaczego ja napisałem o renesansie D.S., a nie o rozwoju i rozkwicie? Jedno i drugie ma tu właśnie rację bytu. Dawne sprawdzone obserwacje i metody prób przechytrzania ryb mogły zostać spopularyzowane i stać się powszechne, dzięki rozwojowi technologii produkcji wędzisk. Gama nowych materiałów do wytwarzania blanków była niejako motorem napędowym do rozwoju sygnalizacji poruszającą się szczytówką. W tym miejscu należałoby się zastanowić czy bez tych obecnie stosowanych materiałów można było łowić na D.S.? No to zajrzyjmy troszkę do historii.

Okazuje się, że w wielu miejscach i środowiskach wędkarskich używano różnych technik sprowadzających się do sygnalizowania brań przez reakcje na szczytówce. Jacek Jóźwiak opisuje w swej książce sposób własnego dziadka na lipowy patyczek. Przedstawię fragmentarycznie cytat z opisem tych patyczków.

„...Zawsze frapowały mnie zimowe przygotowania do wędkarskiego sezonu. ...Ot, choćby łupanie osinowych pręcików, które zaśmiecało cały dom i doprowadzało do furii babcię. Takich sprężystych, choć kruchych i łatwo łamiących się patyczków potrafił dziadek wyprodukować i dwie setki.”
„...Od standardowej gruntówy różnił dziadkowe wędzisko osinowy patyczek dowiązany miedzianym drutem do szczytówki. Miał ów patyczek na końcu wycięte scyzorykiem wgłębienie, w którym lokował dziadek żyłkę po zarzuceniu i naprężeniu zestawu.
Siadał potem na jakimś wykrocie, z dłonią w pobliżu rękojeści i czekał na branie... Najpierw patyczek podrygiwał, wprawiając całe wędzisko w przejmujący dreszcz i za moment łamał się z cichym trzaskiem. Spokojne zacięcie i kolejny leszcz, jaź, certa dostawały po nosie.”

Widzimy tu wyraźnie jak zastosowanie zwykłego patyczka w pełni zastępowało obecną wyrafinowaną szczytówkę. Tyle, że kłopot był z wymianą tych wskaźników po każdym braniu. Z resztą Jacek opisuje również sposób pewnego wędkarza, który do złudzenia przypomina mi już opowiadania z mojego własnego rodzinnego podwórka. Ów wędkarz dowiązywał do szczytówki kawałek drutu ze sprężystego mosiądzu zakończając przelotką. Mój dziadek robił to zbrojąc szczytówkę w sprężynę z drutu stalowego. Do złudzenia przypominało to kiwok podlodowych zimówek. Czułość zależała od sprężystości i długości drutu.

Za sygnalizatory brań służyły również faktyczne drgające szczytówki wykonywane z różnych materiałów, ale najczęściej spotykało się chyba krótkie końcówki z jałowca. Cała sztuka polegała ponoć na tym by wiedzieć co ściąć, kiedy, no i jak obrobić. Ponoć termin i wybór pędu decydował o działaniu szczytówki. Osobiście widziałem takie szczytówki na leszczynowych kijach u miejscowych wędkarzy oraz w ojcowskim arsenale do bambusówki. Te Ojca były dłuższe i miały pośrednie przelotki. Były to lata sześćdziesiąte i początek lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia.

Potem przyszła era kompozytów z włókna szklanego i na rynku pojawiły się szklaki. Oj to było wreszcie coś dla mnie, bo z jałowca to nie umiałbym zrobić dobrej szczytówki i nawet nie próbowałem się za to brać. Ojca jałowcówki były też wykonane i sprezentowane przez autochtonów wód, nad które jeździliśmy. Raz próbowałem zeszlifować jakąś tonkinową szczytówkę. Szlifowanie wyszło, szczytówka niestety nie - pękła na pierwszym wypadzie. No ale włókno szklane to co innego. Tu już robiłem szlifowanko z kupowanych grubych szczytówek do spinningów. Jedynym wzorcem, na którym się wówczas mogłem oprzeć były ojcowskie jałowcówki. Kto produkował te toporne szczytówki nie pamiętam, ale wiem ile potu trzeba było wylać, by to zeszlifować do odpowiednio cienkich wymiarów. Ale szło to zrobić i zanim Anglicy nazwali to „quiver tipem” łowiłem drgającą szczytówką. Jakie ryby? Wówczas głównie leszcze i węgorze. Szczególnie przynosiło mi to wielką przyjemność w nocy, gdy bicie serca podrywał na wyższe obroty, dreszcz końca szczytówki, ledwo widocznej na tle rozgwieżdżonego nieba, przyświetlonej jedynie blaskiem odległej latarni. Wtedy jeszcze nie było świetlików, więc czasem trzeba było użyć światła małej latarki, ustawionej tak, by odrobinę światła rzucała na szczytówkę. Ale to było to, właśnie to, to była autentyczna D.S., nawet na bambusowym wówczas kiju osadzona złączem skuwkowym, paskudnie psującym efekt dreszczu.

Trzeba przyznać, że Anglicy szybko się zorientowali jaka to frajda z poławiania drgającą szczytówką, jakie to mordercze narzędzie w rękach wędkarza i u nich błyskawicznie sprawy ruszyły do przodu, a dziś mówimy o angielskiej metodzie, choć jak najbardziej jest ona ogólnoeuropejską. Ale trzeba przyznać, że obecny rozwój D.S. zawdzięczamy tradycjom angielskich wędkarzy, którzy od dawna i powszechnie łowili wędziskami o wyjątkowo wydelikaconych szczytówkach spełniających rolę wskaźnika brań.

Oczywiście na początku nikt nie używał określenia quiver tip, co w tłumaczeniu brzmi dygocący, trzęsący się koniec, czyli właśnie „drgająca szczytówka”. To nazwa powstała raczej w skutek działalności marketingowej. Jak podaje Jacek Jóźwiak, sposób połowu nazywano pierwotnie shudder, co znaczy ni mniej ni więcej jak drżenie, dreszcz. Do mnie to przemawia równie dobrze, a może jeszcze bardziej jak nazwa D.S., gdyż charakterystyczną cechą dobrych wędzisk quiver tip jest przenoszenie się drgań brania na całe wędzisko - dobre wędzisko do D.S. to jak określamy, wędzisko dreszczowe. Takie wędziska potrafią pokazać najmniejszy ruch wokół przynęty.

Quiver tipy miały wymienną wkręcaną szczytówkę w ostatnią przelotkę wędziska zakończoną tuleją z gwintem. Tipy były wyposażone w pojedynczą przelotkę szczytową, a więc samą zasadą działania przypomina to całkiem do złudzenia, wcześniej opisane druciane sygnalizatory, czy króciutkie jałowcówki. W quiver tipach można było zamiast króciutkiej szczytóweczki dokręcić kiwającą się szczytówkę na elastycznym przegubie, czyli swing tip. Niektórych ta technika fascynuje do dziś i należy przyznać, że na płytkich i spokojnych wodach wykazuje się dużą czułością brań. Ma niestety tę wadę, że na wietrze huśta się i zatraca swój sens jako wskaźnik zainteresowania ryb naszą przynętą. Kolejną wadą jest trudność zarzucania zestawu bez splątań o wahający się swing tip. Z tych powodów nie zdobyła ta technika powszechnej aprobaty i nie rozpowszechniła się jak późniejsze multipickery.

Jednak rozwiązanie quiver tip nie było zbyt wygodne i uniwersalne. Nasadowe szybkie łączenia, wydłużenie szczytówki z zamontowaniem pośrednich przelotek, możność zastosowania kilku różnych szczytówek w jednym wędzisku, nadało nowy wyraz drgającej szczytówki. Te bardziej już uniwersalne wędziska multipickery, gdy pokazały się w sprzedaży, szybko podbiły serca wędkarzy na europejskim rynku. Wędziska te są wyposażane w kilka szczytówek o różnej akcji, ugięciu i c.w. Szczytówki zyskały wyposażenie w większą ilość przelotek. Pozwoliło to na bardziej uniwersalne wykorzystywanie jednego wędziska do wielu połowów. Cel został osiągnięty.
W końcu ktoś dołożył nazwę feeder, dla wędzisk o dużym ciężarze wyrzutowym. Miało to niejako stanowić połączenie D.S. z dużym ciężarem wyrzutu potrzebnym dla stosowania ciężkich zestawów, koniecznych w połowach rzecznych o sporym uciągu. Oczywiście na taki pomysł mogli wpaść tylko panowie od marketingu, nie wiele zazwyczaj mający cokolwiek wspólnego z wędkarstwem. W tym momencie stało się mało istotnym, że feeder to nic innego jak podkarmiacz, koszyk zanętowy i nie bardzo jak to się ma do nazwy wędziska by określić jego ciężki charakter. Jednak fakt połowu na rzekach z ciężkimi koszykami zanętowymi, wymagającymi stosowania wędzisk o nawet ponad 100g ciężarze wyrzutu, przy jednoczesnej chęci połowu na D.S., wymusiła odpowiednie działania na producentach. Panowie od nazewnictwa spaprali nazwę i wyszedł z tego FEEDER, a następnie i Hevy Feeder.

Nazwa chwyciła, a przy okazji rozgorzał spór. No bo gdzie istnieje granica między delikatnym pickerem, a ciężkim feederem? Ile to jest gram wyrzutu? Jak to ocenić i przyjąć? Dali Bóg ja nie wiem i nie umiem odpowiedzieć. Przecież to co będzie lekkim wędziskiem na rzece, może być już ciężkim sprzętem na jeziorze. A nawet jeśli rozpatrywać tylko same połowy jeziorowe, bo takie jest oblicze tej strony, będziemy umieli określić tę granicę? To wydaje mi się wręcz absurdalnie niemożliwe. Łatwo dało mi się zauważyć, iż podobnego zdania jest również Jacek:

„...Od lat otóż trwają próby odpowiedzenia sobie na pytanie, od kiedy właściwie zaczyna się feeder. Rozmaici autorzy próbują ustalić graniczny ciężar wyrzutowy kija - na 60, 80, 100 g... To jakaś paranoja i rzecz absolutnie nie do zrobienia w świecie, w którym nazwami towarów rzadzą wydziały marketingu, czyli chłopcy z pomysłami.”

Nazwa feeder dla ciężkich D.S. niejako się utrwaliła, choć z całą pewnością jest nieprawidłowa. Nie zamierzam tu polemizować z nikim na temat przewrócenia, odwrócenia, lub obalenia bądź, co bądź już utrwalonej nazwy, ale całkiem obojętny nie pozostanę.

Dla mnie feederem będzie każda wędka typu pickerowego z dowieszonym podkarmiaczem, bez względu na jej mocarność, czy też wielkość i ciężar zanęcacza. Autor już wcześniej cytowanego opracowania wyraził swoje zdanie bardziej dosadnie:

„...Każda wędka (jako zestaw od dolnika do haka), w której korzysta się z feedera, może feederem zostać nazwana, bez względu na to, czy będzie to najdelikatniejszy multipiker czy pałowata bambusówka z wypchanym płatkami pojemnikiem od kostki zapachowej do kibla.”

Ja uznaję tylko tę wędkę za feedera, gdzie wyposażona jest ona w drgającą szczytówkę z dołączonym w zestawie zanęcaczem, bez względu na ciężar wyrzutowy wędziska. Tak to zresztą ująłem na wstępie swojego artykułu dotyczącego feedera. Jest to wprawdzie moje indywidualne podejście do tematu, ale jak widać nie jestem w tym osamotniony i odosobniony.

W moim wywodzie podpierałem się cytowaniem tekstów Jacka Jóźwiaka (Jaj) z pełną premedytacją tego czynu, gdyż właśnie to opracowanie uważam, za jedno z najlepszych jakie się ukazało na rynku polskim, poruszające połów na drgającą szczytówkę. Każdemu polecam tę lekturę. „DS Od patyczka do kosmicznych technologii" Ja tu korzystałem z wcześniejszej wersji zatytułowanej „Drgająca szczytówka - próba powrotu." i publikacji w Tygodniku Wędkarskim.

Pozwolę sobie teraz wrócić do „FEEDERA”, ale w tym logicznym rozumieniu, jakie tu zaprezentowałem bez tych marketingowych abstrakcyjnych wymysłów. Obrazowo rzecz ujmując nazwę wędkę do dalszego omawiania tematu „feeder shudder tip”, czyli dreszczową szczytówką z podkarmiaczem. Co nie podoba się nazwa? Może i nie, ale za to oddaje sens połowu, o jakim dalej będę mówił, uzupełniając treść mojego artykułu o feederze głównie omawiając połowy jeziorowe.

Po tym co tu sobie powiedzieliśmy, nasuwa się pytanie podstawowe, a mianowicie: jak ciężki musi być, a właściwie jak delikatny może być nasz „feeder shudder tip”, by można było skutecznie i bez obaw o wędzisko, łowić z koszykiem zanętowym obserwując dreszcz szczytówki? Czy w dzisiejszych czasach musi to być sprzęt mocarny z dużą gramaturą c.w., czy też możemy sobie pozwolić na super light picker?

Wpierw jednak zanim odpowiemy na te pytania, proponuję się przyjrzeć jak następował rozwój poszczególnych elementów sprzętu do D.S. Otóż chyba najszybszy rozwój i dynamika szerokości palety asortymentowej daje się zauważyć w wędziskach. Tu technologie, materiały oraz konstrukcyjne rozwiązania zapewnić mogą praktycznie wszystko, co dusza zapragnie. Inna rzecz, że na naszym rynku trudno uświadczyć dużego wyboru, ale wynika to raczej z nastawienia się sprzedawców na duży obrót tanim, zazwyczaj tandetnym towarem, byle zapewnić ruch w interesie. Ściśle wiąże się to z wielkością naszych portfeli, a właściwie ich małą zasobnością, do czego dostosować się próbują sprzedawcy i producenci. Ale możliwości produkcyjne są.

Z kolei chyba najbardziej w tyle została ta część wyrobów, która nazywana jest popularnie akcesoriami zestawowymi. Wliczamy w nią właśnie ciężarki, krętliki, koraliki, stoperki, haczyki, rurki antysplątaniowe i koszyki zanętowe. Ogólnie na europejskim rynku w czambuł od lat produkuje się te same wzory rurek antysplątaniowych i koszyków zanętowych. A przecież od tych elementów bardzo wiele zależy. Tu nikt nie potrafił nic wymyślić, by unowocześnić i rozwijać dalej połowy D.S. No właśnie czy nikt?

Otóż znalazł się i tu człowiek, którego rozwiązania jak mniemam zdobędą szybko aplauz u deesowców. Okazuje się, iż można zmontować doskonały zestaw karpiowy, którego całkowity ciężar mógłby być wyrzucany z delikatnego pickerka do 15g. Oczywiście nie radzę nikomu takich łowów, ale chciałem tu nadać pewien zwrot w myśleniu i podejściu do zagadnienia połowów z podkarmiaczem. Nawet tak lekki zestaw doskonale trzyma się dna i pozwala na łowienie dużych ryb. Do tej pory zmuszeni byliśmy dopasowywać mocarność wędziska (c.w.) nie do ryby, a przede wszystkim do wielkości pecyn rzucanych do wody.

To właśnie nie kto inny jak producenci wędzisk, a właściwie ich głupota połączona z kompletną niewiedzą, nakazywała nam stosowanie coraz to cięższego sprzętu przy większym uciągu prądu i stosowania w tych warunkach ciężkich koszyków, których masa dochodziła do 150g. Ich filozofia oparta na przeświadczeniu, że im coś cięższego, tym łatwiej oprze się ruchom wody, okazała się tragiczna w skutkach. Finezyjną technikę połowu szybko zamieniła na powrót w ciężką gruntową denkę, no bo jak nazwać wędzisko, które rzekomo ma być drgającą szczytówką, gdy tymczasem jego ciężar wyrzutu przekracza 150g, a toporność jest taka, że prędzej dzwonek nań uwieszony usłyszymy, niż dojrzymy dreszczowe podrygi.

Dziś sprawy zaczynają zmieniać swój bieg. Podstawą do wyboru wędziska zaczyna na powrót być wielkość ryby. No i teraz chcąc łowić duże liny, leszcze, czy w końcu karpie dobieramy wędzisko do potrzeb połowu tej ryby. Jeszcze niedawno potrzebowaliśmy kij o c.w. do 90g by poławiać karpie na jeziorze, bo stosowaliśmy koszyki 40 do 50g, co wraz z pozostałymi akcesoriami i napchaną zanętą dawało 80g. Dziś spokojnie zastosujemy kijek o max. gramaturze wyrzutu wielkości poprzednio użytych koszyków, a nasz stabilnie leżący na dnie zestaw nie będzie przekraczał nawet z po brzegi wypchanym podkarmiaczem więcej niż 20g. Płotkowy feederek będzie mógł być o c.w. wyjątkowo minimalnym, bodaj do 10g, z delikatną niczym jak włos szczytówką, która będzie wstanie pokazać branie choćby ciernika.

Tylko, że tu już musi być wędka na odpowiednim poziomie, a pospolite srykada i sraxony ze skośnookiej tandetnej produkcji krajów dalekiego wschodu o niskiej kulturze technicznej, stają się jakby do bani, a błędy bylejakości obnażane są z całą surowością.

Od zeszłego roku skrupulatnie badam nowe rozwiązania koszyków i rurek antysplątaniowych, które umożliwiają powrót do korzeni sensu łowienia na drgającą szczytówkę - delikatności łowieckiego sprzętu, finezji i czułości sygnalizacji brań. Nowa konstrukcja koszyków i rurek umożliwia znaczne zmniejszenie wagi obciążenia zestawów, przy jednoczesnym zachowaniu doskonałych walorów stabilności zestawu i przyczepności do dna.

Okazało się, że w miejscach, gdzie dotychczas trzeba było stosować sklepową przeciętność koszykową o przekroju trójkątnym i o wadze 100g, ja mogłem sobie w nurcie Narwi ustawić trzy razy większy koszyk owalny, o gramaturze zaledwie 70g. Gdybym zmniejszył wielkość objętości podkarmiacza z całą pewnością starczyłby 60g, a może mniejszy. To wyraźnie pokazuje jak spore możliwości drzemią w tych rozwiązaniach. To na rzekach, a na jeziorach byłem już całkiem zaskoczony, gdy zestaw na Karpia z koszykiem bez obciążenia siadł i przywarł na dnie, a całość dała się ustawić. Szczytówka prawidłowo podgięta, reagowała na najmniejszy ruch ryby, pomimo iż wędziska były o c.w. do 50 i 60g.

I to powinno dać nam wiele do myślenia. Feeder to nie żaden ciężki kij do D.S., jak próbują nam wmawiać kolesie od marketingowego prania mózgu wędkarzom, ale musi to być finezja lekkość i precyzja, ubrana w tę niepowtarzalną emocję, gdy przez kijaszek przeleci dreszczyk brania. To nie producenci nam mają narzucać swe fanaberie i wymysły, ale to my wędkarze powinniśmy być obiektem ich troski i otrzymywać to, co faktycznie potrzebujemy. Skoro da się lekko łowić na feedera to niech producenci wytwarzają odpowiednie wędziska, a chłopcy od reklam dadzą sobie siana z tą ciężkością D.S. w feederze.

Ja się nie dam omamić tym wciskanym kitem o ciężkości feedera. Ja ten ciężar już zrzuciłem, a raczej nigdy go nie założyłem. Dla mnie feeder, to „light” połów, to „feeder shudder tip”, a nie toporna denka z dzwonkiem, jak to powszechnie można się napatrzeć do woli nad wodą.

Bolesław "Wędkoholik" Michalski


– Komentarze –

autor - Wojtek
napisał:
Wielkie dzieki !!! Nareszcie cos rozjasniajacego.Osobiscie lowie *wszystko* wiec staram sie posiadac jak najbardziej uniwersalny sprzet wiec zadarzalo mi sie uzywac teleskopa 30 g jako ds i tez mialem wyniki. Wszystko to kwestia pomyslowosci lowiacego i zdrowego rozsadku. Nazywajmy wiec po swojemu. Po polsku. Drgajaca szczytowka, podkarmiacz, wedka - a czy splawikowka czy denka to zalezy jak ja zastosuje wlasciciel. Nie dajmy sie zwiesc nazwom handlowym. Bierzmy na nasz zdrowy rozsadek i chlopski rozum. Tak wiec lowilem leszcze na drgajaca szczytowke z dokarmiaczem a nie feederowalem zyletki.Jeszcze raz bardzo dziekuje za artykul, a koszyki takie jak gzoomg sam sobie robie i to nie w celach ekonomicznych ale by miec zajecie wedkarskie pomiedzy wyprawami. Lodka radio-sterowana tez jest w planach,ale to juz inny temat*moze na artykul ?*

November 6, 2005 6:35 pm

217.136.74.3


autor - Bolek vel Wędkoholik
napisał:
Cieszę się, że mogłem coś wnieść, przydatnego. Brak jeszcze wersji archiwalnej do ściągnięcia, ale w ciągu tygodnia powinienem uzupełnić. Pozdrawiam i życzę samych dreszczowych wrażeń na waszych feederowych shudder tipach.
Wędkoholik

November 6, 2005 8:10 pm

82.210.136.33


autor - Grzegorz Gętka
napisał:
Cześć! Bolku, czytałem ten felieton kilka razy i chcę zacytować to, co mi utkwiło z niego w pamięci najbardziej „Dziś spokojnie zastosujemy kijek o max. gramaturze wyrzutu wielkości poprzednio użytych koszyków, a nasz stabilnie leżący na dnie zestaw nie będzie przekraczał nawet z po brzegi wypchanym podkarmiaczem więcej niż 20g. Płotkowy feederek będzie mógł być o c.w. wyjątkowo minimalnym, bodaj do 10g, z delikatną niczym jak włos szczytówką, która będzie wstanie pokazać branie choćby ciernika.” Zawsze to chciałem uzyskać w moich GzoomG-ach, aby tak właśnie wyglądało łapanie ryb i do tego dążyłem! Dziękuję! GzoomG

November 19, 2005 11:13 pm

217.28.155.199


autor - hey
napisał:
Hey! W tamtym tygodniu poraz pierwszy łowiłem na drgającą szczytówke i tu mam mały problem...w krórym momencie mam zacinać?? Odrazu gdy zobaczę, że szczytówka sie poruszyła, czy dać jej chwile podrgać i dopiero przy silnym drganiu zaciąć?? PS. mam wedke o ciężarze wyrzutu 30g, a zastosowałem koszyczek o masie bez zanęty 30g i jakoś nic mi sie nie połamało przez kilka godzin użytkowania... pozdrawiam

June 20, 2006 9:27 am

83.31.21.249


autor - Bolek vel Wędkoholik
napisał:
Moment zacięcia to kwestia wyczucia.

June 20, 2006 12:56 pm

212.76.33.122


autor - zdzisiu
napisał:
dzienki tej stronie wiem jakie błedy ribilem i wiem juz jak poprawnie laspac ryby

August 20, 2006 11:43 am

217.96.118.69


autor - misa
napisał:
lubie łowic na feedera najczesciej biorom mi na nie leszcze albo okonie ale płocie terz nim nie gardzom.łowie w wiśle

January 1, 2007 12:00 am

83.25.98.245


autor - amator
napisał:
witam ja dopiero zaczynam przygode z wedkowaniem i to wlasnie metoda DS mam pytanie czy feedera na rzece stawiamy w pionie czy poziomie?czy moze nie ma zadnej roznicy?wybieram sie na rzeke bo wszyscy moi wedkujacy znajomi twierdza ze ryba jest mocniejsza i jak juz wezmie to jest lepsza zabawa! p.s zajefajna strona!!! siedze i wchlaniam wiedze!!! pozdrawiam

May 5, 2007 5:53 pm

82.139.11.4


autor - Bolek vel Wędkoholik
napisał:
Zazwyczaj na rzece ustawia się wędzisko w prawie pionowej pozycji. Jest to podyktowane uciągiem rzeki i chodzi o to by jak najmniej żyłki było w wodzie. Ryba wszędzie jest jednako silna, tyle że jeśli odjeżdża w dół rzeki to wrażenie jest mocniejsze.

May 7, 2007 9:37 am

62.121.110.8


autor - amator
napisał:
witam, dzieki za odp. mam jeszcze pytanie? w jednej z wypowiedzi napisal Pan, ze na pickera lapiemy bez koszyka ( chyba ze cos zle zrozumialem ) ja mam pickera do 30 c.w i rzucam z koszykiem. niewielkim, ale jednak.nie moge tej wypowiedzi teraz znalezc bo tak jak mowie moglem cos zle odebrac. pozdrawiam

May 7, 2007 3:02 pm

82.139.11.4


autor - Bolek vel Wędkoholik
napisał:
Sama nazwa na wędzisku jeszcze o niczym nie świadczy. Przeczytaj uważnie artykuł, a wszystko będzie jasne.

May 8, 2007 7:57 am

62.121.110.8


autor - Seraskus
napisał:
Ej, a czy da się ten koszyk przymocować jako zanęte do zwykłej zyłki łowiąc metodą \"na spławik\"?

July 8, 2007 9:13 pm

83.25.203.84



Dopisz swój komentarz
w razie potrzeby możesz skorzystać z pomocy i objaśnień

autor :
email :
Wpisz komentarz:


Jeżeli chcesz zrezygnować, jeszcze możesz.

Każdy ponosi odpowiedzialność za treść umieszczanych przez siebie komentarzy. Zastrzegamy sobie prawo do usunięcia komentarzy sprzecznych z ideą wędkarstwa, działających na jego szkodę, niezgodnych z prawem oraz wulgarnych. Natomiast mile są widziane wpisy o tematyce wędkarskiej.

>>GÓRA<<


Wędkoholik
POLECA









Ratujmy Szczupaka

Na adres redakcji Wędkarstwa Jeziorowego wpłynął komunikat Salmo Fishing Clubu. Zamieś- ciłem go w części poświęconej ratowaniu tego gatunku. Przeczytaj- cie i skontaktujcie się z SFC. Nie bądźcie obojętni na sprawę


Ratujmy Ryby

W polskich wodach w zas- traszającym tempie maleje rybostan. Niektóre gatunki są poważnie zagrożone. Przyczyn jest wiele. I choć ryby głosu nie mają, czas najwyższy by przemówiły naszym wędkarskim dzia- łaniem. Nie bądźmy obo- jętni na sprawę.


Karpiowanie

W związku z narasta- jącym zainteresowaniem wędkarstwem karpiowym, założyliśmy niezależny portal Karpiowanie. Serdecznie zapraszamy do uczestnictwa w życiu portalu o karpiowaniu.


Nowości na stronie

Jeśli chcesz zobaczyć co nowego ukazało się na stronie, zajrzyj tu.


Lake Fishing Club

We wrześniu powstał kole- żeński klub wędkarski. Wspólne wędkowanie i wymiana doświadczeń to nasz cel. < więcej >


Dziś mamy
Copyright © 2003  Bolesław"Wędkoholik" Michalski