Ratujmy Okonia  

Okoń jest gatunkiem atrakcyjnym zarówno wędkarsko jak i rybacko. Powszechnie uważa się, że jest go tak dużo, iż w zasadzie moje tu wystąpienie o jego ratowanie mija się z celem ratowania gatunków ryb w Polsce i jest rzekomo całkowicie bezzasadne i bezpodstawne. A jednak zauważa się wyraźne symptomy zagrożenia tego gatunku w większości jezior w Polsce. Przyjrzyjmy się więc temu gatunkowi i spróbujmy odpowiedzieć sobie na podstawowe pytanie - czy faktycznie okoniowi coś zagraża, a jeżeli tak to co, w jakim zakresie oraz co zrobić by zagrożenia zlikwidować.

Powszechność mniemania o braku zagrożenia tego gatunku, moim zdaniem bierze się stąd, że faktycznie ryba ta jest niemal wszędobylska i prowadząc stadny tryb życia robi wrażenie jej obfitości. Jeśli do tego dodać sporą żarłoczność tego drapieżnika, to odnoszone wrażenie jest niemal przekonywujące o braku zagrożeń. Tylko, że na co dzień mamy do czynienia ze stadkami małych podrostków od kilku do 12 góra 15cm, często niedojrzałych jeszcze płciowo, lub ze skarłowaciałą populacjš żyjącą w małych akwenach. Właśnie mniej więcej wymieniony wymiar jest osiągany w momencie dochodzenia okonia do wieku rozrodczego i następuje to w trzecim, czwartym roku życia.

Ryba ta jest bardzo wolno rosnącą i rozmiar 30÷40 dkg osiąga dopiero w ósmym roku życia. Jest to waga okonia 30cm i więcej. I choć okoń masowo się plemi, bo samica składa nawet do 300 000 jaj, to należy wziąć pod uwagę, iż dopiero wchodząca w życie rozrodcze samica, składa ponad dziesięciokrotnie mniej ikry. Dziś mamy zjawisko, iż główny udział w rozrodzie okonia mamy ledwo dojrzałych płciowo egzemplarzy i tylko ich masowość ratuje sytuację. Gdyby na prawidłowym poziomie liczebnym były drapieżniki zdecydowanie ograniczające liczebność małych okoni, to spadek populacji okonia byłby drastyczny. Udział w tarle średniej wielkości okoni, a więc takich od 0,4 do 1kg, jest dziś bardzo ograniczony i na przestrzeni ostatnich 10 do 15 lat drastycznie się zmniejszył. Tak więc zazwyczaj mamy do czynienia z dość dużą populacją okonia ale małego, a to już krok dzielący ten gatunek od poważnych tarapatów.

Możemy zadać sobie pytanie dlaczego tak się dzieje? Podstawowymi powodami jakie bym wymienił, to smaczne mięso i wędkarska atrakcyjność okonia. Powoduje to dużą presję na tym gatunku zarówno wędkarzy, jak i rybaków. Przy stadnym trybie życia ryby i dość widowiskowych atakach watach okoniowych, nie trudno je namierzyć, a potem niemal wybić w pień stado z dużych i średnich egzemplaży. Jedyną ochroną okonia przed wędkarzem, stanowi chyba jego kapryśność, a zatem dobór odpowiedniej przynęty, na którą w danym dniu w danej wodzie zechce brać, choć i to jest dyskusyjne.


Fot. Tadeusz Andrzejczyk

Rybacy znajdują łatwo z kolei amatorów na mięso oknia, ale średniego i dużego. To powoduje przełowienie sieciowe wód z tego gatunku w odpowiednich rozmiarach. Na ironię losu małe okonki są w oczach rybaków szkodnikami wyżerającymi ikrę i narybek, więc są przetrzebiane. Ogranicza się populacje małych okoni, by nie wyjadały ikry i narybku innych cenionych gatunków. Szczególnie niepożądany jest mały okoń, z punktu widzenia rybaków, w jeziorach sielawowych. Tylko skąd wtedy ma się wziąć duży okoń, który swe najdorodniejsze wymiary osiąga właśnie w takich i jeziorach typu leszczowego. Jedyne co mu sprzyja w obecnych czasach, to brak szczupaka, który jest również zagrożony i to w znacznie większym stopniu, o czym pisałem w sąsiednim artykule. Jest to tak zwana planowa gospodarka rybacka, wycieńczająca jeziora, po której są one całkowicie zdegradowane, a odbudowa rybostanu wymaga wieloletnich nakładów.

Dziś jest praktycznie ostatni dzwonek, aby ratować sytuację i w miarę bez większych nakładów i komplikacji, doprowadzić do wyrównania się na prawidłowym poziomie stosunku ilościowego poszczególnych pokoleń tego gatunku. Różnorodność wielkości tego gatunku jest dziś poważnie zachwiana, a raczej nawet całkowicie zaburzona, najczęściej zniszczona. Wskutek braku okoni średniej i dużej wielkości brak jest naturalnej selekcji wśród młodych osobników także w obrębie własnego gatunku (okoń jest kanibalem). Praktycznie dziś głównym regulatorem populacji małego okonia i podrostka pozostał sandacz przy szczątkowym udziale szczupaka i węgorza. Tą sytuację należy odwrócić. To właśnie sam okoń i szczupak powinny być głównymi regulatorami ilości i jakości okonia.

Brak większego okonia powoduje skierowanie presji wędkarskiej na osobniki mniejsze. Wielu wędkarzy przed paru laty nie zadawalały okonie mniejsze jak 30cm, a dziś cieszą się już z dwudziestocentymetrowych, nie gardząc połowem piętnastaków jeśli biorą intensywnie. Co więc nas czeka za kolejne piętnaście do dwudziestu lat? Czyżby okonki wielkości naszych paprochowych przynęt? Już dziś słychać utyskiwania i narzekania gremialne wędkarzy na taki obraz wędkarskich przygód. I co za parę lat jedyną potrawę jaką będzie można zjeść z okoni będzie rosół, a dla cierpliwych i zawziętych w oprawianiu smażone skwarki.

Brać należy pod uwagę, że rybacy nie kochają małych okoni i traktując jak szkodników, chętnie ograniczają ich liczebność w jeziorach. Nasze jeziora w północnej części Polski w przeważającej liczbie należą właśnie do przedsiębiorstw rybackich i są traktowane jak własność, z którą można robić co się chce, choć de facto są to jeziora państwowe, a więc są skarbem nas wszystkich Polaków. Musimy coś z tym wszystkim począć, bo choć w dużej mierze do zagłady okonia przyczyniają się rybacy, to udział wędkarzy w wybijaniu średnich i dużych okoni jest znaczący (delikatnie to określiłem).

Może dla niektórych ta wizja wydaje się nie istniejąca i nie mająca się nigdy ziścić, będąca jedynie absurdalną wróżbą, ale niestety popularny jeszcze dziś okoń czuje już na swym garbie beztroskę człowieka i wyniszczające postępowanie. Tak więc ta moja złowróżba może się ziścić jako najgorszy ze scenariuszy. Nie jest to nierealne, a wręcz przeciwnie. Należy zauważyć, że okoń jest rybą nie tolerującą deficytu tlenowego, a wciąż zwiększająca się eutrofizacja wód, wywołana między innymi przez przedostawanie się ścieków bytowych i nawozów do jezior, tylko pogarsza sytuację tego gatunku.

Wypada mi w tym miejscu powiedzieć jak ja widzę w takim razie ochronę okonia. Myślę, że ochrona okonia okresem ochronnym na tarle jest jeszcze zbyteczna. Ogólnokrajowe wprowadzenie wymiaru ochronnego od zera do jakieś wielkości jest z kolei dyskusyjne, bo w niekorzystnych warunkach gatunek ten tworzy skarłowaciałe formy, których wymiary zazwyczaj nie przekraczają 15cm. Natomiast jest całkowicie uzasadnione wprowadzenie wymiaru ochronnego dla średnich wielkości okonia do jego maksymalnych rozmiarów. Chodzi tu o przywrócenie wszędzie tam gdzie to możliwe prawdziwych garbusów. Osobiście proponuję ochronę okoni od 25cm. Kolejnym obostrzeniem jakie bym proponował, to ograniczenie zabierania okoni z połowu powyżej 5 dziennie lecz nie więcej jak 20 miesięcznie. Tu oczywiście chodzi o ograniczenie mięsiarstwa wyrządzającego bardzo duże szkody w okoniowym rybostanie. Dolny wymiar ochronny okonia osobiście wprowadziłbym, ale dopiero po przywróceniu równowagi pokoleniowej i przywróceniu należnego miejsca szczupakowi. Wówczas następować będzie samoregulacja w populacji okonia i warto się nad tym zastanowić. Jednak tu jestem całkowitym zwolennikiem ostrożnego działania, ze względu właśnie na pojawianie się w małych i płytkich zbiornikach karłowatego rybostanu okoni. W takich przypadkach nie widzę możliwości i sensu wprowadzania dolnego wymiaru ochronnego.

Reasumując proponuję:
wymiar ochronny w cm: od 25—>max
limit: 5szt/dziennie i 20szt/miesięcznie
połów na żywca: zakaz kotwic

Zupełnie innym tematem jest ochrona tych ryb szczególnie ilościowa przed rybakami. Nie jestem w tej materii uprawniony ze względu na zbyt małą wiedzę, ale muszą być jakieś kryteria uniemożliwiające wybijanie garbusów do ostatniego ogona. Inaczej cały wysiłek wędkarzy pójdzie na marne.

Bolesław "Wędkoholik" Michalski