Jezioro Białe Libiszowskie
Jezioro Białe Libiszowskie należy do grupy większych jezior pojezierza Łęczyńsko-Włodawskiego. Powierzchnia lustra wody oscyluje w granicach około 140ha. Położone jest w północnej części pojezierza w pobliżu miejscowości Sosnowica. Jezioro otoczone lasem. Brzeg jeziora praktycznie nie dostępny za wyjątkiem nie licznych stanowisk wędkarskich, a także kilku kładek drewnianych wysuniętych na jezioro. Jezioro z dnem mulistym z tendencją do zarastania. Średnia głębokość nie przekracza 1,5m. Gospodarzem jeziora jest Gospodarstwo Rybackie „Polesie” w Sosnowicy. Rybostan jeziora jest bogaty z gatunków ryb spokojnego żeru należy wymienić: płoć, wzdręgę, karasia, lina, krąpia, leszcza, karpia, ukleję. Natomiast z drapieżników: szczupaka, sandacza, suma, sumika karłowatego, okonia. Zezwolenie na wędkowanie można kupić w rybaczówce przed wjazdem na jezioro. Koszt zezwolenia jednodniowego wynosi 30pln. Jeżeli ktoś ma ochotę powędkować w weekend (sobota , niedziela dwa dni) koszt zezwolenia wyniesie nas 50pln. Na tygodniu od poniedziałku do piątku dozwolone jest łowienie wyłącznie z brzegu. Natomiast w weekendy można łowić dodatkowo ze środków pływających. Nie wolno pływać na silnikach zaburtowych elektrycznych a także spalinowych. Uwaga! Na miejscu nie ma wypożyczalni sprzętu pływającego. Łódki lub pontony zabieramy ze sobą. Na łowisku obowiązuje RAPR (Regulamin amatorskiego połowu ryb) PZW. Sezon na jeziorze Białym Libiszowskim trwa od 29 kwietnia do 30listopada. Nad jeziorem jest możliwość rozbicia namiotu ewentualnie gospodarz jeziora oferuje noclegi w Dworku Libiszowskim. Telefon kontaktowy 082 5912106
Opisał:
" Puzio "
Wiosenne karasie
Wiele dobrego słyszałem o jeziorze Białym Libiszowskim.
W roku ubiegłym planowałem tam pojechać, ale zwykle na przeszkodzie stawał mi Bug albo inne „rodzime” łowiska.
Pragnę nadmienić, iż jezioro znajduje się na pojezierzu Łęczyńsko Włodawskim, a dokładnie niedaleko Sosnowicy.
Niedawno rozmawiałem z Tedem naszym kolega z WCWI, który dał mi do zrozumienia, że na Libiszowskim bierze karaś oraz ładny „koluch” dla niewtajemniczonych sumik karłowaty. Zdecydowałem się w końcu pojechać.
Pojechałem na dwa dni. W sobotę na miejscu planowałem być, przed 5,00 ale jak to zwykle bywa w piątek po ciężkim tygodniu pracy człowiekowi wypadnie „małe” piwko.
Na domiar złego, że późno wstaję to w drodze w samochodzie urywa się tylny amortyzator. Klnę jak szewc, bo droga przypomina szwajcarski ser naszpikowany dziurami. Teraz po stracie amortyzatora jadę wolno, aby nie pogubić kół w samochodzie i przyczepie.
W końcu docieram na miejsce. Jest już trochę późno, bo dobrze po godzinie 9,00 ale co tam, przecież pozostało tyle czasu do zmierzchu, praktycznie cały dzień przede mną.
Ściągam z przyczepy łódkę potem składam wędki. A kiedy jestem już na wodzie to
Szczerze mówiąc nie wiem gdzie mam płynąć? Jezioro jest duże a przy tym mi nieznane.

Wypływam. Po drodze rozmawiam z jakimś wędkarzem, wydaje się być sympatyczny, witam się z nim a potem nawiązuję rozmowę. Jak się okazało jest tu stałym bywalcem?
Udziela mi kilku wskazówek.
Najlepiej jak bym znalazł niedużą zatoczkę wśród gęstwiny trzcin, ewentualnie trzcinowe oczko.
Teraz ryba przebywa w trzcinach lub w jej pograniczu.
Na moje pytanie odnośnie wyników macha ręką mówiąc „bywało lepiej”
Cholera, pomyślałem sobie, że „facio” jaja sobie robi.
Ominąłem trzcinową wyspę a potem zakotwiczyłem łódkę na wprost niedużej zatoczki.
Wiatr miałem w plecy, sytuacja iście książkowa, czegoż można chcieć więcej?
Na wyjazd kupiłem zanętę karpiową 3kg i 1kg karaś lin do tego atraktor Sensasa Aromix Carpes, ¼ litra robaka zanętowego.
Na sumika karłowatego przygotowałem glinę rozpraszającą czarną oraz atraktor Aromix Sensasa o zapachu dżdżownic.
Zanęciłem dwa miejsca tak abym mógł swobodnie łowić na dwie wędki.
Chciałem sprawdzić skuteczność zanęt i atraktorów.
Trochę byłem z kołowaciały, bowiem od Teda nie wiele się dowiedziałem na temat stosowanych przynęt, zanęt, oraz jakiego użyć sprzętu (średnicy żyłki, wytrzymałość wędziska głębokości łowiska, itp. itd.)
Ponieważ wędkuję bardziej „finezyjnie” więc na łódkę zabrałem wędziska matchowe.
Po zakotwiczeniu i wygruntowaniu oba łowiska zanęciłem.
I tak jak się spodziewałem tam gdzie zasypałem zanętą karpiową w łowisko wchodziły karasie srebrzyste, leszczyki (w przedziale 25-35cm, wzdręgi oraz płocie)
Natomiast w drugie miejsce nęcenia w zanętę wchodziły sumiki karłowate z tym, że nie były to brania częste, bo ryby brały sporadycznie. Dzisiaj wiem, że zanęta się sprawdziła, bo oprócz sumika innej ryby na haku nie zanotowałem. Zdaję sobie sprawę z tego, iż pogoda w sobotę nie była wybitna na sumika karłowatego, ponieważ słoneczko od rana nieźle przyświecało, a jak już to „koluszek”, który bierze przez cały dzień woli dni pochmurne.
Na przynętę posłużył mi biały robaczek, który przecierał się w zanęcie, dodatkowo używałem również robaczków czerwonych rozmiar 2 a także ziaren kukurydzy z puszki. Stosowałem różne kombinacje.
Dobrym popołudniem nad jezioro dojechali Ted i Robik Ja natomiast miałem w siatce dostateczną ilość ryb, aby sobie odpuścić dalsze wędkowanie.
Ale nie ma lekko. Robika okrętuję na swojej łódce. On tez jest wyposzczony po zimie
głodny ryby
Za namową Teda, który przewyższał nas doświadczeniem odnośnie znajomości jeziora zmieniamy miejscówkę. Płyniemy do zatoki gdzie Ted tydzień temu osiągnął życiowy rekord w połowie ryb
. Oczywiście jest to żart
..
Nowa miejscówka po zanęceniu również przynosi wyniki, łowimy na zmianę karasie, leszczyki, wzdręgi, płocie, oraz dorodne, „koluchy”.
Dochodzę do wniosku, iż jezioro obfituje w rybę i nie są to spekulacje, ale tak jest naprawdę.
Po zakończeniu wędkowania po spłynięciu i spakowaniu sprzętu przemieszczamy się do Tadzia na działkę nad jezioro Bialskie.
Różnica, jaka dzieli oba jeziora to około 3 do 4 km
Tam też Robik wykazuje się kunsztem kucharskim. Smaży rybki a zaraz po tym częstuje nas wyśmienitą naleweczką własnej roboty.


W niedzielę mieliśmy wstać o 4,30.
Z Robikiem mieliśmy spróbować łowienia spinningiem. Chcieliśmy sprawdzić, co z drapieżnikiem?
Niestety, ale od rana padał intensywnie deszcz nasze marzenia odnośnie spinningu zgodnie przełożyliśmy na inny termin(następne spotkanie)
Wypogodziło się gdzieś około 7,00 a na wodzie byliśmy przed 8,00. Ted łowił w trzcinach w oczku wielkości małego pokoju, Łowił rybę za rybą na przemian japoniec, „koluch”. Tadzio łowił siłowo na grubą żyłkę, rybom to jednak nie przeszkadzało.
Natomiast ja z Robikiem łódkę ustawiliśmy przed trzcinami. Nasze zestawy nie pozwalały na łowienie w trzcinach.
Odległościówka jest zbyt delikatna na siłowanie się z rybami w trzcinach no i te cienkie żyłki
..
Do godz. 11,00. ryby brały intensywnie. Potem brania nagle ustały.
W siatce zgromadziłem sporo karasi oraz „koluchów”, nie licząc leszczyków takich po 30cm.
Około 12,00 nad jeziorem przeszły ciemne chmury a potem burza z wyładowaniami.
Nie mieliśmy innego wyjścia jak tylko spłynąć do brzegu, ponieważ deszcz nie ustawał.
Robik spanikował a ja poddałem się jego decyzji. Potem po spakowaniu sprzętu oraz pożegnaniu rozjechaliśmy się do domów, życząc sobie szybkiego powrotu nad to rybne jezioro.
Opowiadał " Puzio"
Zdjęcia " Robik" i " Puzio"